Labirynt klauna

Wyobraźmy sobie Borgesowski labirynt, który zamiast w książki – zaopatrzono w VHS-y. Seans Domu w głębi lasu to podróż między takimi półkami, tyleż fascynująca, co, zdawałoby się, absurdalna. Jak bowiem inaczej określić odyseję po filmowej grozie, w której trakt wzbogacają same tylko opakowania bez filmów w środku? Tak, Goddard i Whedon serwują nam opowieść wcale nie rozkosznie sentymentalną, a wyrywającą serce samemu duchowi horroru; jak twórcy Shreka, w wiadomym celu wydzierają strony z antologii gatunku, którym się inspirują.

 

A jednak jest coś fascynującego w ich brutalnym obejściu się z księgą horroru. Najpierw bowiem uczą się jej zawartości na pamięć, a potem dopiero, istni erudyci, bluźnierczo ją fałszują. Erudycja ta napędzana jest już nie kinofilską pasją, którą manifestował w Krzyku Wes Craven, a złośliwym cynizmem. Ponownie mamy możliwość odkrywać uroki autorefleksyjności X Muzy; tutaj jednak doświadczenie intertekstualne nie wzmacnia, a obala konwencję. W wyjętej ze slashera ikonografii, przewrotność ta ujawnia się najpierw w rysunkach postaci, następnie w perspektywie złego, by wreszcie zrealizować się w naszej roli widzów krwawego spektaklu przemocy.

Zadziwiająca jest konsekwencja, z którą – wśród wszechobecnej zgrywy – twórcy podważają osiągnięcia gatunku. W wykreowanym przez nich uniwersum nie znać autentycznych blondynek, osiłki grzeszą bystrością, a młodzieżową apokalipsę przepowiadają wciąż ponurzy, zatrudnieni (sic!) prorocy. Nie jesteśmy już uczestnikami krwawych wydarzeń, bo choć truposze użyczają swojego spojrzenia, pozwalając i nam czatować na oblanych zimnym potem nastolatków, to częściowa identyfikacja ze złym jest natychmiast złośliwie burzona. O ile klasyczny slasher, wzorem Podglądacza Michaela Powella i Hitchcockowskiej Psychozy, z upodobaniem akcentował rolę spojrzenia (władczego spojrzenia, trzeba dodać, zapewniającego wiedzę o bezbronnych ofiarach, niewidzących swojego oprawcy), o tyle w Domu… ten element doprowadzony jest do niedorzecznych ekstremów – biorących w nawias całe widowisko, niszczących udanie wypracowany suspens i przez to potencjalnie tak irytujących. Goddard sprowadza zagwozdkę już nie do czasu walki o życie kanonicznej final girl i sposobów uśmiercania jej przyjaciół, uciekających przed podglądającym ich mordercą (jak działo się to choćby w Czarnych świętach Boba Clarka). Najważniejsze pytanie brzmi: kto obserwuje tego ostatniego?

Ta właśnie niewiadoma jest główną przynętą kuszącą z głębi filmowego lasu. Nie obowiązują w nim reguły, które można by przepowiedzieć jeśli tylko posiadło się subkulturowy kapitał horroromaniaka. Rzeczone kino, w przeciwieństwie do tego Cravenowskiego, nie jest przekupne; kinofil także może w nim zaginąć. A mimo to popkulturowe przygotowanie pozwala oświetlić ostępy niewyraźnej dla wielu gatunkowej satyry.

W Koszmarze z ulicy wiązów czy Piątku 13 zło ujawniało się wewnątrz wspólnoty i w niej realizowało brutalny rytuał śmierci. Wszechobecne, przyglądało się, by następnie niszczyć społeczność od środka. W Domu… ten wojeryzm zostaje całkowicie przenicowany, stając się równocześnie udaną metaforą mechanizmów horroru, a przede wszystkim slashera. Oto ludzie chcą zapanować nad samym złem i decydują, co będą oglądać na ekranach. Tworzą więc iluzję panoptykonu (tutaj przyjmującego postać znaną amatorom gatunku i serii Cube), obmyślonego przez Benthama bezbłędnego systemu władzy – lustrującego spojrzeniem wszelkie wyśnione koszmary, niewidocznego i przez to właśnie rzekomo idealnego. Rzecz jasna także ten mechanizm zostaje skruszony przez scenopisarski młot drwiących wiecznie Goddarda i Whedona. I zaczynamy już rozumieć, po co satyra w mrocznym świecie grozy: gdy puszka Pandory zostaje otwarta, bez reżyserskiego mrugnięcia okiem stalibyśmy się ofiarami samych bogów horroru, ze strachu bowiem najchętniej zamknęlibyśmy oczy. Chroni nas jednak kpiarski cudzysłów. Gdy więc stwory wychodzą poza ekrany i przenikają do świata realnego, wciąż jesteśmy panami fikcji.

Gabriel Krawczyk (http://kinomanhipomaniakalny.blogspot.com/)

Dom w głębi lasu

Reżyseria: Drew Goddard

Premiera: 9 marca 2012 (świat), 27 kwietnia 2012 (Polska)

Produkcja: USA

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.