Fuzz, piasek i grzechotnik

stonerror1Stonerror – Rattlesnake Moan EP (2016) My Shit In Your Coffee

Stonerror to debiutujący właśnie krakowski zespół, który z debiutantów wcale się nie składa. Każdy z muzyków współtworzył już inną kapelę, co zaowocowało nagraniem i wydaniem bardzo dojrzałej EP-ki Rattlesnake Moan. Czym muzyka Stonerror różni się od na pozór jej podobnym? Gdzie w tym stonerze error, który powoduje, że nie jest to do końca stoner? Na czym polega dojrzałość tego materiału? Wszystko poniżej w recenzji.

 

Są zespoły, które nieodzownie kojarzą mi się z pewnymi knajpami. Gallileous z Wodzisławia Śl. to zawsze tamtejsza Szuflada, Devil In The Name to katowicka Korba. Natomiast za skojarzenie ze Stonerror odpowiada krakowski Piękny Pies. Właśnie tam pierwszy raz usłyszałem muzykę grupy (doskonały koncert poprzedzający sztukę projektu Exkyussme), tam miałem przyjemność poznać gitarzystę grupy — Fazę. Faza współtworzy również zespół Zooid i śmiga na wiośle we wspomnianym Exyussme, do tego charakteryzuje się niezwykle miłym usposobieniem i całkowitym pochłonięciem muzyką. Nasza znajomość umożliwiła również współpracę – 5kilo kultury patronowało kilku wydarzeniom, które Jarek współorganizował i na których grał ze swoimi kapelami. Gdy więc Stonerror zwróciło się z propozycją, bym dla 5kilo zrecenzował ich debiut, nie mogłem odmówić sobie tej przyjemności.

Nazwa grupy przywodzi jasne i oczywiste skojarzenie. Gdy słyszę Stonerror — myślę stoner. Proste. Chyba każdy, kto słyszał Kyuss, Dozer czy inny Atomix Bitchwax, ma tak samo. W przypadku Stonerror taką oczywistością to jednak nie jest. Owszem, gitary sypią riffy ziarniste niczym kalifornijska pustynia, sound jest tak samo surowy i zfuzzowany, ale to tylko parę elementów spośród wszystkich, z których zbudowane jest brzmienie grupy. Muzyka nagrana na Rattlesnake Moan ma w sobie więcej grunge’owego smaczku, żeby nie powiedzieć – ciężaru. Szukając odpowiedniego porównania w Seattle musiałbym odwołać się do pierwszych płyt Soundgarden. Tego typu punkowy zadzior i metalowa momentami siła odróżniają Stonerror od kapel kyussopodobnych, choć nie jest tak, że całkowicie takie skojarzenia negują. O nie. Bardzo stonerowe są na EP-ce dwa utwory — otwierający Jericho oraz track tytułowy. Pozbawienie kompozycji konstrukcji zwrotka-refren pozwala im na swobodny rozruch i hipnotyzowanie słuchacza rosnącą energią, a sypkie, zfuzzowane brzmienie gitar zbudowane na niby-niechlujnych uderzaniach w struny, z których wykluwają się mocarne riffy, doskonale ten efekt dopełnia. Podobnie sekcja rytmiczna — najpierw jest zdecydowanie oszczędna, ma budować klimat, pod koniec dopiero jest odpowiednio mocno zaznaczona. Minuta po minucie Jericho toczy się, dążąc do ognistego finału. Doskonale spisuje się wokalista Stonerror — Łukasz Mazur. Mimo że nie dysponuje potężną przeponą i umiejętnościami legendarnych kolegów po fachu (stonerowy Garcia czy grunge’owy Cornell), to dzięki pomysłowości i bogatej ekspresji robi naprawdę dobre wrażenie. Wszelkiego rodzaju onomatopeje, posykiwania i szepty są trafione w punkt i idealnie prowadzą słuchacza przez historie opowiadane w tekstach. Oczywiście przy akompaniamencie umorusanych piachem, zardzewiałych (to nie inwektywa) riffów. A właśnie, teksty. Te oparte są na klasyce literatury (w tym na Starym Testamencie) i filmu. Warto się w nie wsłuchać, a dla lepszego odbioru wczytać, bo autor — obsługujący bas Jacek Malczewski – pokazał się z najlepszej strony.

stonerror-live2

Połączenie tych elementów powoduje, że kompozycje na Rattlesnake Moan wciągają i chce się do nich wracać. Nie tylko do wymienionych już wolniejszych, ale i do pozostałych, bardziej agresywnych. Tomorrow Never Knows (tak, to cover The Beatles) od samego początku atakuje szybko wpadającym w ucho riffem i całą siłą, jaka drzemie w kwartecie. Zombie Train rozpoczyna się niczym konkretny doomowy walec, by po niespełna pół minuty przeistoczyć w prawdziwą petardę. Mimo że jest najkrótsza na płycie, to właśnie w tej piosence dzieje się najwięcej. Na trackliście został jeszcze Wrath, który celowo zostawiam na szary koniec. Dlaczego? Dlatego, że wszystko, co powoduje, że minialbum jest tak wciągający, tu gdzieś się ulatnia. Cały czas słyszymy ciekawe brzmienie gitary Fazy i ciężkiego basu Jacka, ale brak tu tłustego riffu, znika gdzieś oryginalna ekspresja Łukasza (pozostaje jedynie pokrzykiwanie), a perkusja Maćka po prostu jest. To jednak jedyny mankament EP-ki, który bardzo szybko odchodzi w zapomnienie.

Debiutanckie wydawnictwo Stonerror powinno zainteresować wszystkich, którzy lubią żywego i energetycznego rocka (materiał zarejestrowany na koncercie w Pięknym Psie), a surowe brzmienie (bardzo ciekawy miks Roberta Nastala z 3AKRAM Studio i master Studia As One) oraz niekonwencjonalne podejście (forma utworów i ich tematyka) nie jest problemem, ale dodatkowym atutem. A ponieważ panowie zwrócili uwagę na masę detali również od strony wizualnej (okładka i teledysk), mogę tylko pogratulować tak dobrego startu!

Tomasz Spiegolski

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.