Mało kto potrafi opowiadać o samotności. A tym bardziej mówić o niej w piękny sposób. „Nic osobistego” Urszuli Antoniak to z pozoru odsączony z emocji obraz jednocześnie samotności i ucieczki przed nią. Kto by przypuszczał, że wszystko zacznie się od drobnych gestów i w ten sam sposób zostanie opowiedziane.

Pierwsza scena filmu ukazuje nam jedną z dwójki protagonistów – Annę, która obserwuje z okna pustego mieszkania przechodniów, nerwowo chwytających jej wystawione na chodniku rzeczy osobiste i meble. Punktem kulminacyjnym w decyzji o zostawieniu za sobą dotychczasowego życia jest zdjęcie z palca pierścionka i oto bohaterka wyrusza w podróż bez konkretnego celu na mapie, ale za to z konkretnymi pragnieniami.

Debiut polskiej reżyserki mieszkającej w Holandii to obraz bardzo oszczędny w narracji, budujący nastrój raczej chłodnego wyobcowania i próby znalezienia własnego miejsca w kapitalistycznym świecie. Anna, grana przez Lotte Verbeek, z niewiadomych przyczyn zamyka się właśnie na ów świat, ale to nie one stają się tutaj najważniejszą do rozwiązania zagadką. Nie mając żadnych informacji o przeszłości bądź przyszłości bohaterki z zapartym tchem zaczynamy śledzić jej teraźniejszość. Ten minimalizm w formie okazuje się jednak nieprzypadkowy, gdyż cała historia szybko nabiera uniwersalnego wymiaru. Spotkanie Anny z wiele lat starszym od niej mężczyzną, żyjącym całkowicie na uboczu irlandzkiego społeczeństwa – Martinem (w tej roli przejmujący Stephen Rea) staje się po prostu spotkaniem dwójki nieznajomych. Ludzi, którzy z równoczesną determinacją bronią dostępu do samych siebie, przy czym determinacja Anny jest gwałtowniejsza, bardziej desperacka, a nawet wroga. Urszula Antoniak zmusza widza do przyjrzenia się pojedynczym gestom, urywkom zdań, mimice twarzy bohaterów, które to mogą stać się kluczem do zrozumienia samotności, jaką ci dobrowolnie wybrali. Bo jak stwierdziła w wywiadzie dla serwisu Stopklatka sama reżyserka – małe rzeczy mają wielkie znaczenie.

Najważniejszą „małą rzeczą” okazuje się w tym filmie samotność, a właściwie jego przesłanie mówiące o tym, że ludzie tak naprawdę nie potrafią żyć samotnie. Mimo zachowania swoich ideałów (Anna nie rezygnuje ze swoich, wbrew drobnym zmianom do końca pozostaje sobą) pod wpływem obecności drugiego, bądź co bądź obcego człowieka siłą rzeczy zaczynamy dzielić się z nim nawet najmniejszymi, niby nic nie znaczącymi sprawami, takimi jak na przykład posiłek. Nic osobistego opowiada o tym, jak w samotności można odnaleźć drugą osobę, a jednocześnie zachować własne mentalne odosobnienie. Mówi o chłodzie emocjonalnym, o poszukiwaniu samego siebie, a nawet o możliwości mimowolnego zespolenia się dwóch skrajnie różnych osobowości. A to wszystko bez niepotrzebnych słów, oprawione w odsączone z uczuć (fenomenalne!) zdjęcia Daniëla Bouqueta i świetnie spointowane operową muzyką. Dzięki takim filmom zatrzymujemy się na chwilę, by pochylić się nad samymi sobą. Nic osobistego to opowieść o każdym człowieku.

Monika Pomijan

„Nic osobistego„

reżyseria: Urszula Antoniak

premiera: 14 sierpnia 2009 (świat), 16 kwietnia 2010 (Polska)

produkcja: Holandia, Irlandia

 

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony 5kilokultury.pl – Napisany przez autora bloga.