Energia, szum, błysk…

Hey – Błysk (2016) Kayax

Trudno mi policzyć, który to już album grupy Hey, na który wyczekiwałem z niecierpliwością. Wiele ich było, ale z pewnością będę czekał i na kolejne. Nic w tej kwestii nie zmieni się, dopóki pierwszemu kontaktowi z nowym materiałem towarzyszyć będzie przekonanie, że oto znów Katarzyna Nosowska z zespołem postanowiła unikać znanych, utartych ścieżek i schematów, które łatwo można wpisać w gatunkowe ramy. Błysk to zjawisko o ulotnym charakterze, zbiór piosenek z wyraźnie nakreślonym początkiem i końcem, dziesięć historii, dla których kolejność odtwarzania nie ma znaczenia. Zespół postanowił tym razem odciąć się od koncepcyjności i jasno sugeruje to odbiorcom, wypuszczając na rynek album z różnorodnymi kolorami okładek, a co z tym związane – także i przemieszaną tracklistą. 

 

Kompozycje Heya od lat nie były tak pełne witalności, gitary od czasów Echosystemu nie charakteryzowały się taką zadziornością. Cała sekcja rytmiczna nie pulsowała tak prężnie od dekady; również refreny nie kumulowały takich emocji w tak krótkim czasie już od bardzo dawna. Błysk oznacza więc gwałtowność barw, której na krążku Do Rycerzy… było zdecydowanie mniej. Wprawdzie syntezatory wciąż są wszechobecne, momentami przypominają te z Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!, jednak tworzą tu odmienny rodzaj narracji. Ta skupiona jest na refrenach i w pełni im podporządkowana. Teksty – przy wszystkich rewolucyjnych zmianach w zakresie kompozycji – nie są jednak wyrazem specjalnej afirmacji życia, pozostawiają charakterystyczny dla Nosowskiej gorzki wydźwięk. Odpoczywamy tym razem od wątków bezpośrednio dotykających materii związków czy miłości, a otrzymujemy więcej codzienności, przykrytej politycznym i społecznym szumem.

Pojawia się narracja z perspektywy obserwatora: A na górze w chmurze / Siwobrody Bóg / Patrzy nie bez wstydu / Jak się sztandarami, w szale okłada tłum. Zmęczenie codziennością daje się odczuć na różnych poziomach. W tytułowym Błysku, który rozpoczyna krążek z zieloną okładką, pojawia się zwątpienie w relacje międzyludzkie na najbardziej podstawowym poziomie: Pospadały liście z drzew / A ptakom zastygł w dziobach śpiew / Koty wygarnęły psom, a psy ludziom / Jak przy Wigilii. W przyjemnie pulsującym delikatnością I tak w kółko może zmylić swoboda wyśpiewanych zwrotek, ale w przeciąganych frazach refrenu powraca ciężar egzystencjalnych przemyśleń: Jak dawniej Ty i ja / Jak ci przed nami, których już nie ma / Jak ci co po nas tu przyjdą i w koło tak i tak w kółko…. 

Lekkość materiału jest więc pozornie narzuconą, delikatną choć zupełnie nieprzezroczystą kotarą, która skrywa pod spodem brudne szyby i szarość dnia codziennego. Słowno-muzyczny kontrast jest siłą każdego następującego na tym krążku błysku, a tych nie brakuje. Zawiodą się ci, którzy po usłyszeniu w singlu Prędko, prędzej gitarowej solówki, spodziewali się powrotu do grania sprzed piętnastu lat. Lekko rozczarowani poczują się także ci, którzy wyczekiwali bardzo charakterystycznych momentów, do których wracałoby się w rozgłośniach radiowych przez kolejne lata. Nową płytę docenią jednak wszyscy wciąż stęsknieni za przemyśleniami Nosowskiej, bez których ten zespół nie miałby swojej wartości – i jest to fakt absolutnie niezaprzeczalny. Błysk stanowi także kolejny mocny argument, który pieczętuje tezę o zatarciu różnic pomiędzy twórczością Heya i solowymi dokonaniami wokalistki. Nie mam jednak nic przeciwko takiemu stanowi rzeczy, dopóki na płytach Hey pojawiać będą się takie kompozycje jak Cud. Powoli rozkręcająca się i włączająca do gry kolejne instrumenty, pełna lirycznego uroku opowieść stanowi mój ulubiony przebłysk twórczej doskonałości i dojrzałości zespołu. 

Adam Mańkowski

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *