Kobieta z kamerą wśród nazistów

Leni Riefenstahl to postać, która wciąż wzbudza kontrowersje – wkładu, jaki wniosła w posługiwanie się estetyką obrazu filmowego i wykorzystywanie montażu, nie można jednoznacznie oddzielić od propagandowego charakteru jej dzieł. W latach 30. była czołową reżyserką III Rzeszy. To właśnie jej Adolf Hitler powierzył zadanie rejestracji wydarzeń ważnych dla nazistowskiego systemu władzy – szóstego zjazdu NSDAP w Norymberdze i Igrzysk Olimpijskich w Berlinie w roku 1936.

 

Berta Helene Amalie Riefenstahl urodziła się 22 sierpnia 1902 roku w Berlinie. Karierę zaczynała od występów tanecznych, jednak kontuzja zastopowała dobrze zapowiadającą się karierę. W latach dwudziestych rozpoczęła współpracę z reżyserem Arnoldem Fanckiem, grając w serii filmów górskich – były to dość proste historie o bohaterskim zmaganiu się z naturą i harcie ludzkiego ducha. W 1932 zadebiutowała jako reżyserka (we współpracy z Bélą Balázsem) filmem Niebieskie światło (Das blaue Licht). Właśnie na początku lat 30. zafascynowała się osobą Hitlera, uczestniczyła nawet w wiecu, podczas którego przemawiał aspirujący wtedy do przejęcia władzy w państwie lider NSDAP. Reżyserka pisze o tym w swoim pamiętniku: Byłam zbyt daleko, bym mogła dojrzeć twarz Hitlera, ale gdy wrzaski zamarły, usłyszałam jego głos: – Towarzysze Niemcy i Niemki! – W tej samej chwili doznałam niemal apokaliptycznej wizji, której nigdy nie zapomnę. […] Choć nie mogłam zrozumieć większości tego, co mówił, byłam tym urzeczona i miałam poczucie, że ta widownia poszłaby za nim wszędzie[1]. Sam Hitler znał aktorskie dokonania Riefenstahl, a niedługo po objęciu urzędu kanclerza zaproponował jej nakręcenie relacji z piątego zjazdu partii (trwającego od 30 sierpnia do 3 września 1933 roku). Młoda reżyserka zgodziła się – wkrótce potem powstał film Zwycięstwo wiary (Der Sieg des Glaubens). Produkcja była dla Riefenstahl okazją do zebrania doświadczeń i eksperymentowania z dokumentalną formą filmową.

Leni Riefenstahl

Zwycięstwo wiary utwierdziło władzę III Rzeszy w przekonaniu, że należy kontynuować współpracę z reżyserką. Hitler zaufał Riefenstahl, osobiście zlecał jej filmowe projekty. Jednocześnie wiele źródeł wskazuje na jej konflikt z Ministrem Oświecenia Narodowego i Propagandy Rzeszy Josephem Goebbelsem. W opiniach historyków kina można spotkać się z gamą odmiennych stanowisk na temat rzekomego konfliktu tej dwójki – mówi się o rzeczywistej niechęci lub bagatelizuje się jej znaczenie. Nie ulega jednak wątpliwości, że Riefenstahl, dzięki poparciu Führera, miała w nazistowskim przemyśle kinematograficznym niemal nieograniczone możliwości. Hitler kreował Niemkę na czołowego twórcę filmowego Trzeciej Rzeszy – konstruktora propagandowego wizerunku państwa i kierowniczej roli partii. Jak pisze Marek Hendrykowski: Ich wspólnym życzeniem stał się układ protektorski, na mocy którego znana aktorka i początkująca reżyserka z wielkimi aspiracjami […] otrzymuje do swej dyspozycji wszystko, co potrzebne, aby tworzyć ku chwale władcy. Był to więc świadomy wybór i świadomie podjęta życiowa decyzja[2].

Rok później, niemiecka reżyserka przystąpiła do jednego z największych wyzwań w karierze – Hitler zlecił jej nakręcenie filmu dokumentalnego z VI zjazdu NSDAP w Norymberdze (4-10 września 1934 roku). Po długim procesie montażu, w marcu 1935 Triumf woli (Triumph des Willens) miał swoją oficjalną premierę. Został doceniony nie tylko w III Rzeszy, otrzymał nagrodę na festiwalach w Wenecji i Paryżu. Budżet produkcji szacuje się na około 300 tysięcy marek, do dyspozycji reżyserki oddano około trzydziestu kamer i ponad setkę członków ekipy. Norymberga została podporządkowana jej twórczym zamierzeniom – specjalnie na potrzeby filmu postawiono szyny i rusztowania operatorskie. Nie może to zresztą dziwić – Triumf woli miał być filmem dłuższym i zdecydowanie bardziej rozbudowanym pod względem treści niż zapis poprzedniego zjazdu. W Norymberdze musiała objawić się społeczeństwu niemieckiemu nowa, ale dominująca już siła. Należy pamiętać, że partyjne święto miało miejsce dopiero rok po dojściu nazistów do władzy, należało więc, poprzez propagandowy przekaz, ugruntować pozycję NSDAP w społecznej świadomości.

Triumf woli

W filmie Riefenstahl niezwykle często podkreślania jest rola, jaką narodowy socjalizm odegrał w odrodzeniu narodu niemieckiego po latach upokorzeń związanych z przegraną pierwszą wojną i zapisami traktatu wersalskiego. Napisy początkowe, wprowadzające w kreślone przez twórców filmu realia historyczne, od razu sugerują, że Hitler jest wyczekiwanym wybawicielem. Za pomocą ujęcia-przeciwujęcia i żabiej perspektywy sportretowano go zarówno jako boga przybywającego na ziemię (początkowa sekwencja lotu samolotem), jak i dobrodusznego, acz bezkompromisowego ojca wszystkich Niemców. Führera obserwujemy podczas inspekcji różnych grup społecznych i zawodowych – przywódca przemawia do młodzieży, rolników, robotników i żołnierzy. W warstwie ideologicznej nie mogło tu być oczywiście mowy o żadnych odstępstwach od nazistowskiej linii – mieszkańcy Norymbergi oraz przybyli na Zjazd członkowie i sympatycy partii przedstawieni są jako ogromne ludzkie masy, jednak bliższe ujęcia twarzy sugerują radość i uwielbienie dla Hitlera. W nowym, nazistowskim państwie panuje dostatek, nie dostrzeżemy ludzi biednych czy niepełnosprawnych. Idylliczny obraz chyba najdobitniej ukazuje się w sekwencji zrealizowanej w ogromnym obozie dla młodzieży. Wśród tysięcy namiotów młodzi mężczyźni pomagają sobie nawzajem w myciu i czesaniu, bawią się w zapasy, a w ogromnych garnkach czeka na nich ciepły posiłek. Można odnieść wrażenie, że przynależność do zorganizowanych, instytucjonalnych struktur zastępuje tu niejako rodzinę, której zadania przejmuje organizacja partyjna.

Triumf woli to, obok Olimpiady (Olympia), opus magnum Riefenstahl, film, który pomimo określonego ładunku ideologicznego wciąż stawiany jest za przykład konstruowania znaczeń politycznych poprzez obraz i mistrzostwa w dziedzinie montażu filmowego. Rzeczywiście, dzieło niemieckiej reżyserki, nawet obecnie, stawia widza w problematycznej sytuacji odbiorczej. Z jednej strony nie do końca możliwe jest odrzucenie całego odium, jakie niesie ze sobą twórczość Riefenstahl – treścią filmu jest przecież apoteoza totalitarnego systemu, na ekranie obserwujemy ludzi później skazanych na śmierć za zbrodnie przeciw ludzkości. Z drugiej, dzieło Riefenstahl, poprzez swój rozmach i podporządkowane rytmowi prowadzenia akcji – czasem dosłownie wygrywanemu przez żołnierskie werble – hipnotyzuje i nie pozwala oderwać wzroku od przedstawianych wydarzeń. Przemarsze tysięcy żołnierzy, uroczystości na głównym placu defilad czy nocny pochód z pochodniami to przerażające sekwencje wywołujące oczywiste zaniepokojenie, ale również uznanie dla reżyserskiej sprawności Niemki. Sugestywne oddziaływanie filmu nasuwa pytanie, jak mocne wrażenie musiał wywoływać wśród ówczesnej widowni. Dodajmy do tego, że, poza przemówieniami, w Triumfie woli ludzki głos został ograniczony do minimum, nie użyto lektorskiego komentarza z offu – to czysta wizualność, bez nadinterpretacji, miała wpływać na funkcje percepcyjne odbiorcy.

Na planie Olimpiady

W 1938 roku, na zamówienie przywódcy III Rzeszy, reżyserka zrealizowała Olimpiadę. Ponownie odniosła sukces, choć zadanie mogło wydawać się trudniejsze niż rejestracja VI zjazdu – Riefenstahl musiała połączyć rzeczywiste wydarzenia sportowe z kreowanym przekazem ideologicznym. Po II wojnie światowej Niemka trafiła na kilka lat do więzienia. Ostatecznie nie udowodniono jej popełnienia zbrodni wojennych, jednak jej kariera filmowa załamała się. Ulubienica Hitlera porzuciła kamerę, by zająć się fotografią. Do ostatnich dni przed śmiercią odpierała zarzuty o zaangażowanie w działalność nazistów – twierdziła, że w hitlerowskich Niemczech spełniała się jedynie jako artystka, nie będąc do końca świadoma okrucieństw systemu.

Michał Litorowicz


[1] L. Riefenstahl, Pamiętniki, Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2003, s.90.

[2] M. Hendrykowski, Leni Riefenstahl i kino Trzeciej Rzeszy, [w:] Sztuki piękne w III Rzeszy. W przeddzień 70 rocznicy palenia książek: 10 V 1933-10 V 2003, Hubert Orłowski (red.), Wydawnictwo Wyższa Szkoła Języków Obcych w Poznaniu, Poznań 2004, s. 44.

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *