Daj mi wolność!

Łatwo oskarżać tego, kto krzyczy. Ten, który sączy jad szeptem jest niewinny. – podsumowuje swoją sytuację bohaterka Viviane chce się rozwieść. Jej walka o wolność toczy się podczas sądu religijnego na sali rozpraw, a jedyną bronią są milczenie i słowa. Jednak nie jest to tylko historia rozwodowa – reżyser przemycił również kilka ważnych pytań o to, czym jest godność, wola i miejsce kobiety w patriarchalnym świecie.

 

Film to niespełna dwugodzinny zapis z toczącej się ponad 5 lat sprawy rozwodowej żydowskiego małżeństwa – Viviane i Elizeusza – która z czasem przeradza się w sąd nad kobietą i kobiecością w ogóle. Bohaterkę poznajemy jako piękną, zadbaną osobę, która przez większość czasu wymownie milczy. Jest to milczenie mówiące, a wręcz wołające o wysłuchanie w świecie męskich szowinistycznych praw i przekonań. Produkcję rozpoczyna scena w sądzie. To Elisha, mąż Viviane, nie chce dać jej rozwodu, mówiąc, że są sobie przeznaczeni, a jego złe, nieudane małżeństwo to kara, pokuta, którą musi ponieść. Mężczyzna chce cierpieć i być nieszczęśliwym, na to samo nieszczęście skazując również kobietę. Sąd niestety nie może orzec rozwodu jedynie z powodu braku miłości i małżeńskiego niedopasowania. Szuka winy, zdrad, przemocy – brak zadowolenia i życie w separacji od lat nie jest tu żadnym argumentem. To kobieta ma usługiwać mężowi i naginać się do jego religii i zasad – wtedy jest dobrą żoną, a jeżeli małżeństwo nie udaje się, to z pewnością winą należy obarczyć małżonkę. Potrzebne są zeznania świadków, jednak na to, aż w jej imieniu przemówią inni, Viviane musi czekać prawie dwa lata. Dopiero wtedy rozpoczyna się prawdziwa rozprawa.

Już pierwsza scena filmu podpowiada, kto będzie rozdawał karty w tym sporze o wolność. Będą to mężczyźni – mąż powódki, jego obrońca, obrońca Viviane i trzech sędziów. W świecie surowych żydowskich zasad Viviane jest jedyną kobietą stającą wobec twardego patriarchatu. Odebrano jej głos i wszelkie prawa, może mówić i bronić się jedynie ustami innych – świadków, rodziny i sąsiadów. Film do ostatniej chwili trzyma w napięciu. Cały czas nie wiemy, czy mąż da kobiecie upragniony rozwód. Męska solidarność powoduje, że niejednokrotnie słyszymy słowa: Trzymaj się swojego miejsca, kobieto! lub Wybór nie należy do ciebie, kobieto! To mężczyźni mogą cierpieć, decydować, dawać szczęście. Kobietom odbiera się wszystko, a strach przed małżonkiem i rodzinne zastraszenie przykrywa się kołderką pięknych słów, hipokryzji i zakłamań, to, co odrażające i poniżające nazywając szacunkiem żony dla męża.

Viviane chce się rozwieść rozpoczyna piękna muzyka, a u góry ekranu wyświetla się licznik czasu, który towarzyszy rozprawie sądowej już do końca, nawet gdy muzyka milknie i jedynymi dźwiękami są rozmowy, sprzeczki i zeznania świadków na sali rozpraw. Izraelską produkcję cechuje asceza środków – reżyser ograniczył się do niewielkiej liczby bohaterów, a także właściwie do dwóch tylko pomieszczeń – sali sądowej i poczekalni. Reszta jest nieważna, istotny natomiast jest dramat toczący się w świecie wartości i godności. Mała liczba miejsc może przywodzić też na myśl zamknięcie kobiety w czterech ścianach domu, ogranie jej wolności – o którą właśnie w czterech ścianach pomieszczenia sądowego walczy. Prostota akcji sugeruje również uniwersalność kwestii kobiecej. Nieważne gdzie, w jakim pomieszczeniu czy miejscu na świecie – sprawa ta zawsze bedzie aktualna, bo toczy się niezależnie od długości i szerokości geograficznej. Toczy się na płaszczyźnie wartości, myśli i przekonań. A ich w ramy jednej sali zamknąć się nie da, wychodzą z nami wszędzie.

Viviane chce się rozwieść to świetny dramat zrealizowany jako dokumentalna opowieść o ludzkich wyborach i szczęściu. Mimo braku akcji emocje trzymają w napięciu do ostatniej chwili, dialogi i absuradalne argumenty wytaczane przez zeznających świadków poruszają, irytują, złoszczą i prowokują do podjęcia zażartej dyskusji z postaciami. Powiedzieć, że bohaterka znalazła się w życiowym szachu to mało. Od 30 lat żyje w domowym piekle, które zapłonęło jeszcze gorętszym ogniem, gdy postanowiła je opuścić. To nie wszystko – najbardziej zaskakuje finał filmu, w którym okazuje się, że wolność można dawkować.

5kilo kultury jest patronem medialnym filmu.

Miłka Majczyno

Viviane chce się rozwieść

reżyseria: Ronit Elkabetz, Shlomi Elkabetz

premiera: 16 maja 2014 (świat), 20 lutego 2015 (Polska)

produkcja: Francja, Niemcy, Izrael

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.