Czasem trzeba zrezygnować z marzeń. Rozmowa z Dang Di Phanem

Pokazywany na 9. Festiwalu Filmowym Pięć Smaków Ojciec, syn i inne historie opowiada o Wietnamie przełomu XX i XXI wieku. Jego bohaterami są młodzi ludzie, których ambicje zderzają się z rzeczywistością ekonomicznego kryzysu. Z reżyserem filmu, Dang Di Phanem, rozmawialiśmy przy okazji tegorocznego festiwalu w Berlinie, gdzie miał on swoją światową premierę i walczył o Złotego Niedźwiedzia.

 

Chyba najbardziej zaskakującym motywem w pana filmie jest sterylizacja, jakiej poddaje się część bohaterów w zamian za obiecywane przez władze korzyści materialne. Czy takie rzeczy faktycznie miały miejsce?

Tak, film jest oparty na prawdziwej historii, która miała miejsce 18 lat temu w Wietnamie. To czas eksplozji demograficznej, ale też kryzysu ekonomicznego. Ze względu na duże bezrobocie niektórzy ludzie zgadzali się na sterylizację, za co można było otrzymać od władz pieniądze. Robili to nielegalnie, zdobywając fałszywe certyfikaty, ponieważ rząd wymagał, by każda osoba, która zgłosi się do operacji, miała już przynajmniej dwójkę dzieci.

Jaki był tego efekt, czy udało się w ten sposób ograniczyć przyrost ludności?

Nie, taka kampania nie mogła być skuteczna. Tak naprawdę kwestia reprodukcji dotyczy głównie kobiet i działania mające na celu kontrolę przyrostu naturalnego powinny być skierowane przede wszystkim do nich. Tymczasem skupiono się na sterylizacji mężczyzn, co nie zyskało popularności. Dzisiaj wzrost populacji zwalnia, ale jest to raczej związane z poprawiającą się sytuacją ekonomiczną niż z działaniami rządu. Ludzie stali się bardziej cywilizowani i zrozumieli, że więcej dzieci oznacza większy ciężar dla rodziny.

Dlaczego zdecydował się pan na zrobienie filmu poruszającego ten temat, skoro dziś nie jest to już problemem? Czy sama historia wydała się panu interesująca, czy może chciał pan powiedzieć o czymś, o czym wcześniej w Wietnamie się nie mówiło?

Sterylizacja nie jest tak naprawdę głównym wątkiem filmu, to nie wystarczyłoby do stworzenia odpowiedniego napięcia dramatycznego. Ojciec, syn i inne historie opowiada przede wszystkim o ludziach i ich problemach w tamtych czasach. Często byli oni zmuszani do robienia rozmaitych rzeczy, żeby zdobyć środki do życia: musieli się prostytuować, sprzedawać heroinę…

Główny bohater filmu jest początkującym fotografem. Skąd ten pomysł?

Wprowadziłem ten motyw z dwóch powodów. Po pierwsze, związane jest to z moimi doświadczeniami ze szkoły filmowej. Nauka w niej była prowadzona na wzór radziecki, a w tamtym modelu kładło się duży nacisk na fotografię. Jednak w moich czasach nie mieliśmy już dotacji ze Związku Radzieckiego, więc musieliśmy korzystać ze starych, niskiej jakości materiałów zalegających w magazynie. Trzeba było bardzo o nie dbać, by nie zepsuć zdjęcia, i chciałem w jakiś sposób zawrzeć to wspomnienie w swoim filmie. Ale jest też inne znaczenie: gdy Vu wywołuje zdjęcia w ciemni, widzi, jak z niczego pojawiają się poszczególne kształty. Można potraktować to jako pewnego rodzaju metaforę wewnętrznych poszukiwań bohatera.

Takie hobby wydaje się jednak bardzo kosztowne. Żyjemy w czasach, w których promuje się spełnianie marzeń za wszelką cenę, ale bohater filmu w pewnym momencie uświadamia sobie, że jego pasja nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością. Czy warto poświęcić wszystko, aby tylko zrealizować swoje dążenia?

Młody człowiek pełen jest aspiracji i celów, ale nie wszystkie z nich uda się wcielić w życie. To smutne, ale trzeba się z tym pogodzić. Czasem to my sami zdajemy sobie sprawę, że musimy z czegoś zrezygnować. W tym sensie jest to więc również film o utraconych marzeniach.

Jest w nim także wątek gejowski. Czy należy to traktować jako pański głos na temat tolerancji, stosunku do osób homoseksualnych w Wietnamie?

Tematem filmu jest po prostu miłość. Widzimy tu rozwój dwóch relacji: homoseksualnej i heteroseksualnej – i żadna z nich nie jest ważniejsza. Każda z postaci ma własne problemy, wyzwania i przeszkody do pokonania. Myślę, że homoseksualizm nie jest centralnym wątkiem filmu.

Mówi pan więc, że nie jest to film polityczny. A czy kino w ogóle ma siłę zmieniania rzeczywistości?

Twoje dzieło zawsze do pewnego stopnia mówi o twoich osobistych sprawach. W ten sposób tworzysz współczucie w tych widzach, którzy znajdują się w podobnej sytuacji – na tym polega siła oddziaływania kina. Celem mojego filmu nie było wyartykułowanie jakiegoś politycznego przesłania, ale sam fakt, że zdecydowałem się zabrać głos na temat różnych kwestii społecznych, można w jakim sensie uznać za akt polityczny. Jeszcze całkiem niedawno wygłaszanie własnej opinii nie było w Wietnamie czymś mile widzianym.

rozmawiał: Marcin Sarna

Ojciec, syn i inne historie pokazywany jest w ramach 9. Festiwalu Filmowego Pięć Smaków w Warszawie. 5kilo kultury jest patronem medialnym festiwalu.

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.