Czuję się więziennym reżyserem. Wywiad z Januszem Mrozowskim

W grudniu na ekrany polskich kin trafił film Autorki  dokument autora trylogii więziennej Janusza Mrozowskiego. Reżyser ponownie powraca ze swoją kamerą za więzienne kraty. Tym razem spotyka tam cztery niezwykłe kobiety, które podczas warsztatów napisały sztukę. W swojej twórczości więźniarki mierzą się z własną przeszłością i spoglądają na swoje życie z nowej perspektywy. W rozmowie z Januszem Mrozowskim Anna Ślusareńka pyta o problemy wewnątrz polskich więzień i ich niekorzystny wizerunek na zewnątrz oraz o to, czy problemy te można rozwiązać za pomocą sztuki.

Janusz Mrozowski

Czy wierzysz w resocjalizacyjny potencjał sztuki?

Wierzę we wszystko, co pozwala człowiekowi odnaleźć siebie. Wydaje mi się, że nie ma silniej oddziałującego narzędzia niż sztuka, która pozwala na szersze spojrzenie na świat, na społeczeństwo i na samego siebie. Sztuka bardziej niż inna praca zmusza do myślenia, a myślenie z kolei zmusza do działania. W tej chwili pracuję nad dużym francusko-włosko-polskim projektem Prison Match. Uczestniczy w nim rzymskie więzienie w Rebibbii, które można nazwać odpowiednikiem warszawskiej Rakowieckiej. To tam powstał film Cezar musi umrzeć. Nieprzypadkowo nakręcono go właśnie w Rebibbii, ponieważ w tym więzieniu od lat sprawnie działa grupa teatralna. Niedawno czytałem wywiad z reżyserem, który prowadzi tam zajęcia. Mówi on między innymi, że we Włoszech jest wysoki współczynnik recydywistów, przekroczył już 50 procent. Wśród więźniów, którzy uczestniczyli w jego zajęciach, współczynnik ten jest bardzo niski, wynosi zaledwie kilka procent. To w wymierny sposób ilustruje, że sztuka może pomagać.

Czy teatr, daleki krewny psychodramy, jest tu szczególnie skuteczny?

Teatr jest łatwiejszy do zorganizowania. Wystarczy scena, nie potrzeba dużych nakładów finansowych. Od początku swojego istnienia zajmuje się ludzkimi dramatami. Więzienie jest tak naprawdę wielką sceną, na której te dramaty dzieją się ciągle. Warto zaznaczyć, że w Polsce można znaleźć podobne przypadki do Rebibbii. W Lublińcu działał teatr, organizowane były tam konkursy. W Poznaniu od lat urządzany jest więzienny festiwal teatralny.

A co z innymi rodzajami więziennej działalności?

Ja jestem tak naprawdę za jakąkolwiek działalnością w więzieniach – nieważne, czy kulturalną, czy zawodową, czy edukacyjną. Czuję się więziennym reżyserem. W polskich wiezieniach pracuję już od ponad 12 lat. Polska służba więzienna stworzyła mi niesamowite warunki do robienia filmów, które byłyby niemożliwe na przykład we Francji. Polska służba więzienna robi, co może, żeby pomóc tym ludziom – mimo swoich bardzo skromnych środków. Wydaje mi się, że potrzebna jest refleksja nad więzieniem XXI wieku. Okazuje się, że więzienie, które istnieje dzisiaj, nie do końca spełnia swoją rolę, ponieważ przybywa recydywistów. Jest to również wina społeczeństwa i jego negatywnego stosunku do więźniów. Po wielu latach pracy w więzieniach wiem, że tam znajdują się ludzie, którym czegoś w życiu brakuje, najczęściej miłości. Dla mnie są to ludzie chorzy. Czy czlowiek, ktory nie zna uczucia empatii nie jest psychicznym inwalidą…?

Czy chodzi o to, że do więzienia trafiają ludzie, których konstrukcja świata w jakiś sposób odbiega od norm społecznych?

Nie tylko. Są i tacy, którzy wybierają tę drogę dla korzyści. Pytałem bohaterki Bad Girls. Cela 77, dlaczego w więzieniach jest tak mało kobiet, czy są w jakiś sposób lepsze od mężczyzn. One odpowiedziały, że nie. Po prostu żeby znaleźć sobie faceta, nie potrzebują jeździć kabrioletem. Jest w tym trochę prawdy. Mężczyźni wybierają tę drogę, bo chcą łatwego, dostatniego życia i powodzenia u kobiet. Ale jest to oczywiście wyłącznie jakiś procent. Wiezienie jest skonstruowane w ten sposób, że widać wyłącznie wysokie mury, potężną bramę, kraty, uzbrojonych strażników na wieżyczkach. Łatwo sobie wtedy wyobrazić, że za tymi murami i kratami siedzą groźni złoczyńcy, których trzeba się bać. Jednak gdy już się wejdzie do środka, bardzo szybko można zdać sobie sprawę z tego, że tych złoczyńców jest stosunkowo malo. Większa część skazanych to są ofiary – rodziny, społeczeństwa, siebie samych – które zrobiły kolejne ofiary. Musimy nauczyć się przyjmować tych ludzi, kiedy wychodzą na wolność po odbyciu kary. Jeżeli tego nie zrobimy, jeżeli nie nauczymy się dawać im kolejnych szans, to zjawisko recydywy będzie wzrastało. Więzienie to nie jest magiczna maszyna, w którą sąd wpycha złego człowieka i z której wychodzi porządny obywatel.

Konieczna jest również praca samych skazanych. Muszą zdać sobie sprawę z tego, że są ofiarą lub z tego, że nie wszystkie ich wybory były właściwie.

W więzieniu człowiek jest calkowicie ubezwłasnowolniony. Wiele osób mówi, że mają wszystko, nawet telewizję. Odpowiadam wtedy, że telewizja to taka dodatkowa kara – wystarczy rzucić okiem na programy! To wszystko brzmi tak, jakby człowiekowi do życia wystarczyło jedzenie, dach nad głową i telewizja. Ubezwłasnowolnienie sprawia, że skazany bardzo szybko czuje się ofiarą rygoru więziennego i zapomina o swoich własnych ofiarach. W ten sposób rodzi się w nim nienawiść do społeczenstwa. Więzienie jest straszne i przykro mi, że ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, co oznacza pozbawienie wolności. Czegokolwiek nie poprawi się w więzieniu, to ono nadal pozostanie klatką.

We wspomnianym już filmie Cezar musi umrzeć jeden z bohaterów mówi: Odkąd poznałem sztukę, moja cela zamieniła się w więzienie. Podobne podejście widzę w Autorkach. Na początku wydaje się, że stoją przed nami kobiety pogodzone ze swoją przeszłością. Jednak tworzenie sztuki zmusza je do przejścia przez bardzo bolesny proces. Czy zgadzasz się z bohaterem filmu Tavianich?

Tak, jest to bardzo piękne i mądre zdanie. Mnie zdarzyła się podobna historia. Podczas pracy nad filmem Bad Boys. Cela 425 w więzieniu w Wołowie spotkałem pewnego mężczyznę skazanego na 30 lat za podwójne morderstwo. Miał już za sobą 20 lat pobytu w więzieniu. Od niego usłyszałem, że sędzia powinien dołożyć do jego wyroku te dni, które spędza ze mną, ponieważ kiedy rozmawiamy, to czuje się wolny, wydaje mu się, że nie jest w więzieniu. Później, po około roku spotkałem go dzień przed więzienną projekcją filmu. Powiedział mi, że już nic go nie obchodzi, że spędził w więzieniu ponad 20 lat i nawet nie będzie starał się o zwolnienie warunkowe, bo tak naprawdę nie widzi już krat i przyzwyczaił się do swojego położenia. Następnego dnia po projekcji zobaczyłem, że chowa się i płacze. Później przyznał mi się, że, oglądając Bad Boys. Cela 425, zdał sobie sprawę z beznadziejnosci więzienia, ze straconych lat i straconego życia.

Wydaje mi się, że jedną z najgorszych rzeczy w więzieniu jest to, że ta instytucja wyklucza i odbiera podmiotowość. Może jest jakiś sposób, żeby się do tego przyzwyczaić. W wypowiedziach Marty Fertacz, scenarzystki, która pracowała z bohaterkami Autorek, zauważyłam, że chciałaby osadzonym tę podmiotowość przywrócić.

To jest również część mojej pracy. W moich filmach mnie nie widać.

Ale pada twoje imię, czasami nawet zdrobniale. Tak zwracają się do ciebie bohaterki Bad Girls. Zwróciłam na to uwagę, bo pomyślałam, że w przypadku Bad Boys nie byłoby to możliwe. Oni zachowują więcej dystansu.

Oczywiście, inaczej pracuje się z kobietami, a inaczej z mężczyznami. Pracy z kobietami zawsze towarzyszy pewna doza kokieterii. Wydaje mi się, że zupełnie inny film – zarówno w jednej, jak i w drugiej celi – nakręciłaby kobieta. Nie wiem, czy by pozwolono reżyserce na takie zamknięcie z więźniami jak mnie. Miałem dużo szczęścia, że pozwolono mi spędzić miesiąc z kobietami.

Jaka jest relacja Autorek i spektaklu Nikt nie byłby mną lepiej? Czy film jest komentarzem do przedstawienia, jego uzupełnieniem, a może próbą pokazania tego, co znajduje się za kulisami?

Ten film jest dla mnie darem Pana Boga jeśli On istnieje. Pojechałem do Krzywańca, by nakręcić zupełnie inny materiał. Przypadkiem spotkałem te kobiety, które opowiedziały mi o swojej przygodzie z teatrem i były podekscytowane, bo za tydzień miały pojechać do teatru, by uczestniczyć w premierze sztuki, którą napisały. Były tak zestresowane jak ja, gdy pokazuję jakiś film na festiwalu filmowym. Przejmowały się tym, jak ich dzieło zostanie odebrane i jak ich tekst będzie wyglądał na scenie. Początkowo nie miałem zamiaru kręcić tego filmu, ale byłem zwyczajnie ciekawy tej historii i postanowiłem pojechać z nimi na premierę. Zdjęcia trwały zaledwie dwa dni. Dodatkowo wykorzystałem materiały Telewizji Polskiej, która sfilmowała sztukę, i materiały nakręcone przez Łukasza Chotkowskiego w trakcie warsztatów teatralnych. Autorki są opowieścią o artystycznej przygodzie czterech kobiet.

W porównaniu do poprzednich filmów w Autorkach nastąpiła zmiana formy. Twój najnowszy dokument nie opiera się głównie na obserwacji, jest raczej swoistym wywiadem. W filmie jest również więcej przestrzeni, także w sensie dosłownym, na przykład w scenie, w której bohaterki siedzą na trawie. To bardzo kontrastuje z ciasnymi celami dominującymi w Trylogii więziennej.

Pomysł, żeby wyciągnąć bohaterki z celi i przeprowadzić rozmowę na trawie, również przyszedł niespodziewanie. Na szczęście zgodziła się na to służba więzienna. Tak naprawdę miałem jeden dzień, a właściwie kilka godzin na swobodną rozmowę. W filmie użyłem 90 procent materiału, jaki nakręciłem. To naprawdę była przygoda. Nie można jednak zapominać o tym, że tego filmu, który powstał w dzień czy dwa, nie byłoby bez piętnastu lat pracy w więzieniach.

Ciekawi mnie wolność twórcza w sytuacji zamknięcia, pozbawienia wolności. Czy inaczej kręci się filmy w więzieniu? Czy musiałeś kiedyś zrezygnować z jakiegoś pomysłu z powodu ograniczeń?

Tylko raz. Gdy kręciłem Autorki, poproszono mnie, żeby nie pokazywać, jak funkcjonariusze skuwają je przed wyjazdem do teatru w Zielonej Górze. Nie byłem z tego powodu zadowolony. Pierwszy raz zdarzyła mi się taka sytuacja. Ale jednocześnie rozumialem strażników, którzy nie chcieli, by ludzie to widzieli. Czułem, że są lekko zażenowani, że muszą to zrobić. Poza tym, muszę podkreślić, że warunki do kręcenia filmów, jakie stworzyła mi polska służba więzienna, w wielu innych krajach są nie do wyobrażenia. Nie mogę nawet powiedzieć, że sobie na to zasłużyłem, ponieważ tak było od samego początku.

Więźniowie są grupą społeczną, która jest niewidzialna w mediach. Czy starasz się zmienić ten stan za pomocą swoich filmów? Czy chodzi ci o to, żeby wprowadzić więźniów w pole widzenia reszty społeczeństwa?

Media interesują się więzieniami wyłącznie, gdy coś tam jest nie tak. Społeczeństwo z kolei jest bardzo wrogo nastawione do więźniów. Przerażają mnie komentarze, jakie pojawiały się w publicznych mediach choćby w związku ze sprawą Trynkiewicza. Nazywanie człowieka bestią jest dla mnie nie do zaakceptowania nawet w jego przypadku. Jest mi go tak samo żal, jak jest mi żal jego ofiar. Ten człowiek jest ofiarą impulsów, nad którymi nie panuje. Jak mógłbym go za to nienawidzić? Mogę się tylko cieszyć, że ja podobnych impulsów nie mam. Ponieważ żyjemy w społeczeństwie silnie katolickim, często podczas spotkań z publicznością pytam: Zapomnieliście Państwo, kto pierwszy poszedł do Nieba? Kto został ukrzyżowany obok Jezusa? Pamiętacie o przykazaniu Kochaj bliźniego swego jak siebie samego…? Łatwo jest kochać tych, którzy są dla nas dobrzy. Niełatwo jest kochać złoczyńców, ale może oni jeszcze bardziej niż inni potrzebują miłości.

Można powiedzieć, że kobiety w więzieniu są podwójnie wykluczone.

Więzienie dla mężczyzn w niektórych środowiskach może być uważane za inicjację, wejście w dorosłe życie. Młody mężczyzna po wyjściu z więzienia moze zostać panem w swojej dzielnicy. Mężczyźni działają grupowo: razem chodzą na wódkę, razem na podryw, razem do wojska, razem na mecz, razem grają w piłkę. U kobiet nie ma aż takiej aktywności grupowej, dlatego dla nich więzienie jest podwójnie degradujące. Spotkałem takie kobiety, dla których przejście do czynów było jedynym środkiem, żeby wyjść z błędnego koła przemocy. W więzieniu we Francji spotkałem młodą dziewczynę, która powiedziała mi: To moja matka powinna tu siedzieć, a nie ja. Ta kobieta zabiła swoją matkę, żeby uciec od prostytucji, do której była zmuszana. Oczywiście można znaleźć wytłumaczenie, nie zmazuje to jednak czynu zabicia drugiego człowieka. Kobiety skarżą się, że dostają bardziej surowe wyroki.

Czy traktujesz swoją pracę jako misję?

Tak, traktuję ją jako misję, która w wymiarze finansowym wiele mnie kosztowała. Są to przedsięwzięcia, na jakie nie jest łatwo zdobyć środki publiczne. Po to, żeby móc coś w życiu robić, potrzebuję przekonania, że to, co robię, może być użyteczne. A tutaj ta użyteczność jest czasami namacalna. Po jednym z pokazów Bad Girls. Cela 77 podeszły do mnie dwie studentki, które powiedziały: Dziękujemy ci za resocjalizację… nas!

rozmawiała: Anna Ślusareńka

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *