„Zaburzenie dysocjacyjne tożsamości (osobowość mnoga, osobowość naprzemienna, osobowość wieloraka, rozdwojenie osobowości, rozdwojenie jaźni) – zaburzenie dysocjacyjne polegające na występowaniu przynajmniej dwóch osobowości u jednej osoby.”

 

Bardzo popularne schorzenie wśród muzyków, które, z pewnych nie do końca wyjaśnionych powodów, wyjątkowo często dopada raperów. Czy to przez większe niż u innych spożycie środków odurzających, czy zwykły zbieg okoliczności – faktem jest, że wielu z nich tworzenie alternatywnych osobowości traktuje jak chleb powszedni. Przedstawiam trzech bardzo interesujących panów, którzy powinni zainteresować nie tylko fanów dobrych dźwięków, ale także psychoanalityków.

 

(Madlib) Quasimoto – „Low Class Conspiracy” (2002)

Spisywanie wszystkich wcieleń Otisa Jacksona Jr. zajęłoby kilka-kilkanaście linijek. Wystarczy nadmienić, że jednym z jego projektów jest kwintet jazzowy składający się… z niego samego. Najbardziej znanym wymysłem Madliba był żółty ludzik o imieniu Quasimoto, wyposażony, nie wiedzieć czemu, w czerwony klocek i, niezależnie od sytuacji, blanta w ustach. Kiedy pewnego dnia Madlib, głównie producent i DJ, postanowił zacząć rapować, doszedł do wniosku, że nie podoba mu się jego niski głos, więc wykonał prosty zabieg – rapował powoli, a następnie przyspieszał nagranie. Tak właśnie powstał Lord Quas. Po raz pierwszy Quasimoto pojawił się w 1999 roku na albumie producenckim Peanut Butter Wolfa oraz na kilku utworach klasycznego „Soundpieces: Da Antidote”. W 2000 roku wydał pierwsze LP – „The Unseen”24 kawałki ukazujące Madliba jako jednego z najbardziej oryginalnych producentów w historii rapu. Dziesiątki jazzowych, soulowych i hip-hopowych sampli przefiltrowanych przez porcje psylocybin i pokręcony umysł muzyka.

Pomimo awersji do swojego głosu, sam Madlib udziela się na albumie w podobnych proporcjach co Quasimoto, a czasem nawet wchodzi w dialog ze swoim żółtym przyjacielem. „Low Class Conspiracy” to krótka historia o łamaniu prawa i prześladowaniu przez policję. Kompletne bzdury. Ale czemu zmyślony pluszak z cegłą w ręku miałby być poważny?

 

(MF DOOM) Viktor Vaughn – „Let Me Watch” (2003)
Jako człowiek niekompetentny w temacie amerykańskich komiksów, nie będę zgłębiał się w zawiłe nawiązania do postaci Dr. Dooma (Viktora von Dooma) z komiksów Marvela, a skupię się na samym Metal Face (Fingers) Doomie. W przypadku tego pana również możemy mówić o zaawansowanym zaburzeniu kilku-osobowościowym. Nie dość, że MF DOOM sam w sobie jest tajemniczą postacią w masce, to w niemal każdym projekcie wciela się w kolejną. Przy czym poprzednie regularnie pojawiają się gościnnie na albumach tych nowych. Dla przykładu, nagrywa album producencki jako King Geedorah, na którym „gościnnie” pojawia się jako MF DOOM.

„Vaudeville Villain”krążek Viktora Vaughna, to koncept album o superzłoczyńcy, przepełniony nawiązaniami do komiksów, Star Treka i anime, których bez RapGeniusa bym nigdy nie zrozumiał. A to tylko dwa pierwsze utwory. Pośród tych zawiłych strumieni świadomości Viktora Vaughna znajduje się jeden całkowicie różniący się od reszty. „Let Me Watch”, bo o nim mowa, to miłosny storytelling w postaci dwóch równoległych monologów Viktora i Nikki, dziewczyny, która zobaczyła go w telewizji. Melancholijny bit stwarza senną, rzewną niemal atmosferę, a sama historia początkowo wydaje się być jedną z wielu nieszczęśliwych przygód bez happy endu. Częściowo tak jest, lecz zakończenie… No właśnie, posłuchajcie.

 

(Kool Keith) Dr. Octagon – „Blue Flowers” (1996)

Na koniec mój ulubiony bohater. Panie i panowie, kosmiczny superchirurg-ginekolog z przyszłości, Dr. Octagon. Tę, trzeba przyznać, nietuzinkową postać stworzył były członek Ultramagnetic MC’s, równie utalentowany, co zwariowany Kool Keith. Przy stole operacyjnym wspierali go pierwszorzędni mistrzowie igły (gramofonowej), legenda turntablismu DJ Qbert oraz Dan The Automator odpowiedzialny m.in. za Deltrona 3030 i pierwsze Gorillaz. Album, który stworzyli, „Dr Octagonecologyst” to surrealistyczna podróż przez gabinety lekarskie i sale operacyjne, pełna relacji z operacji i licznych, mniej lub bardziej obrazowych opisów seksu z pacjentkami, łącznie z najlepszymi skreczami orgazmu w historii muzyki. Pod tym osobliwym płaszczykiem ukrywa się sam Kool Keith, perwersyjny mistrz słowa, na zawsze zaznaczający swoje istnienie na kartach historii hip-hopu.

Kawałki na „Dr. Octagonecologyst” można z grubsza podzielić na 3 grupy – skity, erotyczne perypetie doktora oraz totalnie oderwane od rzeczywistości wizje przyszłości ubrane w międzyplanetarne, paramedyczne bragga. „Blue Flowers” to przykład tego ostatniego. Co istotne, nie tylko warstwa tekstowa wydaje się być efektem narkotycznych podróży kosmicznych. Dan The Automator i DJ Qbert nie pozostają w tyle, zarówno charakterystyczne produkcje tego pierwszego, jak i absolutnie niepowtarzalne skrecze i cuty drugiego sprawiają wrażenie, jakby nie do końca były tworami istot ziemskich.

Krzysztof Wołongiewicz

 

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony 5kilokultury.pl – Napisany przez autora bloga.