Antigama – „The Insolent” (2015) Selfmadegod Records

insolent (bezczelny) – przymiotnik.
1. nieliczący się z nikim i niczym, cechujący się zbytnią pewnością siebie, zuchwałością

Siódmy album w dyskografii warszawskiej Antigamy nie mógł nazywać się inaczej. Już od 15 lat zespół poszerza granice szeroko rozumianego grindu, nie oglądając się na nikogo. Mało tego, nie był to czas tłuczenia w opór tych samych patentów – każdy kolejny album był niejako wymyślaniem siebie na nowo i demonstracją nowych rozwiązań. „The Insolent” nie jest wyjątkiem.

 

every day is just a number

Te trzydzieści minut materiału powinno pogodzić wszystkich. Spodoba się tym, którzy cenią Antigamę A.D. 2004-2007, czyli agresywne półtoraminutowe strzały, rytm wybijany spadającą ze schodów perkusją i „porwane” riffy. Te smaczki usłyszymy między innymi w „Reward or Punishment”, „Foul Play” czy utworze tytułowym. Z kolei fani „współczesnego”, bardziej „ludzkiego” brzmienia Antigamy z uznaniem pokiwają głowami przy „Used To”, „Eraser” czy „Sentenced to the Void”. Mówi się, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Warszawiacy widocznie o tym nie wiedzieli, bo to pomieszanie nowego ze starym naprawdę tu działa.

some people lose their faith because heaven shows them too little, but how many people lose their faith because heaven shows them too much?

Pamiętacie pierwszych i ostatnich przedstawicieli warmia-grindu, czyli nieodżałowaną Nyia? Jeżeli tak, to na pewno „The Insolent” znajdzie się wysoko w waszych podsumowaniach roku. Nad całym albumem unosi się bowiem jakiś duch tego, co dziesięć lat temu kreowali Szymon Czech i Bartek Rogalewicz, który, nomen omen, zaprojektował okładkę „Bezczelnego”. I nie mowa tu o połamanych rytmach czy jazzowym eksperymencie, ale o podejściu do samych kompozycji, które są przemyślane w swoim szaleństwie. Antigama zatrzymała chaos w 2012 roku, co nie znaczy, że od niego odchodzi. Po prostu uważniej wybiera z niego to, co dobre.

Podczas odsłuchu albumu w uszach rozbrzmiewa nam nowy dźwięk, którego wcześniej nigdy na wydawnictwach Antigamy nie było. Niskie tony, które dodają głębi całości. Wierzcie bądź nie, to gitara basowa. W końcu jest! Mimo że w nagraniach każdego z poprzednich albumów brali udział basiści, to chyba po raz pierwszy został czterostrunówce oddany honor, co ogromnie poprawiło odbiór całości materiału. Czy to nowy basista zespołu Sebastian Kucharski dodał takiej energii kompozycjom? Jeżeli tak, to ukłony są jak najbardziej na miejscu.

 

receiver must be like a transmitter

Jeżeli już przy produkcji jesteśmy, to warto wspomnieć o personaliach. Nagrywaniem i miksem zajął się – tak jak w przypadku „Meteor” – Paweł Grabowski, a dźwięki wyciągnął i powyrównywał Scott Hull, czyli legenda amerykańskiego grindcore’u, który również miał tę samą robotę przy „Meteor”. Obaj panowie wykonali świetną pracę. Jest ciężko i głośno, ale nie na tyle, by zabić dynamikę brzmienia. Uderzenia talerzy są słyszalne, bas uwypuklony, gitara nie trąci „żyletą”, a wokale nie zagłuszają instrumentarium.

Ciekawostką jest gościnny udział Władysława Komendarka, legendy polskiej sceny elektronicznej, w utworze „Out Beyond”. Ta kompozycja to chwila oddechu podczas obłędnych trzydziestu minut, która pokazuje Antigamę z innej strony. Bardziej eksperymentalnej, bez blastów i krzyków, napędzanej klawiaturą sławnego Gudonisa. Interesująca kolaboracja ze świetną pracą bębnów, jednak nie oczekujcie fajerwerków.

 

welcome in the circle, in the land of monotony

Antigama po raz kolejny udowodniła, że nie ma sobie równych. Nie wpadła w gatunkowe sidła, wciąż oferuje ciekawe pomysły i zamiast odtwarzać, wciąż zaskakuje czymś nowym. Wszystko na „The Insolent” jest na swoim miejscu, od początkowych pocisków, przez połamane, oryginalne kompozycje, po zamykające „Land of Monotony”, które jest najdłuższym utworem w historii zespołu i prawdopodobnie najbardziej epickim – jeżeli w ogóle tego słowa można użyć w stosunku do tej kapeli. Piętnaście lat podnoszenia sobie poprzeczki to niespotykany wynik, a Antigama właśnie poprawiła swoją życiówkę.

Patryk Pomichowski

 

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony 5kilokultury.pl – Napisany przez autora bloga.