In Helvetica. Period.

To może wydawać się najnudniejszy w historii pomysł na film — stworzyć dokument o czcionce. Helvetiką Gary Hustwit udowadnia jednak, że siła tego gatunku nie kryje się jedynie w interesującej historii, a dostatecznie fascynująca okazuje się wręcz wychodząca z ekranu ludzka pasja. 

 

Użytkownikami czcionek jesteśmy każdego dnia. Codziennie mijamy setki reklamowych szyldów, przeglądamy rozmaite strony internetowe, czytamy książki i gazety, piszemy dokumenty ręcznie i cyfrowo. Ponieważ z rzeczywistą potrzebą wyboru kroju pisma stykamy się raczej rzadko, nie jesteśmy do końca świadomi tego, że treści tekstowe docierają do nas nie tylko w warstwie znaczeniowej, ale również za pomocą wyglądu. Hustwit doskonale o tym wie. W Helvetice mistrzowsko balansuje pomiędzy wąskim światkiem projektantów graficznych a rzeczywistością przeciętnego zjadacza chleba. Umiejętnie prowadzone dialogi przeplata ujęciami napisów w miejscach publicznych, upraszcza też profesjonalny język prostymi porównaniami, odwołującymi się do codzienności (Helvetica is like gravity, it’s like air, mówi na początku jeden z bohaterów). Dzięki temu odnajduje części wspólne dwóch światów — dwóch stron tego samego medalu. 

W pewnym momencie projektanci i sam reżyser zdają się opowiadać o tej niezwykłej czcionce jak o człowieku — Helvetica was born here, głosi podpis pod ujęciem miejsca, gdzie stworzono font. To podejście sprawia, że z pozoru nudny temat bardzo wciąga i angażuje widza. Hustwit już na początku stawia tezę, że Helvetica to najpiękniejszy font, jaki kiedykolwiek powstał, a pierwsze głosy bardzo wyraźnie temu wtórują. Z czasem jednak reżyser coraz odważniej pokazuje inne opinie, które wreszcie stają się punktem wyjścia do ogólnej rozmowy o przestrzeni publicznej i projektowaniu graficznym. Nie unika przy tym sporów personalnych czy tematów politycznych (Helvetica zostaje posądzona o spowodowanie wojny w Iraku!). Pod koniec powraca do pierwotnego stanowiska, ale droga, którą przechodzi wspólnie z widzami, pozwala i nam spojrzeć poważnie na tak pozornie niewielką sprawę. 

Helvetica reprezentuje mój ulubiony typ dokumentu. To bowiem nie tylko film, który się dobrze ogląda, ale też taki, który choć w małej części zmienia świat. Bazując na prostej refleksji, jak inspirująca może być czyjaś pasja, krok po kroku uwrażliwia nas na otaczającą przestrzeń. Głosami ludzi absolutnie zakręconych na punkcie fontów pokazuje, w jak ogromnym bałaganie graficznym dziś żyjemy i jak ważną formą ekspresji może być odpowiednio dobrana czcionka. Choć na początku podejdziemy do tego z dystansem właściwym dla typograficznego żółtodzioba, w pewnym momencie sami zaczniemy zauważać, że być może faktycznie Helvetica to jedyna prawdziwie idealna rzecz, która powstała na tym świecie.

Marta Kubacka

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.