Biedna Birma Midiego Z

Kino Midiego Z, choć wciąż jeszcze bardzo młode, nabiera autorskiego kształtu. W Białej śmierci – trzecim, a jednocześnie najbardziej wyrazistym filmie w dorobku – birmański reżyser ponownie pochyla się nad trudną sytuacją społeczno-ekonomiczną w rodzimym regionie, nie rozstając się z tak przez siebie adorowaną poetyką slow cinema.

 

Bohaterem jest skromny rolnik żyjący w Lashio, niewielkiej miejscowości przy północnej granicy z Chinami. Zmęczony nędzną egzystencją i żmudną pracą w polu, poszukuje innej formy zarobku. Za pośrednictwem ojca kupuje wysłużony skuter, podejmując niełatwą pracę taksówkarza. Jedną z jego pierwszych klientek jest Sanmei, powracająca z Chin dziewczyna, z którą bohater wchodzi w pozornie intratny biznes związany z handlem narkotykami.

W Białej śmierci imponuje przede wszystkim precyzja reżyserska: staranne wypełnienie mise-en-scéne dziesiątkami rekwizytów dookreślających specyfikę miejsca, kreowanie związku bohaterów z przestrzenią, sprawność narracyjna i inscenizacyjna. W najnowszym dziele autor przywiązuje dużą większą niż we wcześniejszych filmach wagę do fabuły, popychania akcji do przodu, uatrakcyjnienia paradokumentalnej rejestracji wątkami znanymi z kina gatunków. Odchodząc od bohatera zbiorowego w stronę konkretnych jednostek, pozostaje jednak wierny swemu zaangażowanemu kinu dokonującemu wiwisekcji całego birmańskiego społeczeństwa. O głównym bohaterze wiemy bowiem niewiele, nie znamy nawet jego imienia. Taka anonimowość podpowiada, że jest on metonimią całej zbiorowości, jednym z wielu nieszczęśników usiłujących – podobnie jak jego sąsiad czy przyjaciel – przeżyć kolejny dzień.

W optyce poprzednich realizacji – Powrotu do Birmy i Biednych ludzi – w ostatnim filmie Midiego Z nie zmieniają się konteksty, nie zmieniają się bohaterowie, w dużej mierze nie zmieniają się nawet twarze (Wang Shin-hong i Wu Ke-xi, odgrywający tutaj role centralnych postaci, to stali współpracownicy reżysera). W tym – iście autorskim – zamiłowaniu do opowiadania stale tej samej historii jest jednak coś, co nie pozwala znużyć się widzowi wiernie podążającemu za jego personalnym kinem.

Formując przez ostatnie lata osobistą perspektywę, Birmańczyk dojrzewa jako obserwator stojący za kamerą: z rozmysłem ogranicza pewne wykorzystywane wcześniej strategie na rzecz innych, staje się coraz bardziej świadomy filmowej struktury, wyostrza zmysł diagnostyczny, konsekwentnie unika moralizatorskiego tonu. O ten ostatni w kontekście relacjonowanego w Białej śmierci marazmu prawdopodobnie i tak byłoby niezwykle trudno.

Adam Cybulski

Biała śmierć

reżyseria: Midi Z

premiera: 8 lutego 2014 (świat)

produkcja: Birma, Tajwan

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.