Emisja czarnego dymu

Black Smoke – Fuck Society (2015) self-released

Kto by się spodziewał? Roczek zleciał, znów zaskakując tym, że stało się to tak szybko. Ponieważ stałem się świeżo upieczonym przeciwnikiem noworocznych postanowień, niespiesznie dopinam 2015 w 2016, co oczywiście jeszcze 12 miesięcy temu do planu nie należało. Gwarantuję jednak, że jest fajnie, nie jestem na siebie w ogóle zły. Może dlatego, że podejście I don’t fucking care umila mi zespół Black Smoke z Wrocławia i ich ostatnia EP-ka wdzięcznie zatytułowana (uwaga, tłumaczę z angielskiego) Jebać społeczeństwo. Zatytułowana, dodam, trafnie.

 

Black Smoke to wrocławska ekipa, której specjalnością jest sludge. Brudny, brzydki, rozwrzeszczany sludge, co w kontekście tego gatunku oznacza oczywiście same pozytywy. Podczas gdy większość zespołów stawia w tej stylistyce na trans i maksymalny ciężar wszystkiego, tak pięciu typów z Breslau woli dociążyć niby-niechlujną, punkową (momentami ocierającą się o hardcore) wyjebeczkę. Nie ma napinki ani pozy twardziela, nikt tu nie ciśnieniuje, bo i bez tego dostajemy kawał świetnego materiału. Bardzo szybko intuicja słuchacza obeznanego z nowoorleańskim flow podpowiada, że Fuck Society świetnie wchodzi z jointem i kilkoma baniami trunku o zawartości alkoholu minimum 40%. Do takiego właśnie menu trzy odsłuchy 20-minutowej EP-ki wrocławian nadają się najlepiej. Dlaczego trzy? Bo po pierwszym zostajemy rozjechani mniej więcej tak, jak Konstytucja przez Andrzeja Dudę. Dopiero po dwóch następnych podejściach jesteśmy w stanie dojść do wniosku, co właściwie stało się przed chwilą. Oczywiście najpierw palimy, potem pijemy — chcemy przecież spędzić ten czas, a nie spłynąć w fotelach, gdy Fuck Society dopiero się rozkręca. Ale po co ja ojców dzieci robić uczę? Wszak słuchacz obeznany z nowoorleańskim flow wie to doskonale.

Na EP-kę Black Smoke składa się sześć utworów. Emisja czarnego dymu rozpoczyna się od Intro, które z grubsza określa brzmienie materiału. W tempie średnim-zwalniającym gitary sączą brudny, quasi-bluesowy, przesterowany riff, rozbujany dodatkowo potężnym brzmieniem sekcji rytmicznej. I to właśnie jest cechą charakterystyczną kompozycji wrocławian. A ponieważ riffy wpadają w pamięć nie tylko dzięki swojej melodyce, ale i posępnemu klimatowi, podczas słuchania Fuck Society szybko przychodzą do głowy sceny z horrorów i thrillerów kina pokroju VHS hell czy grindhouse. Wiecie – efektownie odcinane kończyny, wydłubywane oczy, seks z cycatymi, kusząco odzianymi dziewczętami, które od używek nie stronią, idąc tym tropem — wszechobecne narkotyki i alkohol oraz dewiacja wszelkiej maści, ukazana ku uciesze widza w estetyce co najmniej spapranej. Wróćmy jednak do samej muzyki. Tych wolnych, cholernie dobrych kompozycji na Fuck Society (oprócz intra) mamy jeszcze trzy. Ciężki Doomed Goat mniej więcej w 3/4 wyprowadza z błędu słuchacza, który myśli, że ciężej już nie będzie. Kompozycja tytułowa powala świetnymi zwolnieniami i przełamanym bitem perkusji, a prosty, ale z niesamowitym zaangażowaniem wykrzyczany tekst pasuje do tego idealnie. Gdyby piosenkę Fuck Society włączyć podczas którejś z manifestacji na Wiejskiej w Warszawie, opony i koktajle Mołotowa szybko odpaliłyby się same. Nie sądziłem, że tak buntowniczy hymn usłyszę w materiale kapeli sludge’owej, a nie hc/punkowej! Szacun! Do tego dochodzi jeszcze Crossed Hands z jedną z najbardziej przejmujących partii gitary, jakie słyszałem ostatnio – jest w niej wkurw, ból, bezsilność, a to wszystko podlane krwią, potem i łzami. Tu też zaskoczenie, że nie black metal a sludge właśnie… Można? Można! Na dokładkę zostają nam piosenki szybsze. Back to the Front to metalowy hicior, zaufajcie — nie da się takiego refrenu nie skandować na koncertach. Całość materiału podsumowuje zgrabne Outro. Słuchacz orientuje się w tym momencie, że szklanka jest pusta, a lolek przygasa, nie pozostaje więc nic innego, jak tylko napełnić, odpalić i wcisnąć w odtwarzaczu play.

Jeśli czytają to jacyś chorzy ludzie…ekhm… przepraszam — słuchacze obeznani z nowoorleańskim flow, wielce prawdopodobne jest, że również kupują ten materiał na bandcampie Black Smoke. A jeśli do tej elitarnej grupy nie należycie, ale chcecie posłuchać, jak w Polsce gra się coś takiego jak ten cholerny sludge, zróbcie to samo! Odpaliwszy sobie i polawszy oczywiście.

Tomasz Spiegolski

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.