Japońska oda do kina

W filmowej twórczości Hitoshiego Matsumoto, odznaczającej się szalonym próbowaniem niemal wszystkich smaków kina, jest metoda, co udowadnia jego ostatnie dzieło – R100.

 

W jednej z pierwszych scen główny bohater snuje refleksję nad ludzką naturą: Mamy w zwyczaju dzielić wszystko na dwie kategorie. Wówczas decydujemy, do której grupy przynależymy. Słowa te mogłyby z powodzeniem spuentować poetykę wszystkich dzieł twórcy Symbolu. To właśnie wyraźny podział na dwa plany – obiektywny i realny oraz subiektywny i urojony – wydaje się lejtmotywem filmowych światów Japończyka. Jednakże w R100 granica pomiędzy tymi porządkami zauważalnie się zaciera.

Życie Katayamy – zblazowanego sprzedawcy w średnim wieku, samotnie wychowującego kilkuletniego syna – od lat znajduje się w martwym punkcie. Codzienność wypełniają mu podróże do pracy zatłoczonym metrem, spożywane w samotności posiłki oraz wizyty w szpitalu, gdzie przebywa pogrążona w śpiączce żona. Nadzieją na wyjście z rutyny jest dla mężczyzny kontrakt podpisany z organizacją specjalizującą się w świadczeniu klientom sadomasochistycznych usług. Od momentu zawarcia umowy bohater staje się niewolnikiem bezlitosnych domin praktykujących na nim wymyślne tortury. Przywrócony na krótką chwilę entuzjazm Katayamy zostanie zakłócony, gdy sfera kompromitujących uciech seksualnych zacznie wpraszać się w jego życie osobiste.

Wraz z rozwojem filmu ta z początku konwencjonalnie prowadzona historia ustępuje artystycznemu wyzwoleniu reżysera, coraz śmielej burzącego iluzyjność opowiadania. Matsumoto nie po raz pierwszy daje próbkę swej erudycji filmowej, włączając zgoła odmienne style w obręb jednego dzieła. Tym razem są to: estetyka noir, słodko-gorzki dramat rodzinny, reportaż, czarna komedia, cielesny horror, niskobudżetowe exploitation czy film akcji w duchu lat 80. Tę postmodernistyczną tendencję do integrowania różnych obszarów kina uzupełnia równie eklektyczna ścieżka dźwiękowa: w R100 dyskotekowa Friday Night wtóruje fragmentom IX symfonii Beethovena. Rezultatem niezliczonych kombinacji jest ekstremalna, a zarazem wysublimowana, oparta na autotematycznych akcentach oraz intertekstualnych aluzjach zabawa z filmowym językiem.

Matsumoto po raz kolejny wydaje się niezainteresowany relacjonowaniem historii. Intrygują go nie ciągłość czy logika fabuły, ale możliwości formalne filmu. Choć do świadomego i przyjemnego podążania stylizacyjnymi tropami Japończyka przydatna okaże się pielęgnowana latami kinofilia, spełnianie wymogów kategorii wiekowej R100 (od lat 100) z pewnością nie będzie konieczne.

Film jest pokazywany w ramach Festiwalu Filmowego Pięć Smaków. Autor jest członkiem People’s Jury festiwalu, a 5kilo kultury –  patronem medialnym imprezy.

Adam Cybulski

R100

reżyseria: Hitoshi Matsumoto

premiera: 12 września 2013 (świat)

produkcja: Japonia

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.