Skrzętnie analizują stare filmy jeszcze dekadę czy dwie temu uwielbiane, na które dzisiaj trudno patrzeć inaczej niż przez palce. Niestraszne im zakurzone produkty filmopodobne bezczelnie naśladujące mainstreamowe hity. Nostalgiczni krytycy zaglądają w czeluście popkultury, przeczesują kosze na wyprzedażach z zapomnianymi płytami i kasetami wideo, żeby na światło dzienne wydobyć szczere złoto. A może po prostu skutecznie zawijają śmieci w błyszczące sreberka?

 

Jednoosobową ikoną, internetowym ojcem nostalgicznej krytyki i magnesem przyciągającym innych internetowych vlogerów jest Nostalgia Critic, czyli Doug Walker, który swoją karierę zaczął na YouTube w 2008 roku. Od sześciu lat każda recenzja NC zaczyna się charakterystyczną frazą Hello, I’m the Nostalgia Critic. I remember it so you don’t have to – trzydziestoletni fan Rogera Eberta za cel wziął sobie przypominanie przykurzonych kinowych oraz telewizyjnych klasyków i kuriozów swojego dzieciństwa. W swoich wyprawach trzymał się jednej zasady – nie sięgał po tytuły powstałe po roku 2000. Do czasu.

Doug Walker jako Nostalgia Critic / www.thatguywiththeglasses.com

Schemat jest prosty i genialny – Nostalgia Critic siedzi przy biurku na tle najzwyklejszej ściany i chronologicznie opowiada o najciekawszych scenach w omawianym filmie. Gdy ten jest nad wyraz słaby recenzję często organizuje mikro-fabuła, w której Critic w tajemniczy sposób otrzymuje „śmiercionośną” płytę z okropnym filmem albo prześladują go postaci związane z jego produkcją (np. zamaskowany, ucharakteryzowany na wszechmocną istotę M. Night Shyamalan). Spokojny i rzeczowy w wypowiedziach „poza rolą” Doug Walker, uzbrojony w strój geeka ze szkolnej potańcówki (luźny krawat do czarnej koszulki i patrolówka na głowie) grzmi, lamentuje i pomstuje. Swoje wywody łączy z fragmentami omawianego filmu, zabawnie urozmaiconymi o grafiki, dźwięki, zmiany montażowe, nawiązania do wcześniejszych recenzji. NC jest postacią centralną, ale 30-minutowe, a czasem nawet dłuższe odcinki jego show zapełniają cross-overy i cameo czyli gościnne występy innych recenzentów strony ThatGuyWithTheGlasses.com.

Tutaj trzeba wspomnieć, że z youtubowego, hobbystycznego kanału przedsięwzięcie Douga Walkera i jego brata adaptowane przez Channel Awesome przekształciło się w małe medialne królestwo – pod skrzydłami NC znalazło się kilkudziesięciu, specjalizujących się w różnych nurtach popkultury recenzentów. Przypadkowy strój stał się znakiem rozpoznawczym. Żółtawa ściana za plecami również – dawniej znajdująca się w mieszkaniu Douga, teraz „odtworzona” w hangarze studia. Nostalgiczni fani zauważają każdą zmianę, a zmian uwielbianego formatu nie lubią. Dwie próby Douga zakończenia serii (recenzent stwierdził, że w ponad dwustu odcinkach opowiedział już o imaginarium swojego dzieciństwa i formuła się wyczerpała) nie powiodły się. Fani domagali się więcej. Także recenzji filmów nostalgicznych dla późniejszej generacji. Gdy zamiast recenzji NC zaproponował swojej publiczności autorski, internetowy projekt „Demo Reel”, pomysł został przyjęty przez internautów chłodno. Fabularna oprawa pozbawiona swojej esencji – czyli fragmentów złych i nostalgicznych filmów – traciła sens i siłę przyciągania. Doug Walker czy tego chciał, czy nie, musiał wskrzesić swoje „alter ego” (uśmiercone w pożegnalnym pełnometrażowym „To Boldy Flee”) i powrócić do służby swoim coraz młodszym i odległym generacyjnie widzom. Powrót obwieścił odcinek specjalny o wiele mówiącym tytule: „The Review Must Go On”.

Doug Walker jako Nostalgia Critic / www.thatguywiththeglasses.com

Najlepszy z najgorszych

Jeśli NC sięga po mniej lub bardziej znane filmy, o których trudno zapomnieć (nawet jeśliby się tego chciało) ekipa z RedLetterMedia.com ze swojej przepastnej wideoteki w programach „Best of the Worst” i „Wheel of the Worst” wybiera groszowe tytuły zapomniane przez Boga i historię. Od instruktażowego VHSa z kursem tańca dla seniorów z osteoporozą, przez zdobyte przypadkiem kasety pozbawione oryginalnych okładek, po najdziwniejsze tytuły kina klasy „B, C i Z”. Prowadzący oglądają trzy filmy, dyskutują o nich, a potem decydują, który z tytułów zostanie najlepszym z najgorszych (może to być film najbardziej profesjonalny albo tak zły i pokręcony, że wprawiający w zachwyt). Miałkość, skok na kasę oraz nuda nie są tolerowane. Kasetę z najgorszym filmem czeka pomysłowa destrukcja – np. zmrożenie w ciekłym azocie, rozbicie młotem albo odstrzał na strzelnicy.

„Wheel of the Worst” / www.redlettermedia.com

O ile programy ThatGuyWithTheGlasses.com zbudowane są wokół centralnych postaci – recenzentów, ekipa RLM jak ognia unika atmosfery kojarzonej z jajogłowymi nerdami i krytykami-omnibusami. Format programu ma oddawać raczej klimat kumpelskiej posiadówki. Goście nie widzą wcześniej filmów, które będą mieli (nie)przyjemność obejrzeć. Obserwowanie ich reakcji i wspólne oglądanie filmów zaprasza do odkrywania dziwnego, strasznego, komicznego B-kina, w którym jak w soczewce skupiają się mody i obsesje, którymi żyła popkultura lat 80. i 90., a które nieudolnie próbowali naśladować niezbyt rozgarnięci filmowcy.

Gdy filmy zostaną obejrzane następuje dyskusja. Przy jednym stole w swobodnej atmosferze rozmawiają przyjaciele, ale przede wszystkim niezależni filmowcy, którzy ukochali sobie praktyczne efekty i potrafią o filmowych błędach, nieporozumieniach, logicznych dziurach z pasją opowiadać. Za powstaniem każdego, najgorszego nawet filmu stoi przecież jakaś historia. Tam szczególnie widać szwy produkcji – świadectwa zmagań z jakimi mierzyli się filmowcy. Czy to będzie ten sam korytarz po wielokroć odtwarzający różne lokacje, czy miejsca w kadrze, w których powinny być efekty specjalne, a zieje pustka greenscreenu. Nierzadko skomplikowane filmowe historie do RLM wracają. W specjalnym odcinku poświęconym filmom Ninja wziął udział Len Kabasinski – offowy reżyser i aktor, uwielbiany przez ekipę „Ed Wood” złych horrorów, który okazał się wyluzowanym miłośnikiem sztuk walki. Inny odcinek był rozmową z Mattem Hannonem, „gwiazdą” „Gliniarza samuraja” z 1991 roku, filmu który zdobył status kultowego dwadzieścia lat po swojej premierze, między innymi dzięki ludziom z Red Letter Media (ostatnio w sekcji VHS Hell przypomniały go 14. T-Mobile Nowe Horyzonty). Wywiad z Hannonem to fascynująca wyprawa w świat chaosu na planie i megalomanii mówiącego kiepsko po angielsku i jeszcze gorzej reżyserującego Irańczyka Amira Shervana.

Styl programom RML nadaje dystansująca do kanapowej krytyki rama – Mike Stoklasa i Jay Bauman w odcinkach „Half in the Bag” wcielają się w role magnetowidowych serwisantów. Ich jedynym klientem jest zniedołężniały i szalony Harry S. Plinkett. Od święta ich serwis nawiedzają hordy brodatych hipsterów, dla których magnetowidy stały się nowym retro fetyszem. Bohaterowie w sztucznych dekoracjach warsztatu „Lightning Fast VCR Repair” i mieszkania Plinketta rozmawiają przy piwie o mainstreamowych premierach, bez pardonu przeinaczając nazwiska reżyserów i utyskując na chorobę Hollywood – plagę nudnych, pozbawionych krztyny oryginalności sequeli i prequeli.

 

RLM odwołuje się nie tylko do starego kina z dolnej półki i kinowych nowości w głównym nurcie – zaczątkiem specyficznej stylistyki serwisu była postać Harry’ego S. Plinketta, wykreowana przez Mike’a Stoklasę. Pierwsza część jego 70 minutowej (!) krytycznej analizy „Gwiezdnych wojen: Mrocznego widma” w 2009 roku szturmem zdobyła YouTube’a i zaliczyła ponad 5 milionów obejrzeń. Kilka milionów internautów przez siedemdziesiąt minut oglądało zapętlone, prezentowane w kiepskiej jakości fragmenty trailera i filmu, z usypiającą ścieżką dźwiękową rodem z poradników VHS i monotonnym głosem narratora w tle, którego pierwsze słowa brzmiały tak:

Gwiezdne wojny: Mroczne widmo” były najbardziej rozczarowującym epizodem od czasu mojego syna. Jak można tak wiele spieprzyć w historii Gwiezdnych Wojen? O ile mój syn skończył ze sobą, wieszając się w łazience na stacji benzynowej, Mroczne widmo” i jego problemy będą nas prześladować przez wieczność.

Próbka narracji daje pojęcie o czarnym jak smoła humorze, którym operowała ta zaskakująco rzeczowa analiza znienawidzonego I prequela Gwiezdnych Wojen. Obok celnych uwag dotyczących statycznej pracy kamery czy braku wyrazistego bohatera dostało się zasiedziałemu i leżącemu na kasie George’owi Lucasowi. Narrator, nie potrafiący wymówić słowa „protagonista”, niepokojące fabularne wstawki Point of View, tworzyły klimat grozy i sugerowały, że obeznany w dramaturgii filmowej Plinkett jest zidiociałym, żyjącym w ruinie psychopatą, a być może seryjnym mordercą. Wciągające i dziwaczne opowieści o wydawałoby się doskonale znanych blockbusterach z przeszłości graniczyły czasem z filmową archeologią – w analizie „Titanica” na podstawie papierowego kubka na popcorn, sprzedawanego w kinach na długo przed premierą filmu, opatrzonego hasłem „Collide with destiny” Plinkett sugerował, że gigant Camerona miał być podobnie jak „Terminator” czy „Obcy – decydujące starcie” filmem akcji i o pójściu w stronę melodramatu zadecydowano dopiero na stole montażowym.

teaserowy plakat Titanica z 1997 roku

Nostalgiczny recykling popkultury a sprawa polska 

Amerykańska kultura popularna stoi ciągłym powracaniem do swojego dziedzictwa – nawet tego, o którym wszyscy chcieliby / powinni byli dawno zapomnieć. Przełomowe były lata 80. i nocne programy przypominające stare filmy katastroficzne i fantastyczne z lat 50. i 60., dziwne reklamy oraz propagandowe krótkie metraże. Najbardziej wyrazistą serią, która ukształtowała całe pokolenie recenzentów i vlogerów był „Mystery Sience Theater 3000”, emitowany od 1988 do 1999 roku – czyli definiujący pokolenie „nostalgicznych” trzydziestolatków. W programie wyświetlano złe filmy z komentarzem siedzących przed ekranem dwóch robotów i człowieka (charakterystyczne czarne sylwetki i zarysy kinowych foteli na pierwszym planie) skazanych przez szalonych naukowców na oglądanie kiepskich filmów na odciętej od świata stacji kosmicznej. Ten ironiczny komentarz cieni, postmodernistyczna nakładka na gotowy film wpłynęła na narracje „nostalgicznych” krytyków. Niektórzy odwołują się do niej wprost – np. Spoony (spoonyexperiment.com), któremu podczas vlogowania towarzyszy charakterystyczny robot pomocnik.

Poradnik usmiechu / KrainaGrzybówTV

Od samego „kultowego”, „nostalgicznego” filmu ważniejszy jest ten kto nadaje mu wartość – zdmuchuje kurz historii, czyści z patyny i wyciąga z zapomnianej półki na kulturowy piedestał. Tworzy wydestylowany skrót, który niemal nie potrzebuje już oryginału. Obiektem zainteresowania może być niemal wszystko – 8-bitowe gry komputerowe (Angry Video Game Nerd), „interaktywne” gry planszowe (Spoony), czy nawet (!) „fabuły” starych filmów pornograficznych (Cinema Snob). W Polsce takich powrotów i zanurzeń w meandry nostalgicznych staroci brakuje, choć ich głód jest ogromny. Dużą popularnością cieszy się TGWTG.pl – polski kanał z tłumaczeniami odcinków Nostalgii Critica i jego podopiecznych. Rodzimy Niekryty Krytyk utrzymuje liczniki oglądalności rzędu setek tysięcy obejrzeń, choć w swoich filmach nierzadko ogranicza się do opisu fabuły, nawiązań do kilku będących na czasie memów i sponsorskich wstawek. Twórca youtube’owej serii „Masochista” czasem całkiem zabawnie daje popalić polskim filmowym koszmarkom – nowym i sprzed lat – ale wciąż przyjmuje mocno zużytą tezę o ogólnej beznadziei polskiego kina. Ale polskiej „nostalgii w pigułce” będzie coraz więcej. Cytaty z polskich filmów na torbach, fascynacja kasetami wideo i kiczowatą stylistyką lat 90., która z mocą ujawniła się w tajemniczej „Krainie Grzybów”, teledyskach Mister D, a niedawno w wideoklipie „Nienawidzę cię Polsko” Czesława Mozila, stylizowanym na VHSowy poradnik, to zwiastuny przyszłych powrotów i poszukiwań skarbów.

Nostalgiczna, zabawna, merytoryczna i inteligentna wideo analiza „Podróży pana Kleksa”, „Pierścienia i róży” albo „Tajemnicy Sagali”? Marzenie! Przepakowywanie, analizowanie, kondensowanie wciąż od nowa być może ratuje nasze ulubione filmy, książki, seriale dzieciństwa, do których niezapośredniczony powrót po latach często bywa bolesny. Niestety nawet uatrakcyjniona kultura nostalgii ma krótki termin „przydatności do spożycia”. By powroty nie bolały wciąż potrzebujemy nowych wysiłków „nostalgicznych” krytyków.

 

Krystian Buczek

 

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony 5kilokultury.pl – Napisany przez autora bloga.