Piętnasty dzień marca to nie jest zwykła data. Tego dnia starożytni Rzymianie obchodzili święto ku czci Marsa, podobno dało się też dostrzec budzące trwogę zjawiska astronomiczne. Jednak kultowe obrzędy ku czci boga wojny, zwane idami marcowymi, stały się częścią zbiorowej wyobraźni z innego powodu. 15 marca 44 roku p.n.e. spiskowcy pod przewodem Marka Brutusa dokonali zamachu na życie Juliusza Cezara. Wydarzenie to utrwalił Plutarch w „Żywotach”, a praca historyka posłużyła Williamowi Szekspirowi do napisania wpływowego dramatu. Także twórcy kina chętnie czerpią inspirację z fatalnych idów.

 

I
Brutusie! Przestań się bawić nożem! Jeszcze kogoś zranisz – upomina Juliusz Cezar znudzonego pretora w czasie rozważań senatu nad boskim rodowodem… nieokrzesanych barbarzyńców z dalekiej Galii. Scena ta pochodzi z animacji „Dwanaście prac Asteriksa”, trzeciej części przygód towarzyszy samotnie opierających się rzymskiemu imperium. Seria produkcji według komiksów René Gościnnego i Alberta Uderzo dziś, gdy animacje bywają upstrzone odniesieniami do bieżącej polityki czy nużącego świata celebrytów, jawi się jako subtelna gra faktami historycznymi i sugestywne puszczenie oka w stronę dorosłego widza.

 

Dwanaście prac Asteriksa

Przywołane nawiązanie do zamachu na życie Cezara wpisuje serię o Asteriksie i Obeliksie w długą tradycję dzieł odnoszących się do wydarzeń z 15 marca 44 roku p.n.e. Do spisku na życie Cezara odnosili się bowiem najwięksi. Dante umieścił zdobywcę Galii w przedsionku Piekła, gdzie przebywali ludzie szlachetni, którzy nie mogli być zbawieni, ponieważ żywota swe przyszło im wieść jeszcze przed Chrystusem. Marka Brutusa natomiast, razem z Kasjuszem, Florentczyk strącił ku dziewiątemu kręgowi Piekła. Z drugiej strony, jak wskazuje Samuel F. Johnson w posłowiu do Szekspirowskiego „Juliusza Cezara” (Kraków 2000), Machiavelli, Montaigne i inni wybitni intelektualiści epoki opowiadali się po stronie obrońców republiki, potępiając pysznego dyktatora zamierzającego się na królewską koronę.

Nakreślony wyżej spór jest w istocie zderzeniem poglądów politycznych właściwych najwybitniejszym umysłom średniowiecza i renesansu. Cytowany już amerykański badacz zauważa, że Szekspir, pisząc swojego „Juliusz Cezara”, tj. pod koniec ostatniej dekady XVI wieku, skłaniał się ku optyce renesansowej (choć wymowa jego wcześniejszych sztuk, czyli trylogii o Henryku VI, bliższa jest poglądom średniowiecznych luminarzy). Szekspir, pisze Johnson, był świadom, że jego tragedia podzieli publiczność. Dramaturg spodziewał się, że widzowie lepiej wykształceni będą stronnikami Brutusa, a ci mniej oświeceni – Cezara. Dzieło to jednak skonstruowano w taki sposób, że także współczesnemu czytelnikowi trudno jednoznacznie orzec, która ze stron sporu ma słuszność. Tragiczny dylemat: zabić przyjaciela oraz wybitnego przywódcę i ocalić rzymską republikę czy nie splamić rąk, ale poddać się zniewoleniu pozostaje nierozstrzygnięty. Z tego faktu korzysta kochające podobne węzły gordyjskie kino, daleki krewny teatru.

 

II

Mając na podorędziu tak doskonałe dzieło jak sztuka Szekspira, zapewne trudno oprzeć się pokusie możliwie dosłownego przetłumaczenia go na język kina. Owej potrzebie poddał się Joseph L. Mankiewicz, którego „Juliusz Cezar” jest niemal całkowicie wiernym odtworzeniem tragedii Szekspira. Ten nakręcony w 1953 roku czarno-biały obraz po wojnie z pewnością imponował scenografiami, nagrodzonymi zresztą Oscarem. Dziś jednak owe dekoracje czasy świetności mają już dawno za sobą. Równie blado wypadają niemal wszystkie wielkie perswazyjne monologi, jakie zawarł w swej sztuce Szekspir. Okazuje się, że tekst dramatu (przynajmniej wyłożony przez Mankiewicza) nie działa bez komunikacji między aktorami a widownią. Wyjątkiem jest mowa Marka Antoniusza, jaką wygłosił do rzymskiego ludu znad zwłok Cezara, w którego ciele jeszcze przed chwilą jeden sztylet zderzał się z drugim. Towarzysza boskiego Juliusza z kampanii galijskiej zagrał młody, choć już doświadczony Marlon Brando. Aktor miał za sobą cenione role w „Tramwaju zwanym pożądaniem” i „Viva Zapata!”, z czego skorzystał, łącząc w kreacji Antoniusza dziką furię Stanleya Kowalskiego i tłumiony gniew Zapaty. Gdy przyjaciel Cezara przedstawia się ludowi jako prosty Rzymianin, taki, co w przeciwieństwie do Brutusa, swojego poprzednika na trybunie, nie zna retorycznych sztuczek, przypomina się Sokrates, który w czasie swego procesu w ten sam sposób próbował odciąć się od źle postrzeganych przez Ateńczyków sofistów. Dumny, gniewny i piękny Antoniusz przemawia tak, że można mieć całkowitą pewność, iż duch zamordowanego giganta nie wszystek umrze. 

Juliusz Cezar

Wspomniana scena stanowi niestety wyjątek. Płaska, dosłowna i figuratywna jest ta adaptacja – zaledwie unaocznia klasyczną sztukę. Antonin Artaud, odnosząc się do takiego przenoszenia tekstu dramatycznego na scenę, stwierdził, że: Teatr zachodni podporządkowujący tekstowi to, co jest w nim specyficznie teatralne, jest teatrem idiotów, błaznów, zboczeńców, gramatyków, sklepikarzy, antypoetów i pozytywistów. Strach pomyśleć, co francuski artysta powiedziałby na temat obrazu Mankiewicza.

Reżyser powrócił jeszcze do tematu idów marcowych w „Kleopatrze”. Niebotyczny jak na tamte czasy budżet 44 milionów dolarów spożytkowano na wciąż zachwycające scenografie aleksandryjskich pałaców, wymyślne, barwne stroje, z których szczególną uwagę zwracają te noszone z niebywałym wdziękiem przez Kleopatrę wielkiej Elizabeth Taylor. Bawi zestawienie dumnych ze swojego greckiego rodowodu Aleksandryjczyków z Rzymianami, widzianymi przez elity państwa Ptolemeuszy jako najeźdźcy o nagannych manierach. Kontrast ten osiąga szczyt w relacji Cezara i Kleopatry. On jest dumnym, acz onieśmielonym aleksandryjskim przepychem wodzem, ona – znakomicie wyedukowaną, błyskotliwą i nieziemsko piękną królową. Cezar twierdzi nawet, że w oczach Kleopatry można zobaczyć czczony przez Egipcjan Nil.

 

Kleopatra

Właśnie w oczach i otoczonej wróżbiarskim ogniem twarzy królowej Egiptu Mankiewicz przedstawia scenę, w której spiskowcy trzydzieści trzy razy (wg Szekspira) zanurzają sztylety w ciele Cezara. Synchroniczność rozpaczy Kleopatry i konania wielkiego wodza, jaką proponuje reżyser, tym razem stanowi oryginalne i poruszające przedstawienie wydarzeń z 15 marca 44 roku p.n.e.

 

III

W ostatnich latach nakręcono dwa szczególnie ciekawe filmy, których twórcy jeszcze bardziej oddalili się od zapisu idów marcowych, jaki zaproponował William Szekspir. Co jednak ważne, z jednej strony autorom owych produkcji udało się zachować część treści zawartych w „Juliuszu Cezarze”, a z drugiej – twórczo je przekształcić.

Pierwszy ze wspomnianych obrazów to „Idy marcowe” George’a Clooneya, których akcja nie rozgrywa się w antycznym Rzymie, a we współczesnej Ameryce. Reżyser przedstawia kulisy walki o władzę – bezwzględnej jak w Szekspirowskim Wiecznym Mieście. Tym, co jeszcze wyraźniej zwraca uwagę, gdy odczytuje się obraz Clooneya w kluczu wydarzeń z kurii rzymskiego senatu, jest rola społeczeństwa. W „Juliuszu Cezarze” plebs stanowi ważny wątek; ten zbiorowy bohater jest skorumpowany, chciwy, brutalny, tępy i podatny na demagogię. Samuel F. Johnson w cytowanej publikacji pisze, że: rzymski tłum nie był już zdolny do republikanizmu, że najlepsze dla Rzymian (…) byłyby rządy królewskie. Szlachetność Brutusa jako tragicznego bohatera, i zarazem jego słabość jako przywódcy politycznego, polegała właśnie na tym, że owego faktu – z którego takie korzyści mieli wyciągnąć Antoniusz i Oktawiusz – nie dostrzegał. Po seansie filmu Clooneya może nasunąć się pytanie, czy politycy sportretowani przez Amerykanina są bezwzględni i mściwi, bo tego się od nich oczekuje, czy może dlatego, że właśnie takie jest społeczeństwo, w jakim funkcjonują.

Idy marcowe

Drugi ze wspomnianych obrazów to „Cezar musi umrzeć” braci Tavianich. Włoscy twórcy nakręcili film o przygotowaniach więźniów zakładu karnego o zaostrzonym rygorze do przedstawienia „Juliusza Cezara”. Ujęta w większości w czarno-białe zdjęcia historia dowodzi, jak szerokie jest pojęcie przestrzeni teatralnej. Więźniowie odbywają próby wszędzie, gdzie tylko mogą: grają w celach, na korytarzach, w bibliotece, na spacerniaku. Co najważniejsze, ani te oryginalne lokacje, ani, wydawałoby się, niestosowne stroje nie przeszkadzają odczuć napięcia właściwego Szekspirowskiej tragedii. Doświadczają jej także sami bohaterowie. Próby wprawiają ich w zadumę i budzą emocje, a historyczne wydarzenia zapisane na kartach dramatu odnoszą do własnych życiorysów.

W czasie spektaklu autorzy filmu rezygnują z czarno-białych zdjęć. Barwy podkreślają poczucie wolności, jakie towarzyszy więźniom-artystom, gdy wcielają się w postaci dramatu. Po zakończeniu przedstawienia muszą jednak powrócić do swych cel. Kolejne, odmierzane żółtą lamperią ciężkie drzwi zatrzaskują się z hukiem. W ostatniej scenie jeden z osadzonych mówi: Odkąd poznałem sztukę, moja cela zamieniła się w więzienie.

 

IV
Duch Cezara, o którym wspomniałem wcześniej, rzeczywiście nie umarł. W sztuce Szekspira objawił się dwukrotnie Markowi Brutusowi; przetrwał też w osobie Oktawiana Augusta, który wespół z Antoniuszem wpierw pokonał wojska spiskowców, a później pobił armię byłego sprzymierzeńca oraz Kleopatry w bitwie pod Akcjum. Był znakomitym wodzem i strategiem – we wspomnianym starciu ograł Antoniusza jak uczniaka. Był przy tym zimny, przebiegły i bezwzględny. Nie zawahał się nawet przed zamordowaniem dziecka Cezara oraz królowej Egiptu. Jednak ostatecznie to on – Oktawian August został zwycięzcą, imperatorem, samodzielnym władcą wielkiego Rzymu. A duch Brutusa? Cóż, chciałoby się wierzyć, że szlachetna idea wolności i równości uosobiona w tej postaci nie została przekłuta sztyletem w ostatniej scenie dramatu Szekspira. Wypada więc zakończyć przełożonym przez genialnego Stanisława Barańczaka monologiem Marka Antoniusza wygłoszonym tym razem nad ciałem martwego Brutusa:

Najszlachetniejszy to był z wszystkich Rzymian.
Prócz niego, każdy ze spiskowców działał
Powodowany zawiścią, chciał zniszczyć
Wielkość Cezara. Jeden tylko Brutus
Dołączył do nich z uczciwych pobudek,
Z myślą o dobru ogółu. Wiódł życie
Godne i piękne, a była w nim samym
Taka harmonia, że Natura może
Powstać i głosić światu: „To był człowiek!„

 

Bartosz Marzec

 

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony 5kilokultury.pl – Napisany przez autora bloga.