Boxer a smrt’

W sobotę 21 października dotarła do nas bardzo smutna wiadomość. Zmarł Peter Solan, wybitny słowacki reżyser. Był autorem budzącej moralny niepokój Sprawy Barnaby Kosa, eksperymentalnego i odważnego jak na ówczesne standardy czechosłowackiej cenzury Zanim skończy się ta noc (obraz był na indeksie przez osiem lat) czy wreszcie chyba najbardziej popularnego u naszych południowych sąsiadów Boksera i śmierci. Właśnie temu ostatniemu filmowi poświęcona jest dzisiejsza rekomendacja.

 

Choć dzieło zostało nakręcone w 1962 roku, to przez cztery lata nie mogło być szeroko dystrybuowane. Powodem były ograniczenia nałożone przez cenzurę, z którą Solanowi wielokrotnie przychodziło się zmagać. Wynikało to przede wszystkim z niejednoznaczności jego filmów. Reżyser stawiał pytania natury etycznej, jak w przypadku Boksera i śmierci, czy wprost wykpiwał absurdy życia w autorytarnej socjalistycznej rzeczywistości, np. w Sprawie Barnaby Kosa. Nic dziwnego, że podczas ostatniego Kina na Granicy retrospektywa filmów Solana, w poprzednim ustroju obłożonych cenzurą, cieszyła się bardzo dużym i zasłużonym powodzeniem.

Bokser i śmierć został nakręcony na podstawie opowiadania Józefa Hena pod tym samym tytułem. Adaptacja jest równie wciągająca i płynna jak teksty polskiego prozaika. Jest to zasługa m.in. samego Hena, który napisał scenariusz wraz z Solanem i jego wieloletnim współpracownikiem Tiborem Vichtą. Film opiera się na specyficznej relacji kat – ofiara, dopuszczającej możliwość współzawodnictwa w ramach… pojedynku bokserskiego. Kraft, komendant obozu koncentracyjnego, przed wojną był zawodowym pięściarzem. Trudno powiedzieć czy jest wierzącym nazistą, nie jest to zresztą szczególnie ważne. Choć chce żeby wojna jak najszybciej się zakończyła, aby mógł wrócić na ring, i definiuje siebie przede wszystkim jako boksera, to nie waha się z zimną krwią strzelić do więźnia. Pewnego dnia do lagru zostają doprowadzeni niedoszli uciekinierzy. W stronę jednego z nich Kraft wyprowadza dwa ciosy. Więzień unika obu.

Ten więzień to Jan Kominek, przed wojną również bokser. Komendant spogląda na niego jeżeli nie z rodzajem uznania, to chociaż jak na potencjalnego współzawodnika. Scena jest na tyle wymowna, że w uchu niejednego widza może zadźwięczeć: Pan jest szczeniak, ale pan mi się podoba, czyli słowa, które padają w Nożu w wodzie przed zabraniem młodego chłopaka na pokład żaglówki. Komendant też zabiera Kominka – zwalnia z morderczej pracy, odkarmia oraz umożliwia treningi. I choć będzie twierdził, że pozostaje on więźniem takim samym jak każdy inny, to rzecz będzie miała się zgoła inaczej – Kominek zostanie rywalem. Relacja między tymi bohaterami z oczywistych względów jest nieporównywalnie bardziej dysproporcjonalna niż we wspomnianym filmie Polańskiego. Mimo to więzień podczas kolejnych walk stopniowo będzie nabierał pewności siebie, przechodząc od całkowitej bierności, przez drobne afronty, po coraz bardziej zuchwałe poczynania. W filmie można odczuć atawistycznego ducha walki czy współzawodnictwa, który tak znakomicie uchwycił Polański. Przecież ring bokserski jest najbardziej naturalną sceną dla ukazania tego rodzaju zmagań. Nie przypadkiem w Nożu w wodzie radio nadaje transmisję właśnie z pojedynku pięściarskiego.

Bokser i śmierć to poczet świetnie nakreślonych postaci. Poza głównym bohaterami, szczególną uwagę przyciąga Holder. Jest podłym, sadystycznym esesmanem, który z cynicznym uśmieszkiem znęca się nad więźniami. Pełen samozadowolenia i przemądrzały dorobił się u komendanta opinii dupka, który nie ma pojęcia o co chodzi w boksie. Holder jest jednak inteligentny, np. analizuje nastroje wśród więźniów, na których pozytywnie może wpływać to, że jeden z nich sparuje z komendantem. Nie znalazłem informacji, czy Quentin Tarantino tworząc niezapomnianą postać Landy z Bękartów wojny, inspirował się Holderem, ale gdyby przepuścić bohatera z filmu Solana przez popkulturowy filtr rodem z obrazów Amerykanina to można by otrzymać właśnie postać mistrzowsko zagraną przez Christopha Waltza. Na przeciwnym biegunie tego szwarccharakteru sytuuje się Węźlak – polski więzień w podeszłym wieku, pochodzący z podwarszawskiej wówczas Woli. Były pięściarz i solidny pedagog, pasjonat tego sportu. Z wielką przyjemnością ogląda się tę postać, a szczególnie wspólne rozmowy z Kominkiem – stary koneser pięściarstwa mówi po polsku, a bokser po słowacku. Rozumieją się znakomicie.

Właśnie w relacjach z innymi więźniami spoczywa chyba największa wartość tego filmu. Początkowo główny bohater jest postrzegany jako zdrajca. W końcu nie chodzi do pracy, dostaje dodatkowe jedzenie, jest chroniony” przez kapo – na pierwszy rzut oka wnioski wydają się oczywiste. Kominek do czasu wyjścia prawdy na jaw odczuwa nieznośną presję. Następnie nawiedzają go wyrzuty sumienia. Przecież wiedzie mu się względnie dobrze w samym środku piekła. Ostatnia scena jest zgrabnie rozegraną, bardzo gorzką kwintesencją tego wątku. Sprawia, że film zapada w pamięć.

Oby na tak długo jak twórczość Petera Solana, słowackiego mistrza kina.

                                                                        Peter Solan (25.04.1929 – 21.09.2013)

Bartosz Marzec

Bokser i śmierć”

reżyseria: Peter Solan

premiera: 12 kwietnia 1963 (świat)

produkcja: Czechosłowacja
                                                                                                                                           
 

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.