Po zdemaskowaniu hipokryzji globalnego systemu finansowego w „Cosmopolis” David Cronenberg wziął na warsztat kolejny fragment rzeczywistości, w którym jak w soczewce skupiają się ludzkie pragnienia, tęsknoty i obsesje. Tym razem nie oszczędził środowiska gwiazd filmowych, łącząc przy tym wątki charakterystyczne dla różnych okresów swojej twórczości.

 

Mapy gwiazd” to przede wszystkim bezlitosna satyra na Hollywood – zdemoralizowany świat gwiazd i kandydatów na gwiazdy niecofających się przed niczym (lub prawie niczym), byle tylko zdobyć choćby skrawek sławy. Podobne, choć niekoniecznie wypowiedziane na głos ambicje, łączą wszystkich członków swoistego łańcucha pokarmowego – od marzącego o karierze aktorskiej taksówkarza Jerome’a (Robert Pattinson), przez jego pasażerkę Agathę (Mia Wasikowska), aż po walczącą z upływem czasu aktorkę Havanę Segrand (Julianne Moore). To właśnie u Havany zatrzyma się Agatha, zatrudniając się w roli pomocy domowej. Jej przybycie do miasta, pozornie niewiele znaczące, wywróci do góry nogami życie całej gromadki gwiazd, w tym rodziny celebrytów o nazwisku Weiss, z którymi – jak się okaże – bardzo wiele ją łączy. Wszystkie wspomniane postaci składają się na swoistą mozaikę prezentującą niemal komplet postaw, z jakimi można się spotkać w świecie, w którym istniejesz tylko wtedy, gdy odniesiesz spektakularny sukces.

Już od pierwszych recenzji, publikowanych na gorąco po festiwalowych projekcjach w Cannes, zarzucano „Mapom gwiazd” hermetyczność, a co za tym idzie – nieczytelność dla przeciętnego odbiorcy. Jest to w pewnym sensie prawda – najwięcej z seansu wyniosą niewątpliwie ci, którym nieobce są niepisane reguły panujące za kulisami Hollywood czy prywatne życie gwiazd kina. Nie znaczy to jednak, że sens filmu opiera się wyłącznie na rozmaitych smaczkach i odniesieniach możliwych do wyłapania przez co bardziej uważnych widzów. Cronenberg sięga głębiej i nie poprzestaje na ironicznej obserwacji – stara się raczej postawić diagnozę, która okaże się zresztą druzgocąca. Jednak zanim to się stanie, odmalowuje skomplikowany system zależności rządzących tym fascynującym, choć jednocześnie zepsutym środowiskiem. Na ekranie oglądamy więc pełne spektrum fałszywych uśmiechów, tłumionych emocji i szpil wbijanych za plecami nieświadomych niczego konkurentów.

Być może największym sukcesem kanadyjskiego reżysera jest poprowadzenie aktorów w taki sposób, by bohaterów, którzy w pierwszym odruchu wzbudzają naturalną odrazę, dało się zrozumieć, a nawet polubić. Najoczywistszym przykładem wydaje się tu Julianne Moore, wcielająca się w rolę Havany – aktorki opętanej obsesją wystąpienia w remake’u filmu, w jakim niegdyś zagrała jej zmarła matka. W ten sposób Moore odważnie igra ze swoim emploi kobiety zewnętrznie silnej, a w rzeczywistości kruchej i wrażliwej. Prawdziwym odkryciem jest jednak młody Evan Bird w roli nastoletniego gwiazdora, Benjiego Weissa – poznajemy go jako cynicznego, krnąbrnego dzieciaka uzależnionego od narkotyków i pomiatającego własnymi rodzicami. Jednak nawet u tak nieprzyjemnego bohatera można odnaleźć cechy budzące sympatię. Dość szybko okazuje się, że Benjie jest jedynie produktem pewnego systemu, materiałem na kolejnego idola młodzieży. Jego hipokryzja jest więc po części świadomą grą z własnym wizerunkiem, a po części próbą odreagowania wymagań stawianych mu przez chorobliwie ambitnych rodziców (świetny duet John Cusack – Olivia Williams).

Mapy gwiazd” to również powrót do tematów stanowiących oś wczesnej twórczości Cronenberga – a więc zniekształcenia i rozpadu ciała (tu w postaci pokrywających skórę Agathy blizn po poparzeniu) oraz wpływu substancji psychoaktywnych na ludzką osobowość. Choć „Niebezpieczna metoda” i „Cosmopolis” mogły sugerować, że jest to dla reżysera zamknięty rozdział, to w jego najnowszym filmie kwestie te wybrzmiewają na nowo – acz w nieco innym kontekście, bo przefiltrowane przez zależności psychologiczne oraz społeczne. Przy tym nie są jedynie ornamentami mającymi nawiązać dialog ze starszymi filmami Kanadyjczyka i stworzyć iluzję ciągłości wątków w jego filmografii. Stanowią raczej kolejny etap w badaniu fizyczno-psychologicznego sprzężenia, jakiego doświadcza człowiek na skutek oddziaływania świata zewnętrznego. Narkotyki, stanowiące niekiedy synonim moralnego zepsucia, u Cronenberga wiodą do realnej, namacalnej tragedii – która z kolei staje się zarzewiem rozpadu zarówno rodziny, jak i całej społeczności. Nie jest to jednak ze strony reżysera przejawem nieznośnego moralizatorstwa – raczej smutnej refleksji, że ów ciąg przyczynowo-skutkowy prowadzi do pułapki bez wyjścia. W ostatniej scenie filmu dwoje przedstawicieli najmłodszego pokolenia hollywoodzkiej socjety spogląda w gwiazdy recytując wiersz „Wolność” Paula Éluarda (stanowiący zresztą swoisty refren, powracający podczas całego seansu kilkukrotnie). Jednak o żadnej wolności mowy być nie może. Negacja zastanego porządku i ucieczka w kierunku uniwersalnego piękna wydają się pociągającą perspektywą, ale patologie środowiska są nie do naprawienia – niczym nowotwór mnożą się i przenoszą na kolejne generacje. Wybór, przed jakim stoją bohaterowie, jest w rzeczywistości tragiczny: albo powtarzanie w nieskończoność tych samych błędów, albo zupełna destrukcja.

Marcin Sarna

Mapy gwiazd”

Reżyseria: David Cronenberg

Premiera: 19 maja 2014 (świat), 7 listopada 2014 (Polska)

Produkcja: Kanada, USA

 

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony 5kilokultury.pl – Napisany przez autora bloga.