Koniec jest zawsze ciekawszy niż początek. Wywiad z Terence’em Winterem

Serial HBO Vinyl to szalona, dekadencka podróż przez ciemną stronę muzycznego świata w Nowym Jorku lat siedemdziesiątych. Twórcy serialu – Martin Scorsese, Mick Jagger i Terence Winter – zabierają widzów w podróż do pełnego seksu i narkotyków świata biznesu muzycznego w Nowym Jorku w latach 70., w przededniu ery punka, disco i hip-hopu. Zobaczcie, co na temat m.in. tej produkcji ma do powiedza sam Terence Winter, pomysłodawca serialu i producent wykonawczy.

 

Terence Winter headshot - photo credit Brigitte Lacombe-HBO

Terence Winter

Pracowałeś z Martinem Scorsese przy kilku innych produkcjach. Co sprawia, że Twój scenariusz i jego reżyseria zawsze doskonale się uzupełniają?

Martin i jego filmy, a zwłaszcza Taksówkarz, były dla mnie od zawsze źródłem inspiracji. To dzięki niemu zacząłem w ogóle pisać i od zawsze miałem poczucie, że nadajemy na tych samych falach. Mamy bardzo podobne poczucie humoru i na swój sposób podoba się nam ten sam rodzaj narracji. Śmieszą nas te same rzeczy, mamy podobne źródła inspiracji – to wszystko bardzo ułatwia nam współpracę. Kiedy napisałem scenariusz do Wilka z Wall Street, zapytałem Martina, czy podoba mu się klimat filmu. Odpowiedział, że mógłby być utrzymany w podobnym duchu jak Chłopcy z ferajny czy Kasyno. Wziąłem sobie jego radę do serca i postanowiłem pójść w tym kierunku. Zupełnie inaczej wyglądała praca nad Zakazanym imperium, przy którym staraliśmy się uzgadniać różne sprawy, ale w kreatywny sposób.

Wszystkie te trzy produkcje opowiadają o upadku imperium. Dlaczego jest to taki nośny temat?

Koniec jest zawsze ciekawszy niż początek. Lubię zastanawiać się, co dzieje się, gdy wokół nas kończy się świat, jaki znamy – tak właśnie jest w przypadku Richiego, który dosłownie traci grunt pod nogami pod koniec pierwszego odcinka. To znacznie ciekawszy punkt wyjścia niż historia sukcesu naznaczona pasmem wielkich osiągnięć. Zawsze uważałem, że lepiej jest pisać o ludziach, którzy z jakiegoś powodu mają nóż na gardle.

A dlaczego ten motyw tak bardzo podoba się widzom?

Bo jest to bardzo nośny temat dla każdego z nas. Niewielu z nas prowadzi sielskie życie. Prawie każdemu z nas coś w nim nie wychodzi. Mówi się nawet, że nieszczęścia chodzą parami. Każdy z nas wie, jak to jest, kiedy wszystko zaczyna się walić, kiedy rozpaczliwie staramy się znaleźć jakieś wyjście. To jak w filmie Rocky – nie trzeba być bokserem, żeby utożsamiać się z jego bohaterem. Każdy wie, jak to jest, kiedy jest się chłopcem do bicia, kiedy próbujemy w czymś swoich sił i walczymy o przetrwanie.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z serialem Vinyl?

Zacząłem prowadzić pierwsze rozmowy na ten temat w 2008 roku, a potem powstało kilka wersji filmu fabularnego, ale żadna z nich nie była dobra. Kiedy ja napisałem do niego scenariusz, uznaliśmy, że to jest to. Wszyscy byli tym bardzo podekscytowani i wytwórnia filmowa poważnie zastanawiała się nad rozpoczęciem produkcji.. a potem w 2009 roku przyszedł kryzys gospodarczy. I mój telefon nagle zamilkł. Stało się jasne, że wytwórnia nie nakręci już trzygodzinnego filmu, którego akcja obejmuje 30 lat.

Kiedy nam to zakomunikowano, powiedziałem, niezrażony odmową, że powinniśmy przerobić nieco nasz projekt. I zaproponowałem, by zrobić z niego serial telewizyjny. A to oznaczało robienie wszystkiego praktycznie od początku. Po raz kolejny znalazłem się w punkcie wyjścia. Musiałem od nowa wymyśleć bohaterów, bo serial pokazywałby ich losy nie na przestrzeni 40, ale kilku lat. Zaczęliśmy się zastanawiać, który okres był najciekawszy. Moim zdaniem były to okolice 1973 roku. I w taki oto sposób stworzyliśmy zupełnie nową historię. Zdjęcia do pierwszego odcinka rozpoczęły się dopiero latem 2014 roku – projekt leżał się na półce ponad sześć lat. Z drugiej strony nic nie dzieje się bez powodu. Ta przerwa wyszła i nam, i serialowi na dobre.

Co takiego wydarzyło się w 1973 roku, że postanowiłeś właśnie wtedy zawiązać akcję serialu?

To był rok, w którym w mniej więcej sześciomiesięcznych odstępach czasu narodziły się punk, disco i hip-hop. Wszystkie te gatunki muzyczne powstały w sąsiadujących ze sobą dzielnicach Nowego Jorku. Pierwsza hiphopowa impreza została zorganizowana latem 1973 roku na Bronksie. To właśnie tam zmiksowano po raz pierwszy dwie płyty – utwory z jednej zostały zsamplowane pośrodku piosenki z drugiej płyty.

W tym samym roku zespół New York Dolls utorował drogę innym punkowym kapelom. Mniej więcej osiem miesięcy później powstały zespoły Television i The Ramones. To był naprawdę fascynujący, obfitujący w niezwykle wydarzenia okres w historii muzyki. Nie musiałem się nad tym długo zastanawiać.

Czy zanim zacząłeś pracować nad serialem Vinyl, wiedziałeś dużo na temat ówczesnej sceny muzycznej?

Dobrze znałem historię punk rocka, ale niewiele było mi wiadomo na temat początków hip-hopu i disco. Zacząłem dużo czytać na ten temat i kiedy rozpocząłem pracę nad scenariuszem, wiedziałem już, że rok 1973 będzie dla mnie najciekawszy.

Miałem wtedy 13 lat i mieszkałem w Brooklynie. Marzyłem o wyprawie na Manhattan, ale dopiero rok później zebrałem w sobie odwagę, żeby wsiąść w metro, wysiąść przy Times Square i samemu włóczyć się po mieście. Byłem wystraszony i przytłoczony. Manhattan nie wyglądał jak dziś – był kompletnie inny. Do dziś pamiętam ten zastrzyk adrenaliny. Miałem wrażenie, że wszystko może się wydarzyć i tak faktycznie było. Lata 70. to okres bezprawia, które dawało co prawda wielu ludziom poczucie wolności, ale upodobniło też moje miasto do Dzikiego Zachodu. Nowy Jork borykał się z zastraszająco wysokim poziomem przestępczości – tylko w 1973 roku w Nowym Jorku doszło do 2 tys. morderstw. Dla porównania, w zeszłym roku było ich 162, czyli o 92 procent mniej – to czyste szaleństwo.

Inne przestępstwa były równie powszechne – napady, strzelaniny, kradzieże, wszystkiego rodzaju wykroczenia. Powszechne były włamania do samochodów – wielu ludzi zostawiało w swoich autach otwarte drzwi, mając nadzieję, że przynajmniej nikt nie wybije im szyby, że przestępcy tylko zajrzą do środka i zobaczą, że nie ma tam niczego wartościowego.

Nie tęsknie za czasami, w których co chwilę musiałem zerkać przez ramię. Naprawdę za tym nie tęsknię. Wiele osób na siłę upiększa ten okres i wspomina, że w tamtym okresie było o wiele fajniej na Times Square. To nieprawda. Kiedy przestępca napada na ciebie, przystawiając ci nóż do szyi, nie jest to fajne doświadczenie.

Ja wolę Nowy Jork w nowym wydaniu. O poprzednim mogę pisać scenariusze.

Ale może miasto coś na tym straciło? Może obecnie jest znacznie trudniej stworzyć stworzyć niezależną scenę muzyczną niż kiedyś?

Tak, muzyka zatraciła gdzieś po drodze swoje znaczenie. W latach 70. pisano protest songi o wojnie w Wietnamie. Młodzi ludzie sami garnęli się do polityki. Współczesna młodzież często nie jest w stanie podać nazwiska wiceprezydenta. To bardzo smutne. Naszą uwagę rozpraszają ekscesy rodziny Kardashianów i inne podobne bzdury. Nikt nie interesuje się tym, co robi rząd. Poza tym często wpadamy w pułapkę i jeśli ktoś zaczyna krytykować rząd, stwierdzamy, że na pewno nie kocha Ameryki. To nonsens! Jeśli chcę tylko coś poprawić, to nie znaczy, że nie kocham mojego kraju.

Rock'N'Roll Pilot 101

Vinyl

Czy niektórzy bohaterowie serialu Vinyl są wzorowani na autentycznych postaciach – znanych Wam lepiej lub gorzej?

Richie jest zlepkiem osobowości około dziesięciu szefów wytwórni muzycznych, o których czytałem. Jest też w nim sporo Bobby’ego [Cannavale – odtwórcy tej roli (przyp. red.)], który nadał swojemu bohaterowi wiele własnych cech. Szereg innych bohaterów to postacie fikcyjne, które w pewnym momencie zaczęły żyć własnym życiem. Część z nich była wzorowana na autentycznych osobach, a inne nie. Wszystkie z nich są teraz pełnokrwistymi, choć fikcyjnymi bohaterami. Takie rozwiązanie daje nam więcej wolności – nie jesteśmy ograniczeni losami danej osoby, możemy je dowolnie wymyślać.

Czy Mick Jagger pomógł Wam odtworzyć autentyczny klimat sceny muzycznej tamtych czasów?

Tak, bardzo nam pomagał. Dobrze pamięta tamtą epokę, bo występował przecież na scenie. Jest skarbnicą wiedzy na ten temat. Dzięki jego uwagom muzyka oddaje tamten klimat, a sceny koncertów tchną autentyzmem, podobnie jak pokazane w serialu sesje nagraniowe czy rozmowy prowadzone przez artystów z wytwórniami płytowymi. Mick wie na ten temat dosłownie wszystko, co było z góry do przewidzenia. Na przykład – bardzo pomogła nam jego sugestia dotycząca koncertów. Mick zwrócił nam uwagę, że przed występem wokalista zawsze oszczędza swój głos i musi się wyciszyć. Trochę jak sportowiec, który rozgrzewa się przed startem. Jego koledzy mogą w tym czasie zagadywać fanki i imprezować, ale wokalista zawsze siedzi z kubkiem herbaty w ręku, prawie nic nie mówiąc. Show biznes to praca jak każda inna. Jedyna różnica polega na tym, że ma bardziej szaloną i atrakcyjną oprawę, ale praca jest pracą. Każdy występ poprzedzają próby, wszystko musi być starannie zaplanowane.

Wasz serial pokazuje, że muzyka to wielki biznes i moim zdaniem jest to trochę deprymujące…

Zgadzam się. Niestety tak to wygląda teraz i tak to wyglądało w 1973 roku. Być może w mniejszym stopniu kiedyś niż teraz. Młody artysta, który nie miał siły przebicia w negocjacjach z wielką wytwórnią płytową, podpisywał umowę na bardzo niekorzystnych dla siebie warunkach. Jak mówi Richie w pierwszym odcinku: zarabiamy na wszystkim, bo płacą za to nasi artyści, chyba że o ich interesy dba prawnik. Potem dodaje, że prawnicy też chcą pracować dla wytwórni, więc nie bronią zbyt gorliwie swoich klientów. Wytwórnia zawsze wychodzi na plus. Żeby cokolwiek zarobić, płyta musi sprzedać się w wielomilionowym nakładzie. Większość sportowców, na przykład bokserów, też nie zarabia krocie. Bardzo rzadko zdarza się, że profesjonalny bokser jest zabezpieczony finansowo po zakończeniu swojej kariery. Nawet mistrz pięściarski. To sporadyczne przypadki.

Może to kwestia klasowa, bo gwiazdy boksu i muzyki wywodzą się w większości przypadków z klasy robotniczej?

Tak, to często prości ludzie, którzy zostali wzięci pod skrzydła przez bardzo przebiegłych i inteligentnych opiekunów, którzy karmią ich kłamstwami, zapewniają o pozycji gwiazdy, ale w ostatecznym rozrachunku wszystko im zabierają.

Grany przez Bobby’ego Richie jest fantastyczną postacią. Czy jest antybohaterem? 

To zależy od punktu widzenia. Zawsze myślę o Richiem Finestrze z uśmiechem na twarzy, bo dla mnie to zabawny facet. Z drugiej strony rozumiem ludzi, którzy patrzą się na niego z przerażeniem, bo uważają, że jest szalony i straszny. Wychowywałem się w towarzystwie bardzo podobnych mu ludzi. Wielu z nich, a w zasadzie większość, miała nieźle gadane, ale w życiu nie zrobiła nikomu niczego złego. Byli głośni, irytujący, czasem głupi, zdarzało się im posuwać do przemocy, ale każdy z nas miał dość oleju w głowie, by po prostu się z nich śmiać. Dla nas byli po prostu zabawni. Uważam, że Richie to równy gość, nawet kiedy zachowuje się nie fair w stosunku do innych ludzi. Jest zabawny w każdej sytuacji.

W pilocie usłyszałem świetną kwestię. Z offu słyszymy głos Richiego, który mówi, że to moja prywatna historia, trochę rozmyta przez utratę szarych komórek, samochwalstwo i zwykły pic. Czy celowo pozycjonujecie go jako niewiarygodnego narratora?

Tak, to był dobrze przemyślany zabieg. Puszczam do widza oko mówiąc nie traktujcie tego poważnie, nie piszcie do mnie maili, że ta konkretna piosenka ukazała się nie na pierwszej, ale drugiej stronie singla. Bo Richie niczego tak naprawdę nie pamięta. Ma dość mgliste wspomnienia różnych wydarzeń, które my oglądamy z jego perspektywy, świetnie się przy tym bawiąc. To serial o rock and rollu, który powinien być z definicji zabawny. Jest dość wiernym odwzorowaniem prawdziwych wydarzeń. Pokazuje z grubsza, co się wtedy działo i tyle powinno nam wystarczyć, żeby cieszyć się z jego oglądania. Kwestia, którą przytoczyłeś, otworzyła przed nam bezpieczną furtkę.

Domyślam się, że czeka nas jeszcze więcej migawek z przeszłości – jak daleko cofniemy się w czasie? 

Aż do lat 50. Odwiedzimy Nowy Jork lat 60. W 1965 i 1966 roku czeka nas bardzo ciekawe spotkanie z Andym Warholem i członkami zespołu Velvet Underground. Richie urodził się w latach 30., dorastał w latach 40. W jednym z odcinków pokażemy sceny z jego dzieciństwa. Usłyszymy też muzykę, która pojawiła się przez chwilę w pilocie, muzykę, którą Richie kocha – Louisa Jordana i swingujące zespoły. Bardzo chciałbym wprowadzić do serialu więcej tego rodzaju muzycznych motywów.

Na potrzeby serialu Vinyl odtworzyliście wiele niedziałających już klubów. Czy możesz powiedzieć nam coś więcej na ten temat?

Bardzo dużo radości dało nam odtwarzanie wnętrz klubu Max’s w Kansas City. Jego makieta powstała półtorej przecznicy od miejsca, w którym kiedyś się znajdował. Wśród okolicznych mieszkańców zapanowało poruszenie. Zaczęli się zastanawiać, o co chodzi, czy otwiera się jakiś nowy klub. Potem dowiedzieli się, że nie, że to tylko serial telewizyjny. Kręciliśmy zdjęcia na Coney Island, na kolejce The Cyclone. Świetnie się tam bawiliśmy. Odtworzyliśmy też The Dom, klub w East Village, w którym grał Velvet Underground. Na potrzeby serialu zbudowaliśmy makiety wnętrza klubu Academy of Music przy 14. ulicy, który działał później pod nazwą The Palladium.

Serial Vinyl jest emitowany na HBO, a wszystkie odcinki są też dostępne na platformie HBO GO.

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *