Uczyła się w szkole specjalnej i wcale nie zajmowała się baletem (tak jak by tego chciała) – nieco sfrustrowana i rozczarowana życiem, młodziutka Alisa – oto tytułowa bohaterka i jednocześnie narratorka „Rusałki”. To, co w niej urzeka to lekko dziecięca naiwność, swojego rodzaju niewinność i traktowane z pewną nutką humoru przykrości życia. Myślę, że u r z e k a to dobre słowo nie tylko na określenie bohaterki, ale również całego filmu – bo mimo że oglądany w nim świat to szare miasto czy smutna nieco zrujnowana nadmorska wioska, a codziennością jest nieprzyjemna praca, poranki po imprezie – to z pewnych względów niewątpliwie jest w nim coś ujmującego.

 

„Rusałka” to rosyjska, współczesna baśń o dziewczynie – Alisie, która pochodzi z małej nadmorskiej wioski. Jej dzieciństwo nie jest zbyt szczęśliwe, żyje w towarzystwie stareńkiej już babci i niezbyt ambitnej matki, która całą swoją uwagę poświęca szukaniu mężczyzn, z którymi może spędzić noc, choć ma nadzieję, że nieco dłużej. Rusałka natomiast marzy o tym, żeby być baletnicą i o tym, żeby tata-marynarz, którego nigdy nie widziała, wrócił do domu. Marzenia te nie zostają spełnione, a samotna Alisa postanawia zamilknąć i do nikogo się nie odzywać. Uczy się ziszczać swoje marzenia i uważa, że wystarczy czegoś po prostu bardzo mocno chcieć, by się ziściło. I tak silna chęć wyrwania się wioski sprawia, że Rusałka przeprowadza się do Moskwy, a tam spotyka kogoś, dla kogo warto zerwać postanowienie milczenia.

Czemu baśń? Bo ma w sobie elementy fantazji i magii połączone z typową dla baśni pewną dozą okrucieństwa. Rusałka rzucona zostaje w nieprzyjazny jej świat, w którym spotyka ją niezrozumienie ze strony matki, miejskie rozruchy, kłótnie. Jej praca w Moskwie to sprzątanie męskich toalet, sprawdzanie poprawności działania żarówek czy spacery po mieście w stroju wielkiej słuchawki telefonicznej – wszystko mechaniczne, rutynowe i (o zgrozo!) życiowe. Podobnie jest z miłością, którą Alisa lokuje w niedoszłym samobójcy, zagubionym w życiu mężczyźnie wyłowionym własnoręcznie z rzeki, który z kolei bardziej niż o innych ludzi dba o swoją złotą rybkę.

Moskwa jest niezwykle przygnębiająca, a oczekiwania wobec stolicy były inne (w filmie jest to skontrastowane w kilkusekundowej migawce kolorowego, ruchliwego miasta i ukazanym chwilę po tym statycznym obrazie blokowiska, nowego miejsca zamieszkania Rusałki). Ale Alisa dodaje kolorów swojemu życiu – farbuje włosy na zielono i śni o turkusowo-fioletowym morzu. Dodatkowo „bawi się” światem – przykładem jest scena, gdy Alisa udaje, że płynący po rzece prom porusza się dzięki pchnięciom jej palca – a de facto jest to zabawa perspektywą. Niesamowite jest też to, w jaki sposób w filmie – co nadaje mu pewnych cech magiczności – zaburzona jest hierarchia wartości i dbanie o szczegóły, które mogą wydać się absurdalne. Kiedy Sasza („ukochany” Rusałki) dowiaduje się, że nigdy nie jadła ona świeżego ananasa zaczyna razem z Alisą biegać po sklepach (mimo iż jest środek nocy) i szukać owocu. (Scena kiedy w końcu biegną ze zdobytymi ananasami środkiem ulicy jest moją ulubioną!)

Film z jednej strony opowiada dość pospolitą, banalną historię, ot dziewczyna z małego miasta przeprowadza się do stolicy kraju, jest zaszokowana tłokiem, tempem życia i bilbordami, które krzyczą do niej z każdej strony, że jest piękna i może wszystko, zakochuje się w starszym od siebie mężczyźnie. Sama budowa filmu też nie jest zbyt oryginalna – podzielony jest on na części (opatrzone wiekiem Alisy i tytułem), akcja prezentowana jest chronologicznie, jest przyjemna, dialogi naturalne i niewymuszone – wszystko w równowadze. Postaci mają, jak na baśń przystało, nieco przerysowane cechy. Jednak do tej schematyczności historii i pewnej prostoty formy nie można się przyczepić, gdyż scenariusz i wbrew pozorom zaskakujące zwroty akcji pozwalają na przymknięcie oka na to, co w filmie jest po prostu zwykłe, a nie wyjątkowe.

Wyjątkowy jest natomiast motyw związany z tytułem – motyw wody, morza. To właśnie tam zaczyna się zarówno film, jak i samo życie Rusałki, która została poczęta pod wodą. I to w rzece, bez słów, Alisa poznaje Saszę, a on posiada złotą rybkę. Kobiety są nazwane przez jednego z kolegów Alisy nimfami, stworzonymi do specjalnych celów. Osadzenie filmuw morskiej symbolice dodaje mu magiczności, gdyż tak naprawdę ile z naszego życia dzieje się właśnie tam? Może więcej niż myślimy, może nie zwracamy często uwagi na pewne szczegóły i powtarzalność motywów w życiu? Rusałka nas uczula w tym temacie.

Film nie odkrywa przed nami żadnych nowych tajemnic świata, nie opisuje wielkich wydarzeń historycznych, ale także nie hiperbolizuje tragedii ani nie osładza sztucznie życia. Nie proponuje nam patrzenie na świat przez różowe okulary, jednak proponuje pewien punkt widzenia i może trzymając się przewodniego koloru tego filmu, niech nowym sposobem patrzenia na rzeczywistość, z wiarą w marzenia i z przyjmowaniem ze zrozumieniem rzeczy, które zdarzają się w wielkim będą z i e l o n e okulary. Może warto czasem je założyć i wybrać się do sklepu z owocami, bo zapewne każdy z nas znajdzie taki, którego nigdy nie jadł. Podejrzewam, że sympatyczniej będzie nam wtedy żyć i zwalczać czasem nudną codzienność.

 

Aleksandra Górecka

„Rusałka” (Rusalka)

reżyseria: Anna Melikyan

premiera: 4 czerwca 2007 (świat), 6 marca 2009 (Polska)

produkcja: Rosja

 

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony 5kilokultury.pl – Napisany przez autora bloga.