Dyskretny wyrok opatrzności

Nakręcona w 1970 roku Tristana nie jest ani najbardziej znanym, ani prawdopodobnie najlepszym filmem Luisa Buñuela. Stanowi jednak arcyciekawy obraz ludzkich zależności, rozpiętych między wzajemną fascynacją i odrazą, a regulowanych przez nieoficjalne zazwyczaj  relacje władzy i podporządkowania.

Tristana oparta jest na pochodzącej z końca XIX wieku powieści hiszpańskiego pisarza Benito Pereza Galdosa, ale Buñuel nie byłby sobą, gdyby nie nadał historii autorskiego rysu. Zmieniając zakończenie i przenosząc akcję w nieco bardziej współczesne czasy (do Toledo przełomu lat 20. i 30.), nie odszedł jednak daleko od antymieszczańskiego przesłania literackiego oryginału. Hiszpański reżyser dość okrutnie obszedł się ze swoimi bohaterami, ze zubożałym arystokratą Don Lopem na czele. Gdy pod jego opiekę dostaje się osierocona siostrzenica Tristana (Catherine Deneuve), natychmiast zaczyna on traktować dziewczynę niemalże jak swoją własność: nie w smak mu są jej aspiracje i marzenia, a każde samodzielne wyjście z domu wzbudza jego sprzeciw. Między bohaterami w pewnym momencie zawiązuje się również relacja intymna, jednak i w niej dostrzegalna jest wyraźna asymetria: Don Lope ucieka od odpowiedzialności, odwlekając decyzję o poślubieniu Tristany. Zawiedziona jego obojętnością dziewczyna wdaje się w romans z włoskim malarzem, który staje się pretekstem do ucieczki z posiadłości wuja.

Wbrew powyższemu opisowi Tristana nie jest jednak ckliwym, sentymentalnym melodramatem. Nie do końca jest także historią o dziewczynie uzyskującej wyzwolenie ze świata pełnego dwulicowej mieszczańskiej moralności. To raczej dość chłodna i przeprowadzona z dystansu analiza wielopiętrowych zależności, jakie wiążą dziewczynę i jej wuja a także plejadę drugoplanowych bohaterów, takich jak księża z miejscowej parafii, pokojówka Saturna, czy jej głuchoniemy, zafascynowany Tristaną syn. W koronkowym świecie stworzonym przez Buñuela nikt nie jest bez winy, a perwersyjne relacje ukryte są pod pozornie przyzwoitą, wysmakowaną formą. Hiszpański reżyser pokazuje więc hipokryzję i obskurantyzm dawnych elit, samemu posługując się postawą w pewnym sensie bliźniaczą, a tak naprawdę niezwykle inteligentną i ironiczną  wykorzystując wspomniane zachowania w roli środków stylistycznych.

Choć nazwisko Luisa Buñuela wymieniane jest często w kontekście odważnych eksperymentów z materią kina, to w przypadku Tristany właściwie rezygnuje on z elementów surrealistycznych czy groteskowych. Bodaj jedynym wyjątkiem jest sen tytułowej bohaterki, w której widzi ona głowę Don Lopego umieszczoną na miejscu kościelnego dzwonu. W parze z tą niemal realistyczną stylistyką idzie zdyscyplinowana narracja: Buñuel nie szarżuje, ale unika także dłużyzn. Umiejętnie stosując elipsy, w dyskretny sposób pokazuje zmiany w relacjach między bohaterami, bez uciekania się do szokujących scen czy wyrazistej symboliki. Tym większe wrażenie robią wydarzenia przedstawione w finale, gdy Tristana powraca do domu Don Lopego  dopiero wtedy można sobie uświadomić, w jaki sposób pojedyncze gesty czy decyzje zbudowały tytułową postać, która niemal ze sceny na scenę uzyskiwała coraz większą kontrolę nad swoim życiem. Ostatecznie zamiast moralizatorstwa czy przesadnej krytyki wymierzonej w stronę arystokracji otrzymujemy słodko-gorzką opowieść o przemijaniu i roli przypadku w życiu jednostki. Buñuel zdaje się mówić, że choć każdy z nas rodzi się i wychowuje w określonych warunkach społecznych  czy to będąc zmuszonym do podporządkowania się regułom, czy też uczestnicząc w ich ustanawianiu  to z biegiem czasu mogą one ulec zmianie. Problem w tym, że nasza rola w ich kształtowaniu jest mniejsza, niż mogłoby się nam wydawać.

Film obejrzeliśmy dzięki uprzejmości Kina Iluzjon w ramach cyklu Jerzy Płażewski – filmy, które trzeba znać.

Marcin Sarna

Tristana 

reżyseria: Luis Buñuel

premiera: 29 marca 1970 (świat)

produkcja: Francja, Hiszpania, Włochy

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.