Kompozycja, struktura, przypadek

Mateusz Franczak - Long story shortMateusz Franczak – Long story short (2016) Too Many Fireworks

O premierze solowego debiutu Mateusza Franczaka słychać było już jesienią ubiegłego roku, jednak na efekt finalny musieliśmy poczekać jeszcze kilka miesięcy. Czas premiery, który często trwale wiąże muzyczne odczucia z porą roku, w tym przypadku jest nieco mylący. Jak przyznaje autor, płyta powstawała przez okrągły rok i jest wypadkową pewnej zmienności związanej z różnorodną aurą towarzyszącą procesowi pisania poszczególnych kompozycji. Obcując z Long story short nie odczujemy więc wyraźnie ani wiosennego ciepła, ani jesiennej słoty. Posłuchamy za to kilku niestereotypowych piosenek skrytych za grubą warstwą pogłosów i efektów nałożonych na siebie z nie lada rozmysłem. 

 

Sympatycy warszawskiej sceny jazzowej kojarzą Mateusza Franczaka z saksofonem tenorowym i formacją Daktari. Multiinstrumentalista i przede wszystkim improwizator współtworzy także skład elektroakustycznej grupy How How. Na wydanej nakładem FYH!records kasecie Knick-Knack oprócz saksofonu sięgał także po klarnet. Debiut ukazuje nieco bardziej tradycyjne podejście Franczaka do kompozycji muzycznej, ale wciąż daje się wyraźnie odczuć, że eksperymentalny bagaż doświadczeń odcisnął swój ślad i jest obecny. Kompozycje są krótkie, oparte wyłącznie na wokalu i gitarze. Naprzemiennie występują tu fragmenty czysto instrumentalne i wokalne.

Long story short to zbiór dźwięków lekko rozmarzonych, zawieszonych gdzieś pomiędzy jawą i snem, inspirowanych codziennością. Nazwa albumu bardzo trafnie wprowadza słowną dwuznaczność, która odzwierciedlona została w czasach utworów. Krótsze przerywniki – przemieszane z dłuższymi, wokalnymi Crying, Moving czy Laughing – tworzą historię pełną intymności. Uwaga, jaką twórca przykłada do procesu twórczego, jest słyszalna dosłownie w każdym momencie. Czujemy, jak ważna jest siła nacisku na struny, podświadomie odmierzamy czas, w jakim rozchodzą się poszczególne dźwięki, rejestrujemy najdrobniejsze zgrzyty i piski wyłaniające się z gitarowego chaosu. Porządkując ten chaos wchodzimy w materiał przygotowany przez Mateusza Franczaka bardzo głęboko. Niezwykle inspirujące jest to, że nie da się tego albumu tak po prostu wysłuchać nie zaglądając pod podszewkę.

Muzyka, pomimo całej swej surowości i oszczędności formy, została jednak niezwykle dopracowana na etapie miksu i masteringu. Za pierwszy obszar odpowiada Norman Teale, pracujący w przeszłości przy produkcjach Blixa Bargelda. Drugi etap to zasługa Marcina Bocińskiego (m.in. Jacaszek). Klip do Crying przygotowali współtwórcy Franczaka z How How, Miron Grzegorkiewicz i Filip Madejski.

Adam Mańkowski

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *