Animowane dźwięki

Jak wiele razy nuciliście ostatnią piosenkę ze swojego ulubionego filmu? Przypominała Wam scenę finałową, a może całą historię, obok której nie sposób przejść obojętnie? Dziś chciałabym zaprosić Was w świat japońskich animacji i motywów muzycznych, które na długo zostają w pamięci.

 

Pełnometrażowe animacje z Kraju Kwitnącej Wiśni kojarzone są przede wszystkim z Hayao Miyazakim i takimi tytułami jak Zamek Hauru, Księżniczka Mononoke czy Spirited Away: W krainie bogów. Są jednak jeszcze seriale, niesłusznie spychane na margines. Nie chodzi bynajmniej o kilkusetodcinkowe serie pokroju Bleach bądź Naruto, które moje pokolenie, nie znając kontekstu, traktowało jako lekką rozrywkę i w których fabule łatwo można się zgubić. Mimo to, jeśli ktoś zetknął się z motywem muzycznym Shiro Sagisu Never meant to belong z opowieści o Kurosakim Ichigo, prawdopodobnie pamięta go do dziś.

Japończycy mają jednak do zaoferowania prawdziwe perły w obszarze odcinkowych bądź krótkometrażowych animacji, które są dopracowane zarówno wizualnie, jak i dźwiękowo, dzięki czemu warto poświęcić im więcej uwagi. Co ciekawe, o dobre openingi oraz endingi wyjątkowo trudno, rzadko zdarza się również, aby w jednym anime obie piosenki stały na wysokim poziomie. Na przykładzie pięciu świetnych endingów chciałabym zachęcić Was do sięgnięcia po niecodzienne animacje. Gwarantuję, że się nie zawiedziecie.

Byousoku 5 Centimeter

Masayoshi Yamazaki – One More Time, One More Chance (5 centymetrów na sekundę)

5 centymetrów na sekundę (tytuł nawiązuje do prędkości spadania płatka kwiatu wiśni) to krótkometrażowa animacja, która występuje też w trzech odcinkach ze względu na części, z których składa się historia uczucia pomiędzy przyjaciółmi z dzieciństwa (Płatki wiśni, Kosmonauta, 5 centymetrów na sekundę). Jej motywem przewodnim jest czas kwitnienia wiśni (w Japonii traktowany jak święto), których kwiaty podziwia się zgodnie z tradycją hanami. Drzewa te kwitną bardzo krótko. Symbolizowana przez nie ulotność będzie towarzyszyła całej opowieści o dwojgu młodych ludzi, których drogi rozchodzą się, a potem znów przypadkowo łączą, co oczywiście nie może trwać w nieskończoność. Reżyser Makoto Shinkai zadbał jednak o to, by melancholię sytuacji złagodzić zapierającymi dech w piersi zdjęciami i właśnie piosenką pointującą tę wzruszającą historię o marzeniach i uczuciach. Ciepły głos Yamazakiego, nie spiesząc się nigdzie, przy wtórze gitary akustycznej i tworzącej tło perkusji wyśpiewuje swoistą obietnicę kolejnego spotkania i pozwala mieć nadzieję, że faktycznie do niego dojdzie.

Yoko Kanno – Gravity (Wolf’s Rain)

Postapokaliptyczna przyszłość, w której wszystkie oznaki indywidualizmu i niewinności są tępione. Takiej wizji świata przeciwstawia się Kiba, główny bohater Wolf’s Rain, trzydziestoodcinkowego dzieła Tensaia Okamury, współreżysera Kowboja Bebopa. Co więcej, jest on jednym z nielicznych ocalałych wilków (potrafią one przybrać ludzką postać), różni się jednak od nich wiarą w tzw. Raj, miejsce idealne przeznaczone tylko dla wilków właśnie. Okamura nakreślił tu dość przytłaczającą wizję naszej planety, kreując ludzi jako masę bez uczuć i oddając sprawiedliwość istotom bardziej wrażliwym. Uczucie dojmującego smutku, przez które rzadko przebijają jaśniejsze promienie, pogłębia świetnie pointująca całą historię muzyka Yōko Kanno, której wisienką na torcie jest Gravity. Tekst, a zwłaszcza fragment Been there and gone tomorrow/ without saying goodbye to yesterday/ […] Am I alone?, zapada w pamięć równie mocno, co motywy instrumentalne, oparte głównie na partiach skrzypiec i elektronicznych efektach (jednym z bardziej przejmujących jest Face On). Czy Kiba naprawdę jest sam?

JUJU – Natsu no Hana (Mononoke)

To najbardziej wymagające anime z tej listy, gdyż nie występuje w nim płynna, tradycyjna narracja. Są natomiast plansze przypominające z jednej strony drzeworyty ukiyo-e, z drugiej zaś teatr (warto zwrócić uwagę na sceny kończące się nagłym zsunięciem się ścianek shoji, tradycyjnego ruchomego ekranu do dzielenia pokoju lub traktowanego jako drzwi do niego). Mononoke to pięć opowieści grozy, które łączy osoba tajemniczego wędrownego znachora oraz tytułowe mononoke, okrutne duchy, które wstępują w nieszczęśliwych ludzi. Każda historia sprowadza się więc do pokonania demona po uprzednim odkryciu jego katachi (formy), makoto (prawdy o wydarzeniach, które spowodowały jego pojawienie się) oraz kotowari (prawdy o uczuciach, które doprowadziły do jego powstania). Powtarzanie motywów, zmiany perspektywy zarówno kamery, jak i osoby związanej z mononoke, niejednoznaczność głównego bohatera, a także zachwycająca malarska animacja sprawiają, że 12 odcinków mija jak mgnienie oka. Ścieżka dźwiękowa sprowadzona jest do naturalnych odgłosów, jak skrzypienie statku, bądź motywów instrumentalnych podsycających napięcie. Ending zaś, zaskakująco melancholijny i spokojny, daje zbawienny oddech, doskonale łagodząc emocje po obejrzeniu kolejnej mrożącej krew w żyłach historii.

Kanon Wakeshima – Still Doll (Vampire Knight)

Powodem, dla którego warto sięgnąć po to nieszczególnie odkrywcze anime, jest przede wszystkim muzyka. Oparta głównie na smyczkach ścieżka dźwiękowa niepokoi, wzrusza lub zasmuca zawsze wtedy, kiedy powinna, dodatkowo świetnie korespondując z utrzymaną w przygaszonych barwach animacją. Świat Akademii Cross, gdzie za dnia uczą się ludzie, a w nocy wampiry, nie jest kolorowy, nawet mimo dobrotliwego dyrektora, który jest najbardziej humorystyczną postacią Vampire Knight. Wszystko oscyluje wokół irracjonalnego uczucia głównej bohaterki do pewnego eleganckiego wampira oraz jej przyjaźni z małomównym chłopakiem z klasy, skrywającym pewną gorzką tajemnicę. Historia sama w sobie rzadko zaskakuje, a twórcom zabrakło czasu na dopracowanie większości postaci, całość ogląda się jednak z przyjemnością, zwracając baczną uwagę na dopracowaną kreskę i absolutnie fenomenalną muzykę Takefumiego Hakety (sprawdźcie choćby Forbidden Act). To zresztą jest jedno z nielicznych anime, gdzie zarówno opening, jak i ending idealnie komponują się z klimatem serii, broniąc się również w oderwaniu od niej. Trudno oprzeć się wrażeniu, że tytułowa laleczka z mrocznej piosenki Wakeshimy to główna bohaterka VK, Yuki. Grozę wprowadza już sama partia gitary skontrastowana z pozornie niepasującym tam dźwiękiem pozytywki. Gdy się jej jednak przysłuchać okazuje się, że buduje nie tylko niepokojący nastrój, ale i zaznacza absurd sytuacji Yuki. Zbliżony bardziej do melorecytacji, dopasowany do snującej się linii melodycznej śpiew Wakeshimy sprawia, że naprawdę czujemy się jak w świecie pozytywek i lalek.

Alumina – By Nightmare (Death Note)

Mówi się, że to japońska wariacja na temat treści zawartych w Zbrodni i karze Dostojewskiego – i trudno temu zaprzeczyć. Główny bohater Death Note, o niebezzasadnym i ironicznym imieniu Light, postanawia na własną rękę wymierzać sprawiedliwość za pomocą magicznego Notatnika Śmierci, zabijając największych zbrodniarzy. Pojawia się więc pytanie o moralność i uzurpowanie sobie roli Boga. Anime nie daje ani łatwych, ani szybkich odpowiedzi, razem z Lightem wciągając widza w niebezpieczną grę. Utrzymana w ciemnych barwach (akcja dzieje się przeważnie nocą lub w zamkniętych przestrzeniach) historia o przesuwaniu granic człowieczeństwa to, pomijając wartość dydaktyczną nie do przecenienia, świetnie trzymający w napięciu thriller, którego zakończenie trudno przewidzieć. Przeciwnikiem Lighta, godnym zresztą, jest bowiem tajemniczy L, którego zadaniem jest znalezienie sprawcy masowych zgonów. Szybko jednak przestaje być wiadomo, kto w tej zabawie jest kotem, a kto myszką i o co właściwie toczy się gra. Widzowi będzie towarzyszył nieustanny niepokój podsycający ciekawość i zmuszający do bacznego śledzenia losów obu bohaterów. Hideki Taniuchi oraz Yoshihisa Hirano zadbali o to, by odbywało się to przy ścieżce dźwiękowej najwyższej klasy, gdzie nie zabraknie ani mocniejszych gitar, ani bardziej melancholijnych partii chóralnych. Różne emocje łączy w sobie pierwszy ending, gdzie wśród prostych, ale przykuwających uwagę partii gitar jest miejsce na wyciszenie przypieczętowujące jakość kawałka. Długo o nim nie zapomnicie!

Monika Pomijan

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *