5. Przegląd Nowego Kina Francuskiego był świetną okazją, aby zapoznać się z produkcjami, które w najbliższych miesiącach wejdą na ekrany polskich kin. Obrazy z ojczyzny kina mają ten przywilej, że w dużych ilościach pojawiają się w szerokiej dystrybucji. Hasło „francuski film” wciąż posiada wydźwięk pewnej niezwykłości w uszach fanów kina. W programie Przeglądu znalazły się więc różnorodne propozycje – lekkie komedie, surowe formalnie historyczne opowieści i filmy podejmujące kwestie tożsamościowe. Swoistym miniprzeglądem wewnątrz wydarzenia był pokaz dwóch produkcji zmarłego w tym roku Alaina Resnais’go.

 

Surowa twarz Madsa Mikkelsena patrząca z plakatu „Michaela Kohlhaasa” spojrzeniem człowieka, który poznał swoje przeznaczenie, jest jak wyjęta z „Valhalli: Mrocznego wojownika” Nicolasa Windinga Refna. Obie produkcje, oprócz aktora grającego główną rolę, spajają również historyczny sztafaż oraz motyw zemsty. Kohlhaas wchodzi na drogę przemocy z powodu sporu z lokalnym zarządcą – po tym jak bohaterowi zostają zabrane i następnie niezwrócone dwa konie, zaczyna domagać się sprawiedliwości. W tym sensie Kohlhaas jest typowym francuskim buntownikiem występującym przeciwko uciskowi władzy. Chociaż do działania popycha go własna krzywda, to staje się wyrazicielem gniewu szerszej grupy społecznej padającej ofiarą tych samych mechanizmów. Akcja filmu umieszczona jest na przełomie średniowiecza i odrodzenia, co pociąga za sobą całą gamę konfliktów wywołanych przez zmieniające się w tym okresie wartości. Czas trwania wydarzeń fabularnych sprzyja także sformułowaniu pytania o moralne podłoże prawa do zemsty i fanatyczny obłęd, do którego może prowadzić uzasadniona walka w imię zadośćuczynienia krzywdom. O ideowym zapleczu filmu można pisać pokaźne eseje, choć to bogactwo sensów ubrane jest w skrajnie minimalistyczną formę. Arnaud des Pallières opowiada przede wszystkim za pomocą obrazu, przerwy między kolejnymi partiami dialogowymi potrafią wynosić nawet pół godziny. Istotniejsza niż stosunki między poszczególnymi postaciami jest więc relacja między człowiekiem a naturą. Oglądamy bohaterów w szerokich planach, gdzie stają się tylko punktem na tle nieprzeniknionych krajobrazów. Natura dyktuje też postępowanie armii buntowników – nie biorą oni jeńców, są waleczni i bezlitośni. Jest w tej opowieści wiele z romantycznego ducha, na przykład w finałowej scenie, gdy Kohlhaas dopiął już swego i został skazany na śmierć, oglądamy triumf bohatera, który idzie na stracenie nie uginając się przed ciemiężycielem.

 

„Michael Kohlhaas”

Alain Resnais obok Jean-Luca Godarda był jednym z ostatnich aktywnych twórców powojennego pokolenia francuskich reżyserów, postaci-legend już dawno wpisanych do ścisłej klasyki kina. Zmarły w tym roku autor „Zeszłego roku w Marienbadzie” kręcił kolejne filmy do ostatnich chwil życia. Na tegorocznym Berlinale pokazywany był jego ostatni obraz „Aimer, boire et chanter”. Podczas Przeglądu Nowego Kina Francuskiego można było zaś zobaczyć dwie wcześniejsze produkcje Resnais’go: „Prywatne lęki w miejscach publicznych” oraz „Jeszcze nic nie widzieliście”. Zupełnie różne w tonacji i formie, ale w równym stopniu naznaczone autorskimi rysami. „Prywatne lęki w miejscach publicznych” to dość prosta opowieść o ludziach poszukujących szczęścia, lekko zagubionych w wielkomiejskiej rzeczywistości, tkwiących w marazmie codzienności. Ich losy nie tylko przecinają się, ale również wchodzą sobie w drogę. Film jest adaptacją sztuki napisanej przez jednego z przyjaciół reżysera i w związku z tym posiada luźną konstrukcje krótkich scenek. Niestety ta przygodność w filmowym medium sprawdziła się o wiele gorzej. Trwająca ponad dwie godziny epizodyczna opowieść dość szybko zaczyna nużyć i wytraca emocje zapisane w tekście. Błyskotliwe momenty ustępują przeciętnemu humorowi sytuacyjnemu, a całość przypomina ćwiczenie warsztatowe twórcy, spełnienie pragnienia zrobienia czegoś nietypowego. Drugi film, o prowokacyjnym tytule „Jeszcze nic nie widzieliście”, do pewnego stopnia można również rozpatrywać w tych kategoriach. Jednak bardziej niż prostą zabawą gatunkiem, jest to gra z filmową fikcją oraz całą gamą mechanizmów identyfikacji zachodzących między widzem a ekranową postacią. Resnais zbiera na planie część aktorów, z którymi do tej pory pracował – grają oni samych siebie. Pretekstem do spotkania jest śmierć znanego wszystkim reżysera, który, przewidując zbliżający się koniec, postanowił przygotować kilka pożegnalnych słów dla każdego ze swoich współpracowników. Akcja „Jeszcze nic nie widzieliście” rozgrywa się w dwóch równoległych rzeczywistościach – w rezydencji zmarłego twórcy i w świecie sztuki o Orfeuszu i Eurydyce. Aktorzy oglądają inscenizację mitu, w którym sami kiedyś grali. Uruchamiają się mechanizmy pamięci oraz wspomnienia. Resnais balansuje między tonami patosu i wzruszenia, zgodnie z zaleceniami sztuki dobrego umierania przepracowuje nieuchronnie zbliżający się moment odejścia z tego świata.

 

„Prywatne lęki w miejscach publicznych”

Temat upływu czasu oraz odniesień do przeszłości podjęła również Noémie Lvovsky w filmie „Camille powtarza rok”. Swoją komedię reżyserka opiera na pytaniu, które zadajemy sobie chyba od czasu, gdy wymyślono pojęciową kategorię pamięci. Główna bohaterka, tytułowa Camille, mierzy się ze znanym zagadnieniem: „co zrobiłbyś dziś, gdybyś jeszcze raz stanął przed tym samym, dawnym wyborem?”. Kobieta ma możliwość nie tylko spekulacji na temat słuszności decyzji, jakie niegdyś podjęła, ale może je faktycznie zrewidować. Oto z niewesołej teraźniejszości – fiaska marzeń o wielkiej karierze aktorskiej i rozsypującego się małżeństwa – po imprezie sylwestrowej budzi się… w przeszłości, jako nastolatka. Mimo że zachowała swój aktualny wygląd, ani rodzice, ani szkolni koledzy nie zauważają, że jej fizis wskazuje na odmienny stan metryki. Taki stan rzeczy bardzo odpowiada bohaterce, która z radością ponownie spotyka się z mamą oraz tatą, zakłada żółte słuchawki i na rowerze gna do liceum. Lvovsky w zabawny sposób kontrastuje entuzjastyczną młodość z wyzbytym złudzeń wiekiem średnim. Stosunek Camille do osób oraz wydarzeń, o których bohaterka wie, że w przyszłości zaprowadzą ją do życiowych niepowodzeń, pod pozorem komedii pomyłek skrywa ciepłą i nieco sentymentalną opowieść o starzeniu się oraz przemijaniu.

 

„Camille powtarza rok”

W zupełnie inną tonację wpisał się „Tomboy”, film uhonorowany Nagrodą Teddy na Berinale w 2011 roku. Céline Sciamma snuje historię 10-letniej Laury w sposób mogący przywodzić na myśl styl braci Dardenne. Reżyserka przygląda się swojej bohaterce z uwagą oraz empatią charakterystyczną dla belgijskich ulubieńców festiwalu w Cannes. Dziewczynka mimo biologicznej płci wygląda i zachowuje się jak chłopiec. Ubiera się w luźne koszulki, nosi krótkie włosy, a z drugiej strony dobrze czuje się za kierownicą samochodu (w towarzystwie ojca) oraz nie stroni od rywalizacji, w tym również od bójek. Można więc powiedzieć, że fizyczny wygląd Laury koreluje z kulturowymi zachowaniami i zainteresowaniami charakterystycznymi dla chłopców. Bohaterce udaje się zresztą zdobyć akceptację grupy rówieśniczej (kolegom przedstawia się jako Michael). Poprzez wprowadzenie wątku zbiorowości Sciamma wpisuje swój film w szerszy kontekst społeczny. Reżyserka pokazuje, jak istotna dla dziecka jest akceptacja oraz potrzeba przynależności do grupy rówieśniczej, co dodatkowo podkreśla wprowadzeniem motywu częstych przeprowadzek uniemożliwiających bohaterce budowanie stabilnych relacji z innymi dziećmi. Warto też zwrócić uwagę, jak Sciamma portretuje grupę. Młodzi bohaterowie, filmowani głównie jako zbiorowość, tworzą zwarty kolektyw, w którym jednostka albo jest akceptowana jako przystająca, albo skazana na samotność i stres związany z poczuciem wyobcowania. Mimo swoich zalet „Tomboy” nie udałby się, gdyby nie znakomita kreacja głównej bohaterki (Zoé Héran) i kontrastująca z nią postać przeuroczej młodszej siostry (Malonn Lévana). Zoé Héran z wprost niesamowitą intuicją oddała ciężar przygniatającej tajemnicy i kłamstw związanych z jej zachowywaniem. Laura w trakcie trwania wydarzeń fabularnych dwukrotnie ma okazję wypowiedzieć się, z jakich powodów podaje się za chłopca. Dziewczynka nie potrafi jednak jeszcze zwerbalizować swoich uczuć i myśli związanych z tożsamością płciową. Psychofizyczne doświadczenie poprzedza intelektualne poznanie. Puenta filmu wzbudza ciekawość co do dalszych losów bohaterki. Byłoby bardzo interesujące dowiedzieć się, w jaki sposób Laura poradziła sobie z określeniem swojej tożsamości płciowej oraz jak odnalazła się w społeczeństwie.

 

„Tomboy”

„Tomboy” był jedną z najmocniejszych pozycji w programie 5. Przeglądu Nowego Kina Francuskiego, choć organizatorzy przygotowali wiele interesujących, a przy tym różnorodnych produkcji. Właśnie szeroki przekrój stylistyczny filmów zapewnił publiczności swobodny wybór wieczornej propozycji, a wysoka frekwencja podczas większości seansów w warszawskim Kinie Muranów skłania do konstatacji, że magia francuskiego kina wciąż działa.

 

5kilo kultury było patronem medialnym przeglądu.

Tekst: Michał Piasecki, Bartosz Marzec

 

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony 5kilokultury.pl – Napisany przez autora bloga.