Istnieją dwa rodzaje horrorów. Są takie, które są po prostu horrorami. Powstały, by przestraszyć widza i wszystkie ich elementy są temu celowi podporządkowane. Ale są też filmy, które ludzie nazywają horrorami, bo nie są podobne do czegokolwiek innego. Niekoniecznie powstały po to, żeby straszyć, ale są tak odmienne i niecodzienne, że wywołują mimowolny niepokój. Taki właśnie jest „Jug Face”.

„Jug Face” to debiut Chada Crawforda Kinkle’a i jednocześnie film, który nie tak dawno wywołał sporo zamieszania na amerykańskich festiwalach filmowych. Nakręcony za niewielkie pieniądze, okazuje się być jednym z najbardziej intrygujących obrazów ostatnich lat. Określany jako horror, „Jug Face” faktycznie straszy, ale dokonuje tego w niezwykle specyficzny sposób. Powszechnie wiadomo, że ludzie boją się tego, czego nie rozumieją. U Kinkle’a nie pojawiają się więc żadne monstra, potwory i obrzydliwe kreatury. Siły, z którymi przyjdzie się zmierzyć bohaterom tej historii, są o wiele bardziej tajemnicze i niemożliwe nawet do pojęcia, a co dopiero zwalczenia.

Prawdziwym bohaterem jest niewielka społeczność żyjąca w głębi lasu, z dala od współczesnej cywilizacji. Zacofani technologicznie i skrajnie konserwatywni obyczajowo, ludzie ci są wyznawcami dziwacznej religii, jeżeli można nazwać wyznawcą kogoś, kto czci coś ze zwykłego strachu. „Bóstwo” to żąda bowiem, by co jakiś czas złożyć jej w ofierze jednego z członków społeczności. Gdy tak się dzieje, niejaki Dawai wypala gliniany dzban z wizerunkiem skazanej osoby. Pewnego dnia dziewczyna imieniem Ada odnajduje dzban ze swoją twarzą. Od tej pory, wbrew pobratymcom i ku niezadowoleniu bóstwa, będzie starać się uniknąć marnego losu, uciekając przed przeznaczeniem niczym bohaterowie starożytnych mitów.

To tylko blady zarys tej przedziwnej opowieści, pełnej zaskakujących postaci, zwrotów akcji i najróżniejszych niuansów. Tak naprawdę lepiej jest obejrzeć film nie znając żadnego dokładniejszego opisu i podjąć się samodzielnego odkrywania praw świata przedstawionego. Skojarzenie z mitami jest jak najbardziej na miejscu, gdyż, choć historia osadzona jest w czasach (mniej więcej) dzisiejszych, tak naprawdę przypomina dziwną przypowieść z zamierzchłej przeszłości. Paradoksalnie sprawia to, że nabiera ona niezwykłej uniwersalności, posiada bowiem motywy obecne w opowieściach z całego świata – surowych bogów, zmagania z losem, przepowiadanie przyszłości czy kazirodztwo (sic!). Kinkle zrezygnował zupełnie z tworzenia filmu, który jest w jakikolwiek sposób aktualny i, odrywając się całkowicie od otaczającej rzeczywistości, stworzył coś, co jest bliskie każdemu z nas. Z kolei w trochę innym sensie nie ma obrazu bardziej obcego, gdyż klimat „Jug Face” nie przypomina absolutnie niczego, co pojawiło się dotychczas w kinie.

Jest to jedno z dzieł, które są bardzo dobre pomimo swoich walorów produkcyjnych, a nie dzięki nim. Brak nieograniczonych środków zmusza twórców do nieoczywistych i kreatywnych rozwiązań, skutkujących oryginalną atmosferą. Duża część magii wynika z tego, czego na ekranie nie widać i co należy wyobrazić sobie samemu. Najsłabsze momenty (bo i takie się znajdą) to zaś te, gdy na ekranie pojawią się kiepskie komputerowe efekty specjalne, niepasujące zupełnie do brudnej i surowej scenerii. Gdy twórcy raczej sugerują, niż pokazują pewne zdarzenia, gdy kamera nagle ucieka gdzieś na bok lub traci ostrość – wtedy „Jug Face” zaczyna naprawdę przerażać.

Oczywiście brakuje tu wielkich nazwisk, jednak aktorska ekipa spisuje się doskonale, niejednokrotnie przyczyniając się w znacznym stopniu do kreowania fikcyjnego świata. Lauren Ashley Carter obsadzona w roli Ady gra bardzo dobrze, ale uwagę przykuwają przede wszystkim postacie z drugiego planu, jak choćby surowa matka Ady czy Dawai tworzący gliniane twarze. Ten ostatni to zresztą jedna z najlepszych postaci współczesnego kina. Sean Bridgers (znany niektórym z serialu „Deadwood”) po mistrzowsku nadaje wiarygodność każdej niezwykłej rzeczy, jaką robi jego postać, pod koniec czyniąc z tego niedorozwiniętego umysłowo garncarza niemal tragicznego herosa.

„Jug Face” to jeden z najciekawszych tytułów ostatnich lat. Jeżeli dobry film ma być pomysłowy, oryginalny i zadziwiający, to debiut Kinkle’a jest niemal idealny. Oczywiście jest to również obraz, któremu można dużo zarzucić, szczególnie jeżeli zacznie się go logicznie rozkładać na części pierwsze. Lepiej jednak wyłączyć lewą stronę mózgu, rozbudzić wyobraźnię, dać się ponieść niecodziennej opowieści i odkryć zupełnie nowy świat, który – mimo rozjuszonych bogów i opresyjnych obyczajów – nosi w sobie ślady surowego piękna. „Jug Face” z pewnością zgromadzi niewielkie, lecz oddane grono fanów, gotowe poświęcić wiele, by tylko chronić się przed kiepskimi horrorami.

Mateusz Podlasin

„Jug Face”

reżyseria: Chad Crawford Kinkle

premiera: 23 stycznia 2013 (świat)

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony 5kilokultury.pl – Napisany przez autora bloga.