Marsz drzew

Znany z Marszu pingwinów Luc Jacquet bohaterami swojego nowego filmu uczynił… drzewa. Pokazując cykl rozwojowy największych przedstawicieli królestwa Plantae, przekonuje, że nie są one wyłącznie tłem dla właściwego życia lasów, ale również jego pełnoprawnymi uczestnikami. W końcu, jak mówi prowadzący widza po tym fascynującym świecie przyrodnik Francis Hallé, o ile zwierzęta rządzą przestrzenią, o tyle niepodzielną władzę nad czasem sprawują właśnie rośliny.

 

Był sobie las zaczyna się od imponującego najazdu (czy właściwie nalotu) kamery na wielkie, rozłożyste drzewo z gatunku moabi, a kończy ujęciem odwrotnym – przywracającym szerszą perspektywę i przypominającym, że cały ekosystem składa się z dziesiątek tysięcy podobnych okazów. Jacquet podkreśla w ten sposób, że jego film opowiada nie o jakimś drzewie i jakimś lesie, ale w pewnym sensie o każdym z nich. Nie stroni przy tym od mieszania różnych porządków: zdjęcia kręcono w Gabonie i Peru, nie dziwi więc fakt, że na ekranie możemy oglądać zarówno afrykańskie słonie, jak i wielkie południowoamerykańskie koty. Choć z jego najnowszego filmu dowiemy się o kilku ciekawych gatunkach roślin i zwierząt, to celem reżysera jest raczej pokazanie pewnych ogólnych reguł rządzących światem lasów tropikalnych. Za motto może posłużyć zaakcentowana przez narratora, znana już ze zwiastuna sentencja: Każde nasiono niesie w sobie obietnicę olbrzyma, lecz miną stulecia, nim sięgnie nieba. Jacquet widzi w odwiecznych cyklach natury nieomal baśniowy potencjał, a drzewa są u niego pełnoprawnymi bohaterami: walczą o życie, kształtują swoje otoczenie, a nawet podróżują. Happy endu w tej historii nie ma chyba tylko dlatego, że w przyrodzie żaden koniec nie jest przecież definitywny.

Takie podejście może nie spodobać się tym, którzy po Był sobie las oczekiwali jednoznacznego ekologicznego przesłania: głównym tematem filmu jest bowiem zdolność ekosystemów do odradzania się oraz powtarzalność cykli przyrody. Człowiek jest tu obecny zaledwie przez chwilę – właściwie tylko po to, by dać pretekst do rozpoczęcia kolejnego etapu życia lasu. Nie ma tu wyraźnego zarysowania antropogenicznych zagrożeń, reżyser poprzestaje raczej na prostej konstatacji, że siły natury są tak potężne, a prawa nią rządzące – na tyle niezmienne, że nawet ludzka ingerencja nie jest w stanie ich zaburzyć. Dość kuriozalnie wypada również skrócona lekcja teorii ewolucji, poprowadzona w sposób, który raczej nasuwa kolejne pytania, niż udziela jakichkolwiek odpowiedzi. Wprawdzie Był sobie las nie mówi nic nowego i odrobinę zawodzi pod względem edukacyjnym, to jednak wciąż pozostaje niezwykłym, jedynym w swoim rodzaju przeżyciem. Widać, jaki ogrom pracy włożył Jacquet w przybliżenie widzom potęgi lasu i wagi, jaką dla ekosystemów pełnią monumentalne drzewa. Rozległe panoramy tropikalnych dżungli skontrastowane zostały ze zbliżeniami mrówek i innych zamieszkujących ten świat drobnych stworzeń, dzięki czemu mamy możliwość wejrzenia we wszystkie poziomy tej intrygującej żywej układanki.

Reżyser nie upaja się jednak pięknem przyrody – dużo bardziej ciekawi go sposób, w jaki jest ona zorganizowana, jak rozwija się i przystosowuje do zmiennych warunków. Warstwę wizualną wzbogacają szkice wspomnianego Francisa Hallé, który pełni tu rolę przewodnika, wprowadzającego odbiorcę w coraz bardziej fascynujące tajniki życia roślin. Co więcej, jego rysunki w pewnym momencie jakby ożywają, stając się punktem wyjścia dla oszałamiającej animacji komputerowej – pokazuje ona między innymi, jak nasionka gigantycznych drzew kiełkują na gołej ziemi, odkrytej na skutek zniszczeń dokonanych przez człowieka. W innym filmie mogłoby to zostać uznane za pójście na łatwiznę, ale tu okazuje się jedynym sposobem na przełamanie ograniczeń czasowych – bo jak inaczej przedstawić procesy, które trwają setki lat i nie ma możliwości ich obserwacji (nie mówiąc o rejestracji)? Animowane wstawki służą również pokazaniu tego, co niewidoczne gołym okiem: mechanizmu, w jaki drzewa porozumiewają się ze sobą przy użyciu substancji chemicznych – w ten sposób bronią się przed drapieżnikami czy… wywołują deszcz. Taka hybrydowa forma sprawia, że ta naukowa i niepraktyczna treść, pozornie pasująca wyłącznie do stron w rodzaju Wiedza bezużyteczna, może okazać się atrakcyjna również dla tych, którzy biologię w szkole omijali z daleka. Pozostali, nawet jeśli nie dowiedzą się podczas seansu niczego nowego, to i tak prawdopodobnie spędzą go z przyjemnością.

Marcin Sarna

Był sobie las

reżyseria: Luc Jacquet

premiera: 6 marca 2015 (Polska), 28 września 2013 (świat)

produkcja: Francja

Zobacz także nowoczsne technologie ekologiczne.

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.