Lato w listopadzie

Crystal Fighters muszą bardzo lubić wyprawy do Polski. Chyba żadna publika na świecie nie wita ich z taką radością. Grupa rewanżuje się tym, co potrafi robić najlepiej, czyli kapitalnymi, pełnymi pozytywnej energii występami. Takimi jak ten, który odbył się w Krakowie.

 

Gdy po raz pierwszy zobaczyłem formację w 2011 roku na Coke Live Music Festival, stwierdziłem, że muszę posłuchać ich także w klubowych warunkach. Koncert na świeżym powietrzu, mimo iż ma swoje plusy, nie pozwala na pokazanie pełni możliwości. W końcu nadarzyła się okazja sprawdzenia jak Crystal Fighters radzą sobie w zamkniętej przestrzeni. Grupa pojawiła się w Polsce w ramach trasy koncertowej promującej ich najnowszy album – Cave Rave.

Pierwsza rzecz, która mnie zaskoczyła, to nie dużo mocniejsze i głębsze brzmienie zespołu w Studiu, a złota, brokatowa tkanina, pod którą schował się lider zespołu Sebastian Pringle. Jednak chwilę później dominowały już tylko wrażenia muzyczne.

Crystal Fighters

Zespół zaserwował widzom wyjątkowo mocny początek, z Solar System oraz Follow na czele. Formacja umiejętnie wyważyła akcenty między pierwszym i drugim krążkiem. Mimo iż moim faworytem jest zdecydowanie debiut Crystal Fighters, to kompozycje z Cave Rave na żywo brzmiały naprawdę świetnie i nie ustępowały energią utworom ze Star of Love. Prawdziwą ekstazę wywołały zagrane kolejno po sobie You & I oraz Plage, lecz nie był to koniec emocji. Kolejny zastrzyk energii Hiszpanie zaserwowali fanom pod koniec koncertu oraz w trakcie bisów, gdzie pojawiły się m.in. I Love London oraz Xtatic Truth. Po raz pierwszy zespół zagrał także Bridge of Bones, co było ukłonem dla krakowskiej publiczności.

Po takim koncercie można być pewnym jednego. Crystal Fighters przy najbliższej okazji wpadną do Polski po raz kolejny. Kto nie chciałby występować przed publicznością, która obdarza go taką sympatią?

Daniel Kiełbasa

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.