Bang Lady

Lata sześćdziesiąte w Niemczech to czasy, kiedy kobiety niewiele miały do powiedzenia w swoim imieniu i tak właśnie prezentuje się sytuacja trzydziestoletniej Giseli. Jej codzienność to praca w fabryce, spotkania z mężczyzną, do którego nic nie czuje i mieszkanie w małym pokoiku pod czujnym okiem rodziców. Nikt więc nie podejrzewa, że pewnego dnia przywdzieje wysokie szpilki, blond perukę i z modną torebką w jednej ręce i z pistoletem w drugiej dziarsko ruszy aby obrabować bank.

 

Tak właśnie zaczyna się ta szalona historia, a potem robi się już tylko ciekawiej. Gisela jest już mocno znudzona, bo jej jedynym zajęciem jest ciężka praca przy produkcji tapet, słuchanie narzekań wiecznie nadąsanych rodziców i przyglądanie się z nieukrywaną fascynacją zdjęciom w kolorowych magazynach. A one pokazują zupełnie inną rzeczywistość. Piękne, zadbane kobiety hojnie okraszone czerwoną szminką, spoglądające zalotnie i nieco bezwstydnie. W porównaniu do nich Gisela ścięta na chłopaka i wiecznie ubrana w szary, pracowniczy fartuch prezentuje się co najmniej smętnie. Jej partner również nie jest do końca tym, czym powinien być bo zamiast o wakacjach na Capri marzy o pralce i małym barku. Gdy tylko kobieta odkrywa, że jest on zamieszany w działalność przestępczą w mgnieniu oka podejmuje decyzję, że to właśnie jest droga, którą chciałaby podążać. Poznaje więc Petera, któremu właściwie wpycha się na swoją pierwszą akcję. Następnego dnia, zamiast do fabryki swoje kroki kieruje do bankowego okienka, wyciąga pistolet, grzecznie dziękuje i wychodzi z torbą pełną pieniędzy. Tym sposobem staje się pierwszą Niemką, która napada na bank.

Najfajniejszą rzeczą w Bank Lady jest świetna stylizacja na lata sześćdziesiąte. Każda sukienka będąca rekwizytem w napadzie zapiera dech w piersiach i sprawia, że ze smutnej szarej dziewczyny wychodzi prawdziwy, nieokiełznany wamp. Te stroje nie są jednak tylko przebraniami, Gisela wraz z każdą zmianą kostiumu staje się kimś zupełnie innym, odkrywa nie tylko swoją kobiecą stronę i całe mnóstwo atutów, ale przede wszystkim ogromną pewność siebie. Reżyser również świetnie bawi się formą, tworzy sceny które pozornie wydają się być wyciągnięte z filmy Bonnie i Clyde, na przykład ta, w której Gisela jedzie małym, stylowym garbusem, zaplątana w chustę i wielkie okulary zasłaniające twarz, a obraz za oknem jest niczym innym niż przesuwającymi się szybko obrazkami, a samo auto najprawdopodobniej zaparkowane jest spokojnie w greenboxie. Takich smaczków można znaleźć w filmie całe mnóstwo, a dodają one naprawdę wiele uroku.

Poza tym, mamy tutaj bardzo niestandardowy montaż. Reżyser nie boi się wycinania pojedyńczych klatek, więc kamera wydaje się chodzić wyjątkowo nerwowo, a to wszystko w rytm tykającego zegara. Obraz dzieli się i mnoży, więc czasem oglądamy równocześnie cztery Gisele na raz, każdą idącą okradać bank. Dodane jest całe mnóstwo animacji, plakatów i obrazków, które samą formę filmu czynią czymś naprawdę wyjątkowym. Dodajmy jeszcze świetne, przepełnione kolorami zdjęcia i mamy prawdziwy wizualny majstersztyk, który mimo całej tej mnogości nie męczy oka nawet przez moment. Dodatkowo akcja w filmie momentami dorównuje takim gangsterskim perełkom jak chociażby Ocean’s Eleven i nie sposób oderwać od tego filmu wzroku. Przychodzą jednak również momenty, że tempo odrobinę spada, ale bardzo szybko wraca na swoje tory i koniec końców zapomina się o tych słabszych momentach.

Kolejny jasny punkt tej niemieckiej produkcji to świetnie narysowana i zagrana postać Giseli. To jaką metamorfozę przechodzi od zwykłej dziewczyny z fabryki do pięknej i pewnej siebie kobiety sprawia, że mimo teoretycznie czarnego charakteru nie da się jej nie polubić. Przyczyną tego jest prawdopodobnie to, że niezwykle lekko łączy tę niesamowitą siłę, którą w pewnym momencie posiada na ekranie z tą zupełnie kobiecą delikatnością. Dziewczyna, trzymająca wielki pistolet w dłoni i grzecznie życząca miłego dnia pracownikom banku na początku wzbudza śmiech, ale gdy staje się to jej znakiem rozpoznawczym to staje się to kolejnym kamyczkiem na szali sympatii w jej kierunku. Tak bardzo kobiece jest również to delikatne połechtanie jej damskiej dumy, kiedy będąc już ikoną we wszystkich niemieckich mediach dostrzega artykuł, w którym zachwalane są jej piękne, długie nogi i cieszy się z tego jak mała dziewczynka. To wszystko sprawia, że postać grana przez Nadeshde Brennicke wypada wyjątkowo naturalnie. Ona wciąż kieruje się swoją typową kobiecą intuicją, która niejednokrotnie mogła sprowadzić ją na manowce. Nie pozbywa się swojej delikatnej natury, dzięki czemu staje się prawdziwie rasową Bank Lady.

Razem ze swoim kryminalnym partnerem Peterem tworzą parę na miarę drugich legendarnych Bonnie i Clyde’a. Są charyzmatyczni, świetnie się ze sobą bawią, a drwiąc cały czas z błędów swoich poprzedników sami ostatecznie pakują się w tarapaty. Pechowo wpadają na wyjątkowo zawziętego policjanta, który swoją drogą jako jedyny wydaje się odrobinę nie pasować do całego obrazka w swoim idealnie skrojonym garniturze i z uwodzicielskim spojrzeniem. Jednak niewiele rzeczy jest w stanie powstrzymać tę wesołą parkę na drodze na wymarzone Capri, więc cofają się przed coraz mniejszą ilością rzeczy. To gdzie ich to zaprowadzi, zostawiam już każdemu do osobistego sprawdzenia i zapewniam, że tutaj nie ma miejsca na nudę.

Magdalena Baljon

Bank Lady

Reżyseria: Christian Alvart

Produkcja: Niemcy

Premiera: 29 wrzesnia 2013 (Świat) 2 lipca 2014 (Polska)

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.