Bobby the Unicorn

Ostatnio głośno zrobiło się o Darku Dąbrowskim, ukrywającym się pod wdzięcznym pseudonimem Bobby the Unicorn. Wśród ogólnego zamieszania znalazł chwilę, by podzielić się z nami swoimi ulubionymi filmami. Zajrzyjcie, jaie tytuły wymienił i dlaczego, na pewno pokryją się z Waszymy typami.

 

Quentin Tarantino – Pulp Fiction (1994)

Na pytanie o ulubione filmy ten tytuł padnie najczęściej. Lubię Tarantino – błyskotliwie i zawsze z klasą. Scena typowo męskiej rozmowy w aucie o burgerach wręcz kultowa, wszystkie dialogi zresztą też. Zdecydowanie film, który mnie nigdy nie nudzi, oglądany raz w miesiącu, pasujący na wolny wieczór – jakiś film Quentina. Ten lubię za układ wydarzeń i postać Wolfa, który rozwiązuje problemy z elegancją.

Woody Allen – Klątwa Skorpiona (2001)

Poza Quentinem jest też Woody Allen, lubię jego nowsze, europejskie filmy, na które chodzę regularnie. Jeżeli jednak mam typować które najbardziej, to jednak będą te już klasyczne pozycje: Koniec z Hollywood, Manhattan czy właśnie Klątwa Skorpiona. Dialogi, pomysły i specyficzny klimat Allena. Nie przepadam za jazzem, chyba że leci w filmach Woodiego, tam jest to nieodłączny element wyżej wspomnianego klimatu, a dobry film czy piosenka – klimat powinna posiadać.

Scott Sanders – Black Dynamite (2009)

Tam jest wszystko czego potrzeba do rozrywki, jest Czarny Dynamit, który zawsze ma motyw muzyczny na wejściu. Film z przymrużeniem oka, taki ukłon w stronę czarnych filmów akcji typu Shaft. Cały czas jesteśmy przekonani o zajebistości Black Dynamite – jest patos, jest zemsta. Sceny z alfonsami zawsze poprawiają mi humor. Perełka wśród filmów akcji, więcej takich filmów!

Quentin Tarantino – Django (2012)

Świetna historia, zwroty akcji, całkiem długi film, podobnie jak Pulp Fiction, mam wrażenie że to taka gangsterska opowieść w westernowym stylu. Nigdy bym nie pomyślał, że do kowbojów pasują rapsy. Soundtrack znakomity do samochodu, najlepiej zamiennie z soundtrackiem z Kill Billa. Klasa i już, dawno nic nie zrobiło na mnie takiego wrażenia.

Bernard Rose – Mr. Nice (2010)

Tematyka jak w Blow, ale po angielsku. Jesteśmy uczestnikami nielegalnych wydarzeń, słyszymy myśli Marksa, co dodaje napięcia. Ciekawa sprawa i szacunek za brak przemocy w całym filmie mimo tematyki – okazuje się że nie musi to mieć z przemocą nic wspólnego. Wygrywa tym z historią Deppa. Wszyscy są zwykłymi ludźmi, takie jest moje przemyślenie.

Olaf Lubaszenko – Chłopaki nie płaczą (2000)

Tematyka bez zmian, tutaj nie po amerykańsku, nie po angielsku. Polska poważna gangsterka, koko dżambo, mistrzowski Czarek Pazura.. Przeprowadzałem rozmowy ze znajomymi jaki film puścili by rówieśnikowi z zagranicy, aby był klasyk i było miło. To jest mój typ, lekki przyjemny film, laska jako obraz młodego pokolenia, pierwsze co mi przychodzi na myśl na hasło : polska komedia. Poziom współczesny to żałosne i naiwne produkty promowane przez sponsorów, większość co zabawne ma ten sam layout plakatu, białe tło i bohaterzy. plus logo prywatnej stacji która dała hajs. Całe szczęście, że mamy filmy Barei, kreacje takie jak Kiler, czy dar przekonywania panów Stuhr.

Kolejna odsłona cyku 14 listopada.

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.