Joana się powiesiła, pogrzeb już się odbył, po nim nastąpiła skromna stypa w karczmie. Wyobraźcie sobie wytwornych wiedeńskich artystów przedzierających się przez błota, a potem zajadających gulasz! Wyobraźcie sobie ich zdegustowanie i irytację, że śmierć przyjaciółki zmusiła ich do odbycia uciążliwej podróży na prowincję. Po pełnym trudów dniu nastał czas na odpoczynek, pora na spotkanie w bardziej wyrafinowanym, artystycznym towarzystwie. Witajcie u Auersbergów!

 

Jak na scenie

Uczta nie będzie kontynuacją stypy ani wieczorem na cześć Joany. Gdy przybyłych wita Maja Auersberg, dowiadujemy się, że trzeba uzbroić się w cierpliwość w oczekiwaniu na najznamienitszego z gości – sławnego aktora Teatru Narodowego. Kolejni bohaterowie wkraczają do centralnie umieszczonego w głębi sceny kubiku pełniącego funkcję salonu. Na zewnątrz, w uszatym fotelu pozostaje Thomas. Ten prosty podział przestrzeni odzwierciedla relację między nim a resztą uczestników spotkania. Salon staje się małą, wewnętrzną sceną, a Thomas sceptycznym i zniecierpliwionym widzem. Z dystansu śledzi bieg wydarzeń, dorzucając złośliwe komentarze na temat zgromadzonych megalomańskich artystów. Brutalność jego sądów kontrastuje z pompatycznością toczących się rozmów przypominających następujące po sobie monologi o sztuce, w których przoduje Jeannie Billroth przypisująca sobie geniusz Virginii Wolf. Banalność wypowiedzi podkreślona afektowanym sposobem bycia (świetna kreacja Ewy Skibińskiej) prowokuje Thomasa do zogniskowania krytyki na pisarce. Ale słowny bicz spada również na innych. W wywodach punktuje zgromadzonych za twórczy konformizm wynikający z głodu uznania albo za zwykłą głupotę. Gospodarz to epigon Weberna, który zaprzepaścił swój potencjał, za co część winy ponosi jego filisterska żona. Wyczekiwany aktor Teatru Narodowego to zarozumialec, nieustannie upajający się własnym sukcesem. Jednak nie tylko popisujący się rzekomą elokwencją dawni znajomi zostają ocenieni, milczenie okazuje się niemniej dyskredytujące. Aspirujący pisarze (James i Joyce) w opinii Thomasa wyłącznie prychają, za maską ironii skrywając, że nie posiadają nic ciekawego do zaoferowania. W towarzystwie jedna osoba unika radykalnej krytyki, a jest nią ostatni partner Joany – John. Jednak zanim cień sympatii się pojawi, Thomas charakteryzuje mężczyznę jako nieudacznika i łachmytę. Z biegiem czasu dostrzega, że Johna jako jedynego spośród zebranych wstrząsnęła samobójcza śmierć. Nawet gdy w rozmowach wielokrotnie powraca temat Joany, którą raz rozlicza się z porażek twórczych, kiedy indziej przypisuje się jej wybitne talenty, pogrążony w myślach bohater nie włącza się. W pewnym momencie zdaje się nie wytrzymywać zakłamania gości, kurtuazji przeplatającej się z bezczelnością. Wybiega z klatki salonu i zbliżywszy się do widowni, wyrzuca swoje żale. Tym buntem i chwilą szczerości zaskarbia sobie życzliwość Thomasa.

Fot. Natalia Kabanow

Granice przestrzeni

Opuściwszy grupę, John przekracza agresywnie czerwoną linię, stanowiącą kolejny znaczący element scenografii. Wyznacza ona pierwszoplanową przestrzeń, w której wyjęci z kontekstu towarzyskiego bohaterowie wychodzą poza role obowiązujące w salonie. Odsłaniają się. Pojawia się tam również Aktor Teatru Narodowego, który wcześniej doskonale wpasowywał się w panującą formę spotkania, przechwalając się i rozwlekle mówiąc o niczym. Wytrącony z równowagi impertynenckim pytaniem rozlicza się z gośćmi, podobnie jak Thomas skupiając się na Jeannie Billroth. W pełnym emocji monologu zwraca uwagę, że pod płaszczykiem szacunku i przyjaźni kryje się wrogość i chęć ośmieszania.

Oprócz wydzielonej strefy szczerości w emocje bohaterów pozwalają wejrzeć projekcje. Krystian Lupa zdecydował się dzięki nim oddać głos Jamesowi i Joyce’owi. Z zarejestrowanych łazienkowych rozmów wyłania się obraz sfrustrowanych, nieco pretensjonalnych, ale wciąż pełnych aspiracji literatów. Milczenie, które Thomas wiąże z młodzieńczą głupotą, wynika z obawy przed konfrontacją, a śmiech to mechanizm obronny przeciwko groteskowej kolacji, w której role są rozdane, a bunt jawi się jako akt pozbawiony sensu. Rozbudowując postaci, które w „Wycince” Bernharda pozostają epizodyczne, reżyser kontruje punkt widzenia Thomasa i zwraca uwagę na wieczny konflikt pokoleń. Nie potrafię jednak zażegnać wątpliwości, czy ów zabieg cokolwiek wnosi poza uczynieniem formy bardziej widowiskową.

Fot. Natalia Kabanow

Bazując na rozproszonych w książce głosach gości, reżyser zdecydował się zrekonstruować postać Joany. Pierwszy akt poprzedza pokaz wywiadu, w których atrakcyjna kobieta opowiada o tanecznej pasji. Z jej wypowiedzi można wywnioskować, że rozczarował ją brak zainteresowania warsztatami, które planowała prowadzić, ale ponieważ nie traktuje tego jako ostateczną porażkę, zaskakuje przywołany później obraz zrozpaczonej bohaterki poszukującej ukojenia w alkoholu. Momenty, kiedy Joana osobiście pojawia się na scenie wydają się wyjątkowym atutem spektaklu. W nich też ujawnia się odmienne oblicze Thomasa – niegdyś czułego, a jednocześnie skorego do szaleństw. Oniryczne i dynamiczne, kontrapunktują monotonne salonowe partie. Oparte na wolnych skojarzeniach mężczyzny zapadającego w drzemkę, pełne są niespodziewanych przeskoków i zwrotów akcji. W zawrotnym tempie podróżujemy w czasie i przestrzeni, co możliwe staje się dzięki niezwykle przemyślanej scenografii – gdy kubik salonu zostanie odwrócony, ujawniają się kolejne wnętrza.

Thomas, czyli kto?

To jasne, że nikt nie uzna Thomasa za bezstronnego obserwatora. Uparcie tkwi w uszatym fotelu, z którego obserwuje wydarzenia. Gdy w panice rozgląda się za gwoździami, by tylko uciec od potencjalnego kontaktu, wydaje się groteskowy. Tym niemniej jego stosunek do pozostałych gości często się udziela, po kilku kwestiach z niechęcią spoglądam na egzaltowaną Jeannie czy coraz bardziej pijanego i prowokującego Gerharda Auersbergera. Jednak to właśnie Thomas drażni mnie najbardziej. Zafiksowany na przeszłości, nieustannie powraca do krzywd zaznanych od Auersbergów. Upaja się nimi tak, jak Aktor Teatru Narodowego zachłystuje się swoimi sukcesami. Mimo narastającej goryczy i zniecierpliwienia nie opuszcza przyjęcia. Wręcz przeciwnie, pozostaje najdłużej. W pełni świadomy zakłamania sam wchodzi w rolę miłego gościa, na koniec komplementując gospodarzy. Jest uzależniony od tego towarzystwa. Kocha je i nienawidzi jednocześnie, co ostatecznie przyznaje. A ja im mniejszą sympatią darzę Thomasa, tym bardziej doceniam grającego go Piotra Skibę.

Nie pisz o tym!

Gdy po serdecznym pożegnaniu Thomas wychodzi, Maja prosi, by wydarzeń minionego wieczoru nie uczynił tematem literackim. Jej słowa, nieobecne w książce, brzmią jak groźba, biorąc pod uwagę burzliwe losy „Wycinki”. Wiedeńscy artyści rozpoznawali się w powieściowych bohaterach, a oburzony dawny przyjaciel nawet wytoczył Bernhardowi proces o zniesławienie. Ostatecznie tekst został wycofany ze sprzedaży. Minęło zaledwie kilka dekad od tego zamieszania, by przechodzić do porządku dziennego nad portretem starzejącej się bohemy. Spektakl Lupy nie szokuje, nie zmieniają tego próby osadzenia akcji w kontekście współczesnym. Chociaż jest niezwykle emocjonalny dzięki komentarzom Thomasa, to odwołuje się głównie do intelektu, zostawiając nas z pytaniem o role artysty.

Fot. Natalia Kabanow

Miałam nadzieję, że osławiona „Wycinka Holzfällen”, będąca jedynym wrocławskim spektaklem prezentowanym w ramach MFT Dialog, mnie zdruzgocze. Dzieje się jednak coś innego, wydawałoby się, niemożliwego. Zdarzają się momenty, kiedy się nudzę, irytuję… Ale to nie zarzut! Doświadczam tego, co Thomas. Prawie. Podczas gdy jego pochłania pełna goryczy obserwacja, ja wielokrotnie wybucham śmiechem. Przeplatanie pompatycznych wypowiedzi z rozwlekłymi dyskusjami o sandaczu buduje komizm, dzięki któremu doceniam tę wyjątkowo artystyczną kolację.

 Agnieszka Dul

„Wycinka Holzfällen”

Teatr Polski we Wrocławiu

Adaptacja, reżyseria, scenografia: Krystian Lupa
Oprawa muzyczna: Bogumił Misala

Obsada: Piotr Skiba, Halina Rasiakówna, Wojciech Ziemiański, Jan Frycz, Andrzej Szeremeta, Ewa Skibińska, Bożena Baranowska, Michał Opaliński, Adam Szczyszczaj, Marta Zięba, Marcin Pempuś, Krzesisława Dubielówna, Anna Ilczuk

Premiera: 2014 r.

 

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony 5kilokultury.pl – Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *