Co innego rodzi namiętność, co innego rozum

Jakiś czas temu oglądałam w Teatrze Narodowym w Warszawie Kobietę z zapałkami. W spektaklu Aleksandry Koniecznej analizujemy zbrodnię dokonaną przez zniewoloną kobietę, przyglądamy się szaleństwu namiętności, wybuchom emocji ukrytym w hiszpańskim, upalnym mieszkaniu. I pomimo wspaniałej obsady – w roli głównej Magdalena Cielecka – spektakl zupełnie nie działa, wszystko wydaje się jakieś obce, dalekie, a widz wychodzi z teatru bez szwanku. To czego tam zabrakło – odnajdujemy aż w nadmiarze w nowej premierze Teatru Nowego Dom Bernardy Alba.

 

Tytułowa Bernarda (Antonina Choroszy) właśnie pochowała męża. Despotyczna, zaborcza, zimna i oschła zamyka swoje pięć córek przed światem uniemożliwając im kontakt z kimkolwiek i zmuszając do godnego przeżywania żałoby, bowiem tak czczono pamięć mojego ojca, ojca mojego ojca i jego dziadka!. Ale starzejące się córki desperacko pragną miłości, wolności, zakosztowania życia, obcowania z mężczyzną. Zamknięte w domu, skazane tylko na własne towarzystwo powoli wpadają w szaleństwo. W spektaklu Magdaleny Miklasz wszystko rozwija się powoli, zaczyna spokojnie, by następnie osiągnąć swoje ekstremum; przechodzi ze śmiechu w płacz i z namiętności w namiętność. Przedstawienie rozpoczyna się długą, cichą, spokojną sceną żałoby, by powoli, krok po kroku, drapieżnie jak we flamenco, dać się ponieść emocjom, szaleństwie i namiętnosciom.

A wszystko za sprawą Pepe Romano, który zaręcza się z najstarszą, 39-letnią córką Bernardy – Angustias (Edyta Łukaszewska). Wydarzenie to budzi w jej siostrach od dawna skrywane lęki i pragnienia. Każda z nich pragnie bowiem zostać zauważona, doceniona, pokochana. Magdalena (Dorota Abbe), z pozoru najrozsądniejsza z sióstr, jednak pełna jadu i złośliwości, w samotności zwalcza kolejne oznaki kobiecości – ciasno bandażuje piersi pragnąc by zupełnie znikły, porusza się i mówi jak mężczyzna. Amelia (Justyna Pawlicka-Hamade) wije się po scenie, wierzga, kopie, gryzie w tęsknocie za prawdziwym uczuciem. Martirio (Julia Rybakowska) – wiecznie naburmuszona, traktowana przez rodzinę jak popychadało, próbuje na wszelkie sposoby zapomnieć o utraconej w przeszłości miłości. Adela (Anna Mierzwa), wydaje się być jedyną, która jeszcze nie straciła nadziei, wesoło i promiennie przechadza sie po scenie w kolorowych sukienkach, w rzeczywistości uwodzi narzeczonego siostry. Sama Angustias, zdecydowanie zbyt infantylna jak na swój wiek, okłamuje samą siebie, że Pepe Romano żeni sie z nią z miłości, odrzuca jakiekolwiek wrogie myśli i spostrzeżenia, boi się niechęci ze strony sióstr.

Obok nich spotykamy jeszcze dwie osobliwe postacie. Poncja (Małgorzata Łodej-Stachowiak), czyli służąca na specjalnych prawach. Sama siebie uważa za przyjaciółkę Bernardy, jest jakby powiewem świeżości w jej domu. Przynosi wieści z miasta, gada jak najęta, energiczna, dynamiczna, dobrze kontrastuje z wiecznie niezdecydowanymi, zmęczonymi życiem siostrami. Oraz Ana Sol (Michał Kocurek), tajemnicza, nie wypowiada na scenie ani słowa, wydaje się być jedyną ostoją i ulgą Bernardy, tylko przed nią kobieta może się otworzyć czy okazać trochę czułości.
Jest jeszcze Maria Josefa (Sława Kwaśniewska) – chora psychicznie matka Bernardy, zamykana przez nią w pokoju i wypuszczana tylko od czasu do czasu, by w amoku przebiec się po scenie, mówiąc coś o niemowlęciu i kochanku nad morzem, i skutecznie wbić szpilę swoim wnuczkom pytaniami o męża i potmostwo.

W tej atmosferze wiecznego napięcia, hiszpańskiego upału, wymagań i ograniczeń stawianych przez Bernardę, jej córki desperacko walczą o przetrwanie. Próbują między sobą wszystkiego czego powinny były spróbować w życiu z mężczyznami. Kochają się, ale jednocześnie potrafią sobie dać w twarz, kłócą się i godzą, wystukują o scenę coraz bardziej energicznie rytmy flamenco, a wraz z ich intensywnością, rośnie i emocjonalność w nich samych. Wybuchają jak gejzery, coraz bardziej intensywnie i coraz mocniej, by dojść do swych granic, szczytów, ekstremum.

Magdalenie Miklasz perfekcyjnie udało się obnażenie emocji namiętności, tak ważnych w sztukach Federico Lorki. Reżyseka skoncetrowała się na grze aktorskiej, bez zbędnych dodatków w postaci rozbudowanej scenografii czy multimediów – całość akcji dzieje się na środku urządzonej skromnie sceny, po bokach odnajdujemy przeszklone pokoje córek, jedyne miejsca, w których przeżyć mogą intymne chwile samotności, żywy element stanowi drgająca przy każdym ruchu ściana z kolorowych wstążek, potęgująca wrażenie niepokoju i napięcia. To co wychodzi jednak na pierwszy plan w czasie oglądania Domu Bernardy Alba to doskonałość i profesjonalizm żeńskiej części teatru nowego. Anotnina Choroszy po raz kolejny pokazuje najwyższą aktorską klasę, Małgorzata Łodej-Stachowiak pokazuje swoje zupełnie nowe, komediowe oblicze, Sława Kwaśniewska wspaniałą rolą świętuje 65-lecie swojej pracy artystycznej, na uwagę zasługuje również drobny, ale wyrazisty epizod w wykonaniu Bożeny Borowskiej-Kropielnickiej jako Pani Prudencji. Również młodsza część teatralnego zespołu nie zawodzi – Anna Mierzwa, Julia Rybakowska, Justyna Pawlicka-Hamade – zachwycają i czarują widza, Dorota Abbe – momentami śmieszy do łez, po to by za chwilę wprawić w osłupienie, denerwować może jedynie zbytnia, jakby przegrana infantylność Edyty Łukaszewskiej, dochodzi się jednak po chwili do wniosku, że to właśnie specyfika Angustias. I wyróżniający się na tym tle Michał Kocurek, milczący, ale przy tym wyrazisty i zupełnie przekonujący w nowej roli kobiety.
To wszystko sprawia, że widz doznaje i odczytuje emocje płynące ze sceny na tyle intensywnie, że po dwuipółgodzinnym spektaklu czuje się tak zmęczony, jak gdyby sam przeżywał to co bohaterowie Lorki.

Dom Bernardy Alba udowadnia, że teatr namiętności nie ginie, i wciąż jest w tym temacie coś do powiedzenia i zaprezentowania. Pokazuje, że nie potrzeba wielkich multimediów, efektów, rozbudowanych scenografii, by trafić i przekonać do siebie publiczność. Potrzeba jedynie sprawnej reżyserskiej ręki, która w subtelny sposób prowadzić będzie widza i aktora od śmiechu do łez, od emocji do emocji. I udowodni, że warto wystawiać i oglądać ponadczasową klasykę.

Joanna Sobocińska

DOM BERNARDY ALBA
TEATR NOWY IM. TADEUSZA ŁOMNICKIEGO W POZNANIU

Przekład: Zofia Szleyen
Reżyseria: Magdalena Miklasz
Dramaturgia: Marcin Bartnikowski
Scenografia i kostiumy: Dominika Błaszczyk
Muzyka: Anna Stela
Obsada: Dorota Abbe, Bożena Borowska-Kropielnicka, Antonina Choroszy, Sława Kwaśniewska, Małgorzata Łodej-Stachowiak, Edyta Łukaszewska, Justyna Pawlicka-Hamade, Julia Rybakowska, Michał Kocurek

zdjęcia: oficjalny profil Teatru Nowego w Poznaniu na Facebooku

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.