Czekaj, łączę wątki

Magical Girl plakatPremiera Magical Girl jest efektem pionierskiego programu Scope 50 – jego uczestnicy najpierw oglądali proponowane przez organizatorów filmy za pomocą specjalnej platformy internetowej, a następnie wcielili się rolę, jaką z reguły pełnią przedstawiciele dystrybutorów: wybrali jeden tytuł, który już na normalnych zasadach pojawi się w kinach w całej Polsce. Trudno ocenić, czy taka procedura może stanowić realną alternatywę dla tradycyjnej selekcji kinowej, ale jednemu nie da się zaprzeczyć: już za pierwszym podejściem zwyciężyła w niej propozycja odważna, w nietypowy sposób przełamująca granice między arthousem a kinem gatunkowym.

 

Pewną normą przy okazji premiery kolejnych hiszpańskich produkcji jest przywoływanie postaci Pedro Almodovara, wciąż chyba najpopularniejszego reżysera z tego kraju. Na szczęście tym razem nie trzeba było uciekać się do żadnych marketingowych forteli – Almodóvar dał się poznać jako gorący orędownik Magical Girl, uznając ten tytuł za najlepszy film, jaki w zeszłym roku powstał w jego ojczyźnie. Trudno się temu dziwić, bo najnowsze dzieło Carlosa Vermuta nie leży daleko od twórczości autora Wszystkiego o mojej matce, którego od zawsze interesowały ludzkie obsesje, przekraczanie granic, a także wszelkie rodzaje odmienności – tak emocjonalnej, jak fizycznej. Magical Girl reprezentuje podobny punkt widzenia: pokazuje, jak w mniej lub bardziej sielską mieszczańską rzeczywistość (jesteśmy świeżo po kryzysie, więc nie może być zbyt różowo) wdzierają się siły pochodzące jakby z zupełnie innego, niemożliwego do ujarzmienia porządku.

Zaczyna się może nie niewinnie, ale na pewno dość schematycznie – bezrobotny Luis dowiaduje się o nieuleczalnej chorobie córki i postanawia spełnić jej największe marzenie. Jest nim sukienka tytułowej magicznej dziewczyny (jednej z bohaterek uwielbianej przez Alicię serii anime), jednak koszt prezentu przekracza budżet byłego nauczyciela literatury, co skłania mężczyznę do podjęcia drastycznych środków – i właśnie tu zaczyna się cała zabawa. Mogłoby się bowiem wydawać, że mamy do czynienia z kolejnym komediodramatem, w którym perypetie postaci posłużą do opowiedzenia poruszającej historii o relacji między ojcem a córką. I gdy już jesteśmy przekonani, że bez problemu odczytaliśmy główny konflikt stojący u podstaw fabuły, reżyser usuwa nam grunt spod nóg i wrzuca w sam środek innej – na pierwszy rzut oka zupełnie niepowiązanej – opowieści. Na scenę wkraczają kolejni bohaterowie: zmagająca się z chorobą psychiczną i niewątpliwie skrywająca jakiś mroczny sekret Barbara oraz odsiadujący długoletni wyrok w więzieniu Damian.

Magical Girl

Czy ścieżki postaci skrzyżują się? Kto tak naprawdę jest tu protagonistą, a kto czarnym charakterem? I wreszcie: z czym tak naprawdę mamy do czynienia – dramatem, komedią, thrillerem? Pytania piętrzą się w czasie seansu, bo reżyser ani myśli poddać się dyktatowi klasycznej narracji, biorąc z gatunkowych reguł tylko tyle, ile potrzebuje do podtrzymania uwagi widza. Nie udaje mu się przy tym ustrzec licznych ślepych strzałów: niepotrzebnie powtarza niektóre sceny, beztrosko porzuca nierozwiązane wątki czy wreszcie posługuje się niezbyt wyszukanymi metaforami (jak układanie puzzli, w których brakuje jednego elementu). Naturalnym skutkiem tak drastycznego odrzucenia schematów jest również swego rodzaju poczucie zagubienia, utrudniające identyfikację z bohaterami i wczucie się w ich położenie. Trudno o autentyczne zaskoczenie, gdy wiemy już, że po dalszym rozwoju akcji możemy spodziewać się dosłownie wszystkiego.

Nie zmienia to faktu, że efektem takiej decyzji jest niekontrolowana jazda bez trzymanki, w jakiś sposób sięgająca do źródeł kina – do czasów, gdy było ono atrakcją o niemal jarmarcznym charakterze, a nie pełnoprawną dziedziną kultury. W tym sensie Magical Girl jeszcze bardziej niż filmy wspomnianego Almodovara przypomina twórczość Álexa de la Iglesii, znanego właśnie z realizacji szalonych i utrzymanych w złym guście nieposkromionych wizji. Vermut posługuje się przy tym zupełnie odmiennymi środkami wizualnymi: Magical Girl pełna jest chłodnych, statycznych ujęć, dzięki czemu wszystkie te obsesje, obawy czy dziwactwa, z jakich składa się świat przedstawiony, obserwujemy z bezpiecznego oddalenia, pozwalającego na emocjonalne zdystansowanie się od bohaterów i spojrzenie na nich w racjonalny sposób – niczym w dziełach Ulricha Seidla czy Roya Anderssona. Hiszpański reżyser realizuje w ten sposób nieoficjalne motto filmu, które wkłada również w usta jednej z postaci (wyjaśniającej za jego pomocą fenomen corridy): Hiszpanie jako naród są rozdarci między sercem a rozumem; między iście zwierzęcymi, niekontrolowanymi odruchami a technicznymi osiągnięciami ludzkiej cywilizacji. Należałoby tu chyba zapytać: czy aby na pewno tylko oni?

5kilo kultury jest patronem medialnym filmu.

Marcin Sarna

Magical Girl

reżyseria: Carlos Vermut

premiera: 12 czerwca 2015 (Polska), 7 września 2014 (świat)

produkcja: Hiszpania

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.