Najnowszy film Jerzego Stuhra stara się pokazać nie tylko losy powojennego pokolenia, ale także dokonać pewnego rozliczenia z Polską. Śmiały zamysł personifikacji całego naszego narodu w osobie Jana Bratka, połączony z próbą rozprawienia się z toczącymi go stereotypami, doprowadził jednak do powstania filmu, który choć solidny, rodzi raczej ambiwalentne uczucia. Głównie za sprawą tego, że wytykane przez reżysera wady bardzo często traktowane są zbyt powierzchownie, przez co same w sobie wydają się nie wykraczać poza… stereotypy.

„Obywatel” Jerzego Stuhra to obraz z pewnością bardzo śmiały w zamyśle. Przedstawione w nim wydarzenia obejmują zarówno czasy stalinizmu, jak i rzeczywistość znaną nam z pierwszej dekady XXI wieku. Z przekąsem sportretowani zostają więc wszyscy: esbecy, komuniści, Solidarność, KOR, a także – to już w scenach przedstawiających czasy bardziej współczesne – rozpustni księża i kłamliwi politycy. Całość przenika zaś gorzka refleksja na temat patriotyzmu i postaw obywatelskich.

Uosobieniem losów powojennego pokolenia ma być – odgrywany przez Jerzego i Macieja Stuhrów – Jan Bratek. Człowiek, który, chcąc nie chcąc, zmuszony jest na każdym etapie swojego życia do konfrontacji z „wielką historią” i wynikającymi z niej zmiennymi uwarunkowaniami społecznymi. Skojarzenia z Janem Piszczykiem i Forrestem Gumpem nasuwają się same. Niestety – w odróżnieniu od dwóch ikon kina – Bratkowi trudno jest kibicować. Brakuje mu bowiem wewnętrznej spójności. W jednych scenach potrafi jasno i dosadnie określić swoje stanowisko, by w następnym (niekoniecznie chronologicznie) ujęciu zachować się jak totalna mimoza i niezguła, której brak własnego zdania. Drażni także „tabloidyzacja” losów Jana Bratka w Polsce współczesnej – jest on zarówno nieszczęsnym pracownikiem plajtującego biura podróży, jak i słynnym nauczycielem, któremu uczniowie brutalnie wcisnęli na głowę kosz na śmieci.

Z całą pewnością „Obywatel” nie jest filmem łatwym w odbiorze. Jerzy Stuhr unika wykładania historycznego tła przedstawianych wydarzeń wprost, komunikuje je raczej przy okazji losów głównego bohatera, cały czas mieszając przeszłość z teraźniejszością, co może wprowadzić w niemałe zakłopotanie. Niestety zabieg ten bardzo często rodzi poczucie „prześlizgiwania się” po ważnych tematach historycznych, bez uchwycenia ich dramaturgii i skomplikowania. W efekcie obok dowcipnych i naprawdę ciekawych spostrzeżeń zdarzają się w „Obywatelu” nierówności narracyjne i zbyt duże uproszczenia. Niektóre scenki rodzajowe (bo tak można odczytywać poszatkowaną konstrukcję filmu) potrafią nie tylko rozbawić, ale także uchwycić sedno przekazu, inne zaś są zdecydowanie zbyt długie lub podane zbyt przaśnie. Zarzut ten dotyczy także symboliki. Spadająca na Bratka w pierwszych minutach filmu wielka litera P,czy choćby cała ostatnia scena stanowią tylko część aż nazbyt czytelnych ikon.

Równie powierzchowna wydaje się walka Jerzego Stuhra ze stereotypami. Docenić należy jednak próbę przełamania charakterystycznej dla obu epok skłonności do tworzenia podziałów na dobrych i złych. W efekcie widzimy w filmie opozycjonistów, którzy traktują walkę z władzą jako możliwość użycia siły, komunistów modlących się po wybraniu polskiego papieża czy księży spędzających czas na wakacjach w towarzystwie prostytutek. Niestety konstatacja, że – niezależnie od systemów i  poglądów ludzie dzielą się na dobrych i złych – sama w sobie także ociera się o banał. Narodowe mity już dawno zostały zweryfikowane, natomiast stereotyp Polaka-antysemity, choć wciąż obecny, nie wydaje się aż tak powszechny.

„Obywatel” Jerzego Stuhra jawi się więc raczej jako koncept niż pełnoprawna produkcja. Naprawdę intrygujące i cenne spostrzeżenia mieszają się z dłużyznami i mało odkrywczą symboliką. Fakt ten drażni tym bardziej, że reżyser niejeden raz dowiódł, że potrafi pokazać Polaków gorzko, lecz bez okrutności, a do tego z pomysłem (vide „Pogoda na jutro”, czy „Korowód”). W swojej książce „Tak sobie myślę…” Jerzy Stuhr powoływał się na stwierdzenie, że wszystko, co kocham w moim życiu, ma niewiele wspólnego z Polską, o której czytam w gazetach, którą widzę w telewizorze lub o której opowiadają politycy i księża. Tym bardziej szkoda, że nie odważył się wejść pod powierzchnię wyśmiewanych przez siebie stereotypów i odważniej sportretować Polaków.

Bartosz Kożuch

„Obywatel”

Reżyseria: Jerzy Stuhr

Premiera: 16 września 2014 (świat), 7 listopada 2014 (Polska)

Produkcja: Polska

 

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony 5kilokultury.pl – Napisany przez autora bloga.