Upał na przemian z przelotnym deszczem, szczere zwierzenia w festiwalowej kawiarni i niekończąca się wymiana myśli przy nadwiślańskim bulwarze. Tegoroczna edycja Festiwalu Filmu i Sztuki Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym upłynęła pod znakiem przepracowywania traum, wiwisekcji dysfunkcyjnych więzi rodzinnych i przekraczania granic w relacjach.

 

Tematyka filmów wyświetlanych w Kinie Lubelskim, czyli namiocie, w którym odbywały się główne festiwalowe premiery, koncentrowała się wokół kondycji człowieka, który przeżywa kryzys wiary we współczesnym świecie, mierzy się z wojnami, problemem uchodźctwa czy wewnętrznym dysonansem moralnym. Pośród tych, w większości słodko-gorzkich dramatów, znalazło się również miejsce dla apoteozy siły bezinteresownych międzyludzkich relacji. Poniżej kilka tytułów zasługujących na wyróżnienie.

Film Doris Dörrie, „Fukushima: A Nuclear Story”, to jedna z egzemplifikacji wyżej przytoczonego stwierdzenia i przedstawiona za pomocą czarno-białych kadrów historia zderzenia Dalekiego Wschodu z Zachodem. Po zerwaniu zaręczyn dwudziestokilkuletnia Niemka zaciąga się do trupy cyrkowej i ucieka na tereny dotknięte katastrofą japońskiej elektrowni jądrowej, by dodać otuchy ocalałym mieszkańcom. Relacja z gejszą, którą poznaje podczas wyprawy, działa terapeutycznie zarówno dla niej samej, jak i Japonki – obie podejmują próbę zrozumienia własnych emocji i zmierzenia się z traumami przeszłości. Spotkanie dwóch odmiennych kultur, osobowości i temperamentów staje się paradoksalnie „początkiem pięknej przyjaźni”.

Tytułowy „James White” – film, o którym wspominałam w kontekście przedfestiwalowej rekomendacji – podobnie jak bohaterka „Fukushima: A Nuclear Story” doświadcza sytuacji granicznej – nawrotu choroby nowotworowej matki. Podejmuje się opieki nad kobietą, odbudowania wzajemnej relacji i zaufania, a także wzięcia odpowiedzialności za swoje życie. Historia ta została przedstawiona bez tanich zabiegów wyliczonych na wzruszenia. To kameralny obraz o walce i akceptacji, czego główną zasługą jest bez wątpienia hipnotyzujący duet aktorski Nixon i Abbott.

Debiut reżyserski Andrew Steggalla, „Pożegnanie”, za pomocą pięknie sfotografowanych kadrów opowiada o inicjacji nastolatka wchodzącego w dorosłe życie. Przepełniony intensywną, ciepłą kolorystyką, oddającą emocjonalność głównego bohatera, a także hipnotyczną i sensualną muzyką klasyczną, punktującą ważniejsze wydarzenia z życia młodego Brytyjczyka, wprowadza widza w meandry odkrywania własnej tożsamości i seksualności, rodzicielskiej relacji i jej wpływu na samoakceptację dziecka.

Obraz Maren Ade, „Toni Erdmann”, na pokaz którego kazimierska publiczność czekała w najdłuższej kolejce, również koncentruje się wokół rodzinnych więzi, ale podejście reżyserki do materii filmowej bez wątpienia nie da się porównać do żadnej z wyżej wymienionych pozycji. To portret kobiety ogarniętej emocjonalną pustką, oderwanej od rodziny i rzeczywistości, której jedyną szansą na ratunek jest niespodziewana wizyta ojca. Reżyserka karykaturalnie obnaża korporacyjne mechanizmy i pozostawia widza z refleksją na temat współczesnych relacji i quasi-relacji.

Również autobiograficzny „Kosmos” Andrzeja Żuławskiego, luźno oparty na powieści Witolda Gombrowicza, koncentruje się wokół mętnych relacji, tym razem mieszkańców francuskiego pensjonatu. Farsa, ironiczna penetracja własnej przeszłości i dialog z dziedzictwem kinematografii to tylko kilka określeń, które cisną się na usta po seansie. Film – teatralne widowisko.

Natomiast „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham” to filmowy zapis terapeutycznych sesji służących wiwisekcji związku matki i córki. Podczas kilku spotkań kobiety wspólnie przepracowują doświadczenia z przeszłości, starając się odnaleźć moment, w którym straciły sieć porozumienia. To też próba odbudowy relacji i zrozumienia własnych potrzeb. Paweł Łoziński kontynuował proces filmoterapii podczas rozmów w kawiarni festiwalowej, gdzie widzowie dzielili się z reżyserem własnymi doświadczeniami.

Ja, Daniel Blake” Kena Loacha, także wspominany w rekomendacji przedfestiwalowej, jest empatycznym portretem tytułowego bohatera, tym razem uwięzionego w meandrach biurokratycznego systemu. Brytyjski reżyser, słynący z prostych kameralnych obrazów, i tym razem nie wprowadza nieoczekiwanych zwrotów akcji. Konsekwentnie buduje postaci, a dzięki niespiesznej narracji pozwala widzowi na proces projekcji-dentyfikacji. Gdy w przypadku poprzednich filmów Loach udowadniał, że wystarczy – jak śpiewali The Beatles – niewielka pomoc przyjaciół, by przezwyciężyć przeciwności losu, tak tutaj pozostawia odbiorcę z gorzką konstatacją.

Wielkim rozczarowaniem okazał się dla mnie obraz Tomasza Wasilewskiego „Zjednoczone stany miłości”, który w powierzchowny i mizoginistyczny sposób przedstawił historie kobiet poszukujących akceptacji i miłości. Reżyser w wywiadach wspominał o wychowaniu w mieszkaniu przepełnionym kobietami, a sam film miał być aktem solidarności w kierunku przedstawicielek płci pięknej. Moja percepcja filmu w żadnym stopniu nie pokrywała się ze słowami autora obrazu.

Na otwarciu festiwalu Grażyna Torbicka wspominała, że tegoroczna edycja różni się od poprzednich – powstała w pocie czoła, w porozumieniu z nowymi sponsorami, dopinana na ostatnią chwilę. Jednak nie dało się tego odczuć podczas żadnego z seansów. Drobne błędy techniczne, komplementarna część tego typu wydarzeń, były natychmiast korygowane. W kalendarzu projekcji znalazłam wiele wartościowych pozycji, które pozostawiały mnie z refleksjami jeszcze długo po seansach. Wymienione wyżej tytuły to tylko niewielki ich wycinek. Filmoterapia nad Wisłą spełniła swoje podstawowe funkcje. Do zobaczenia za rok.

Aleksandra Owczarz

 

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony 5kilokultury.pl – Napisany przez autora bloga.