Body. Istota zatrzymania

W internetowych bazach znajdziemy co najmniej kilkanaście filmów zatytułowanych Still Life. Liczba Martwych natur wśród krótkich metraży idzie pewnie w setki. Łatwo w tym tłumie przeoczyć perełkę. Film Zatrzymane życie, bo tak brzmi wyjątkowo trafnie przetłumaczony polski tytuł festiwalowy Still Life Uberto Pasoliniego, jest jak jego bohater – skromny i wspaniały, choć niewielu o tym wie. 

 

John May (kapitalny Eddie Marsan), cichy człowieczek z aktówką, to londyński urzędnik, którego zadaniem jest poszukiwanie krewnych osób zmarłych w samotności i zapomnieniu. May podchodzi do swojej pracy bardzo skrupulatnie: prowadzi akta wszystkich spraw i uporządkowane archiwum, niczym detektyw zbiera ślady, które mogłyby pomóc w odnalezieniu bliskich zmarłego. Niełatwo się poddaje, choć ci, z którymi, często po długotrwałych poszukiwaniach, udaje mu się skontaktować, najczęściej odsuwają niechcianą śmierć jak najdalej od siebie i nie chcą uczestniczyć w ceremonii pogrzebowej. Gdy wszystkie sposoby zawiodą, May jako jedyny żałobnik towarzyszy w ostatniej podróży  dobiera muzykę, pisze mowę pogrzebową i wygłasza ją w pustych murach kościoła.

Pogrzeby są dla żywych. Nie ma pogrzebów – nie ma smutku, nie ma łez – tłumaczy mu arogancki przełożony, by w imię oszczędności i restrukturyzacji zlikwidować po 22 latach nierentowne stanowisko Maya. Zanim odejdzie, urzędnik postanawia za wszelką cenę doprowadzić do końca sprawę, którą los zesłał mu tego samego dnia. Nieboszczyk, alkoholik Billy Stoke, sąsiadował z nim okno w okno. May dostaje od dobrodusznego szefa trzy dni na dokończenie pracy.

Eddie Marsan, kojarzony z kinem Mike’a Leigh, jest na ogół gwiazdą drugiego planu. To wspaniały aktor charakterystyczny, wcielający się w role podejrzanych, małomównych i groźnych mężczyzn – od impulsywnego, balansującego na granicy furii instruktora jazdy w Happy-Go-Lucky (2008), przez aroganckiego Inspektora Lestrade’a w Sherlocku Holmesie (2009, 2011), po metodycznego porywacza w Uprowadzonej Alice Creed(2009).

Rola w Zatrzymanym życiu udowadnia, jak wszechstronnym i niedocenianym aktorem jest Marsan. Jego rzeźbiona w smutku twarz promienieje empatią, cichą pokorą wobec ludzkiego życia i śmierci. Pedantyczność, którą zwykliśmy kojarzyć z zimną, biurokratyczną machiną, aktor czyni paradoksalnym źródłem zrozumienia drugiego człowieka. Mały mężczyzna z teczką właśnie dzięki swoim obowiązkom wykonywanym z urzędniczym pietyzmem ma czas, by zatrzymać się, gdy wszyscy wokół biegną. Podróż, w którą wyrusza, przemienia go w delikatny, naturalny sposób. May pozostaje ekstremalnie systematyczny (np. zawsze obiera jabłko w jednej, nieprzerwanej skórce)  to część jego natury  ale pozwala sobie na małe zmiany kursu. Uczy się czerpania przyjemności z drobiazgów, na które wcześniej nie miał czasu, np. z gorącej czekolady czy ciastka. By dotrzeć do zamierzonego celu, nie boi się złamać urzędniczych reguł.

Alkoholik, którego bliskich May próbuje odnaleźć i którego historię życia poznaje w miarę poszukiwań, to nikt szczególny. Zatrzymane życie nie jest rzewną historią odkrywania pokrytej kurzem barwnej przeszłości. Film Pasoliniego jest w tym wyborze głęboko ludzki. Czyni bohaterami ludzi zwykłych, przeciętnych, otwiera się na autentyczność tak, jak robi to np. Erratum Marka Lechkiego czy filmy braci Dardenne. W filmie jest także miejsce na delikatny humor, podobne nuty dotyczące cielesności i duchowości, jakie w bardziej ironicznej odsłonie mogliśmy oglądać ostatnio w Body/Ciele Małgorzaty Szumowskiej.

Statyczne, symetryczne kadry, melancholijny kolor błękitu i delikatna muzyka składają się na opowieść o palimpseście rzeczywistości, na którym zapisuje się ludzka obecność. W jednej z pierwszych scen główny bohater, rozglądając się po mieszkaniu zmarłej, zagląda do łazienki. Na półce stoi otwarte pudełeczko z kremem, May przygląda mu się uważnie. W kremie widać wgłębienie po palcach – ulotny ślad życia, które zgasło. Śladem w kremie są także zdjęcia znalezione w pustych domach, które May dołącza do akt, a gdy sprawa nie znajdzie rozwiązania, zabiera do domu i wkłada do wielkiego niebieskiego albumu.

Z jego kart, w kluczowej dla filmu scenie, patrzy na nas wielka rodzina zapomnianych; dziesiątki oczu: młodych, starych, radosnych i smutnych. Roland Barthes w Świetle obrazu. Uwagach o fotografii, osobistej książce, w której próbował rozgryźć zagadkę najważniejszych dla siebie fotografii, pisał: Choć zdjęcie może być czymś nowoczesnym, włączonym w naszą najbardziej palącą codzienność, to jednak będzie w nim tajemniczy punkt nieaktualności, dziwny zastój, zasadnicza istota ZATRZYMANIA (…) Co zapadnie się w nicość wraz z tym zdjęciem, które żółknie, blednie, zaciera się i pewnego dnia zostanie wyrzucone na śmietnik (…) po mojej śmierci? (…) Patrzę na jedyne zdjęcie, na którym są razem mój ojciec i moja matka – i myślę: ta miłość jest jak skarb znikający na zawsze. Z chwilą bowiem, gdy mnie już nie będzie, nikt o niej nie zaświadczy: pozostanie tylko obojętna Natura*. Zatrzymane życie wymyka się z tego zaklętego kręgu przemijania. Ocalenie przed pustką jest możliwe być może wystarczy irracjonalna dobroć i wrażliwość jednego człowieczka z teczką. 

*R. Barthes, Światło obrazu. Uwagi o fotografii, s. 162 – 167

Krystian Buczek

Zatrzymane życie

reżyseria: Uberto Pasolini

premiera: 3 września 2013 (świat)

produkcja: Wielka Brytania, Włochy

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.