Chińska cytra i awangardowa estetyka

Odkrywanie muzycznych aktywności Johna Zorna to zajęcie, które prawdopodobnie nie ma końca. Od lat kontynuuję poszukiwania w tym kierunku, robiąc to z niemałą determinacją i ogromną przyjemnością. Jakiś czas temu natrafiłem na pewną notkę prasową, w której Zorn komplementował muzykę znajdującą się na albumie chińskiej artystki Wu Fei, używając do tego przymiotników: uduchowiona, niezwykła, potężna. Komentarz dotyczył albumu z roku 2007 zatytułowanego A Distant Youth. Zaledwie rok później Chinka opublikowała pod skrzydłami Tzadik Records album Yuan. Nie był to jej debiut w wytwórni Zorna, bowiem już wcześniej pojawiała się gościnnie na płytach innych artystów. Gust amerykańskiego saksofonisty zawsze był mi bliski, podobnie jak trafność, z jaką od lat dobiera sobie muzyków i współtwórców rozmaitych projektów. Także i w tym przypadku nie czuję się rozczarowany, a wręcz przeciwnie.

 

ShervinLainez

Idealizm Zhuangzi

Wu Fei urodziła się i wychowała w Pekinie, gdzie nauczyła się gry na tradycyjnym chińskim instrumencie strunowym guzheng. Dwudziestojednostrunowa cytra do dziś stanowi podstawę wszelkich kompozycji artystki, a dopełniającym jej twórczość elementem jest głos, którego barwa w naturalny sposób zakorzeniona jest w tradycjach wschodnich. Kompozytorka nie ucieka od korzeni – na poziomie pewnej fizyczności i pierwotnej struktury kompozycji jest to niemożliwe, jednak, jak sama podkreśla w wywiadach, to, co stanowi o prawdziwym charakterze jej muzyki, narodziło się na etapie poznawania kolejnych zachodnich kultur. Muzyczne wykształcenie zdobyte w rodzinnym mieście niespecjalnie wpłynęło na jej wrażliwość czy estetykę. W roku 2000 Wu Fei wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych i rozpoczęła naukę kompozycji na uniwersytecie Mills w San Francisco. Kluczem do dalszego rozwoju stała się otwartość na wpływy współczesnej awangardy i nowojorskiej sceny jazzowej, w które to wprowadził ją Fred Frith. Pochodzący z Wielkiej Brytanii kompozytor w sposób naturalny stał się dla młodej, poszukującej Fei przedłużeniem marzeń o twórczym idealizmie, w którym wychowała się dzięki filozofii chińskiego myśliciela Zhuangzi. Mieszkając w Pekinie i od lat dziecięcych pobierając tradycyjne lekcje gry na instrumencie tęskniła za większą swobodą, rozmyślała o społecznej i duchowej wolności, o której tak entuzjastycznie pisał Mistrz Zhuangzi.

Ephemerals-Festival-26_Jérôme-Pierson

Czerpiąc z Ameryki

Dziesięć lat pobytu w USA miało ogromny wpływ na to, kim jestem, a co za tym idzie, także na moją muzykę. To był czas, dzięki któremu dowiedziałam się więcej o sobie i znalazłam własną drogę. Każdy aspekt mojego życia wpłynął na moją twórczość. Zdobywanie przyjaciół, szkoła, praca, nieustanna nauka, a także to, że zmieniłam reguły dotyczące mojej diety, spowodowało, że zaczęłam żyć w sposób niezależny. – tak Fei wspomina dekadę spędzoną w Stanach i definiuje, czym dla niej jest niezależność. W podobny, bardzo otwarty sposób podchodzi do kolejnych kolaboracji i współpracy z nowymi muzykami. Mimo że w pewien sposób ogranicza ją cytra, poszukuje jednak świeżych form wyrazu, poddaje się wpływowi czasu i miejsca, coraz więcej energii poświęca na koncertowanie i podróże. Uczy się nowych kultur, ale pisząc kompozycje czy też improwizując nie stara się dążyć do równoważenia wpływów wschodnich i zachodnich, postawienie znaku równości – pomiędzy chińskim, tradycyjnym fundamentem a współczesną awangardą – absolutnie nie jest jej założeniem. Wsłuchując się w dotychczasowe projekty Azjatki, znajdziemy potwierdzenie tego właśnie kierunku. W 2007 roku wraz z zespołem The Book Of Knots uczestniczyła w sesji nagraniowej do albumu Traineater, gdzie przesycone mocnymi gitarami kompozycje z jednej strony nie tracą bluesowego charakteru, z drugiej natomiast podążają w świadomym i bardzo pretensjonalnym kierunku. Mamy gościnny udział Toma Waitsa, długie czytane wokale i bardzo dużo ekstraktu z amerykańskiej kultury, a w tym wszystkim odnajdujemy szarpane struny guzheng. Fascynacja Ameryką to również ostatni solowy album Abigail Washburn z roku 2011, na którym Wu Fei zaznaczyła swoje zdecydowanie łagodniejsze oblicze. Konsekwentnie udowodniła, że im bardziej świadomie podejdziemy do wartościowania i precyzyjnego odmierzania wpływów historycznych naleciałości w muzyce współczesnej, tym bardziej brniemy w zaułek bez wyjścia. Chińska cytra wspaniale wtapia się w songwriting spod znaku amerykańskiego country czy tradycyjnego folku. Takich melodii na krążku City of Refuge jest całe mnóstwo, a ich lekkość podkreśla w równomiernym stopniu cytra Fei, jak i partie dulcimera, skrzypiec czy wiolonczeli.

Poszukiwanie nowych mentorów

Nazwisko Johna Zorna przewija się w działalności Fei wielokrotnie. W pewnym momencie stał się dla niej mentorem, współpracownikiem i wydawcą w jednym. To także dzięki niemu doszło do nagrania albumu z kalifornijskim gitarzystą Gyanem Riley’em. Wspólny projekt – nazwany Pluck – angażuje słuchacza od początku do końca w sposób kontemplacyjny, kompozycje na gitarę i chińską cytrę są stonowane i pełne wdzięku. Nawiązują do hiszpańskiego temperamentu, a momentami nawet do prostych etiud Leo Brouwera. Mimo że ze wspólnym materiałem artyści koncertowali głownie w Ameryce, to album Pluck jest pierwszym krokiem Azjatki wykraczającym poza muzyczne poszukiwania w obrębie słonecznej Kalifornii i jazzowych klubów Nowego Jorku. Aktywność ta zbiegła się także w czasie z kilkoma powrotami Wu Fei do rodzinnego kraju i zaangażowaniem w tamtejszą scenę niezależną. W wywiadach zdarzało jej się podkreślać, że w sporej części przypadków artystyczne działania młodych Chińczyków nie niosą ze sobą wystarczającej treści. Do tego dochodzi ograniczenie wolności słowa i wciąż gloryfikowana w Państwie Środka muzyka tradycyjna. Dostrzeżenie tych problemów to w dużej mierze zasługa obcowania z kulturą zachodnią i rozsmakowanie w przywilejach płynących z niezależności. Z zainteresowaniem czekam na kolejny artystyczny i – o czym jestem przekonany – dojrzały krok Wu Fei. Być może będzie to trzeci solowy album, tym razem śmiało wybijający ją ponad amerykańską poprzeczkę.

Adam Mańkowski

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.