Boiler Room & Ballentine’s Stay True Journeys w Warszawie – relacja

Boiler Room po raz trzeci zawitał do Polski. Kolejna edycja nietypowego wydarzenia odbyła się w Warszawskiej Szkole Filmowej 13 listopada.

 

Boiler Room to impreza, która w zawrotnym tempie zrobiła karierę na całym świecie. Zrodzona w Londynie w 2010 roku poprzez współpracę Blaise’a Bellville’a, Thristiana Richardsa i Femi Adeyemiego przy nagrywaniu mixtape’u dla internetowego magazynu transmitowanego on-line, przerodziła się w serię koncertów muzyki elektronicznej mających na celu bezpośredni kontakt publiczności z artystami. No i kawał bezpretensjonalnej zabawy. Boiler Room zdążył już odwiedzić największe światowe stolice podbijając serca fanów między innymi w Japoni, Holandii, Niemczech, Wielkiej Brytanii i Moskwie. Pierwsza polska edycja miała miejsce w tym roku pod koniec maja w Krakowie i Warszawie. Po wakacjach wróciła już tylko do stolicy.

Wśród artystów, oprócz rodzimych Rebeki, Maćka Sienkiewicza, Piotra Bejnara, Teielte, DJa Mo i Władysława Komendarka, znalazł się holenderski producent Legowelt. Artysta wystąpił na samym końcu imprezy, świetnie spajając wszystkie poprzednie występy. Zaprezentował subtelny set łączący nowe ze starym, zestawiając ze sobą miękkie, dźwięczne bity popularne we współczesnych elektronicznych rozgłośniach radiowych z samplami klawiszy rodem z lat 90. i wokalami z pierwszych nagrań techno. Wcześniejszym występom nie można natomiast odmówić równie świetnej jakości, brakowało w nich jednak takiego poziomu zróżnicowania muzycznego jak u zagranicznego gościa. Bardzo dobry koncert dała Rebeka, która przełamała nieco piosenkową formę swoich występów świetnie wpasowując się w formułę dłuższych, konkretnych setów Stay True Poland. Wszystkie występy można obejrzeć lub pobrać w formie audio na www.boilerroom.tv.

Boiler Room to niezaprzeczalnie impreza z ogromnym potencjałem. Najciekawsi artyści polskiej sceny elektronicznej, zagraniczne gwiazdy, wejście tylko z zaproszeniem, przewodnictwo marki Ballantine’s oraz chmura tajemnicy, w której utrzymywane było całe wydarzenie – to wszystko spowodowało, że Stay True Journeys w listopadowym kalendarzu warszawskich imprez stanowiło wyjątkowo mocny punkt. Niestety muszę zaznaczyć, że niektóre z tych możliwości nie zostały odpowiednio wykorzystane. Lokalizacja imprezy w hallu Warszawskiej Szkoły Filmowej nie do końca spełniła założenia wydarzeń spod znaku Boiler Roomu. Scena umiejscowiona w tradycyjnym miejscu stworzyła naturalny dystans artyści-publiczność, złamany dopiero około 1:00 w nocy przez Władysława Komendarka, wokół którego ciasno zgromadzili się słuchacze i nieco wcześniej przez Piotra Bejnara, najpierw tańczącego razem ze swoją publicznością, a potem proponującego dźwięki na stojąco ze stołu DJ-skiego. Właśnie wtedy można było pochylić się nad konsoletą, zaglądać muzykowi przez ramię i łapać z nim bezpośredni kontakt. Wcześniej bowiem atmosfera była co najwyżej letnia – oprócz świetnego setu Rebeki, poszczególne występy nie wzbudzały aż takiego zainteresowania, a na innowacyjność koncertów trudno było liczyć właśnie przez zastosowanie tradycyjnej formy organizacji przestrzeni. Goście zdecydowanie bardziej skupili się na korzystaniu z okazji do darmowych drinków i pogawędek we własnym gronie. Listopadowa edycja Boiler Room w Warszawie rozpaliła zatem apetyty i nadzieje, na samej imprezie emocjonalnie się jednak nie zagotowało.

tekst: Alicja Cieloch, zdjęcia: Teodor Klincewicz

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.