Codziennik

Lauda - GenninLauda – Gennin (2016) Latarnia Records
f
Kiedy artysta decyduje się na muzyczną interpretację własnego dnia codziennego, to do współpracy zaprosić powinien osobę, z którą ten zwyczajny rytm dnia dzieli. Z tego założenia wyszedł Błażej Król i wraz z małżonką postanowił zilustrować dźwiękiem miejsce, w którym od lat mieszkają. Cały materiał nagrano w domowym zaciszu. Momentami jest intymnie, pojawiają się bardzo naturalne zapożyczenia ze świata przyrody (intensywnie cykające świerszcze), jednak zasadniczy charakter albumu nakreśla nie polska prowincja, lecz zachodnie inspiracje. Wśród nich zarówno te bliższe – kojarzące się z berlińskim studiem Space Mastering, jak i te odleglejsze, przywodzące na myśl dokonania Benjamina Wynna pod szyldem Deru.  

 

Jenin (dawna, niemiecka nazwa Gennin) to wieś w województwie lubuskim, o długiej historii sięgającej nawet X wieku. Miejsce jak wiele innych, niewyróżniające się, idealne dla outsiderów ceniących sobie spokój. Otoczka towarzysząca promocji albumu sugeruje, że Iwona i Błażej Król odkrywają przed słuchaczami odrobinę swojego azylu. Okładka autorstwa Przemysława Jankowiaka roztacza aurę nieoczywistości – mglisty krajobraz na zdjęciu to zaledwie kadr, uchwycona chwila, ale to właśnie z takich chwil duet Lauda buduje cały muzyczny przekaz. Tytuły poszczególnych kompozycji będące zapisem konkretnego czasu to także momenty – minuty i godziny – a w domyśle towarzyszące im czynności. Minimalistyczne syntezatorowe plamy i drobne sample układają się w niespieszny rytm dnia. Kroki, które słyszymy w 5:40 otwierają wczesny poranek spacerem, a dronowa pustka rozdarta szczekaniem psa w 23:59 wieńczy dzień i pozostawia mieszkańców w objęciach nocy. Bez wątpienia każdy kolejny dzień wygląda podobnie, jest rytuałem wpisanym w granice czasu i miejsca.

Błażej Król, w chwilach pomiędzy działalnością UL/KR i swoją własną solową przygodą, udowadniał już, że chętnie realizuje się także w projektach pobocznych. Niszowe stylistyki eksplorował chociażby przy okazji albumu Jedwabnik stworzonego w kolektywie Dwutysięczny. Tym razem niczego udowadniać nie musi, jest na swoim podwórku i wraz z żoną interpretuje własną przestrzeń. Nawiązuje do elektronicznych inspiracji, które zapewne kształtowały jego wrażliwość wiele lat temu. Nie śpieszy się, bo nie ma takiej potrzeby. Zaledwie 23-minutowy album snuje się powoli i opada gęstą mgłą na okolicznych łąkach. Król zbiera siły i oddaje w nasze ręce niezwykle osobisty materiał. 

Adam Mańkowski

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.