Modlitwa o Słońce

Weedpecker – II (2015) Pink Tank Records/Kraken Records

Kiedy już osłucham się z materiałem, który mam opisać, i zabieram się do pisania, to lubię by dany album po raz kolejny towarzyszył mi podczas stukania w klawisze. Nowe wydawnictwo warszawiaków z Weedpecker to jednak wyjątek. Bo już od pierwszych dźwięków, czuję jak temperatura w pokoju podnosi się o kilkanaście stopni, w głowie robi się bardzo jasno, a ja myślę tylko o tym, by rzucić się na fotel, odpalić co trzeba i iść popływać. W fotelu.

 

Weedpecker to skład założony w Warszawie w 2012 roku, wtedy też ukazał się ich debiutancki album. Po małej zmianie w zespole, w lutym tego roku zespół wszedł do studio, by nagrać następcę Weedpecker. I jest to materiał tak dobry jak poprzedni, a może nawet bardziej dojrzały i ciekawszy w warstwie kompozycyjnej. Owszem, słychać tu nawiązania do dokonań Szwedów z Truckfighters czy legendarnych pustynnych pionierów z Yawning Man, ale II nie jest prymitywną kalką. To autorskie spojrzenie na brzmienia, które swoje korzenie mają na amerykańskiej spalonej słońcem ziemi.

Album trwa blisko 45 minut, ale płynie tak dobrze, że nie czuć upływu tego czasu. Od pierwszych dźwięków Reality Fades po zamknięcie w postaci Already gone wszystko wydaje się być na swoim miejscu, bez specjalnego silenia się na artyzm. Ten materiał pulsuje. Wędruje nieustannie pomiędzy soczystym riffowaniem, kosmicznymi rejonami i leniwymi, granymi jakby od niechcenia melodiami. Kiedy nawet wyrwie nas z błogiego stanu mocniejszym uderzeniem, jak w Fat Karma, to za chwilę uspokoją nas genialne harmonie i ciepły bas w jednym z moich faworytów, czyli Nothingness. II nie jest albumem zagranym na jedno kopyto. Każdy z kawałków odsłania jakąś część tego, co ma nam do zaoferowania warszawska ekipa, jednocześnie zachowując spójny charakter całości.

Pod względem czysto technicznym album nie przynosi fajerwerków. Solówki są poprawne i świetnie wpisują się w leniwy koncept materiału, ale brakuje mi czasem jakiegoś ostrzejszego zagrania. Wokale to bardzo minimalistyczne zaśpiewy i szczerze sądzę, że album nie straciłby wiele, gdyby powstał jako rzecz instrumentalna. Na uwagę z kolei na pewno zasługuje gra perkusisty, który nie żałuje oryginalnych zagrań. Często słychać fajne motywy na blaszkach (The Vibe) czy mocniejsze wybijanie rytmu jak w Into the woods.

Produkcją albumu zajął się Haldor Grunberg ze studia Satanic Audio. I wykonał kawał dobrej roboty. Album ma lekko przybrudzone brzmienie, ale nie na tyle by pogubić poszczególne instrumenty. Kiedy zespół odjeżdża w kosmos, perkusja lekko chowa się w tle, by uwypuklić świetne gitarowe zagrania. Wokale pełne są echa i pogłosu, co nadaje wyjątkowej atmosfery utworom takim jak Reality fades czy Flowering Dimensions. Słowem, nie ma się do czego przyczepić.

Warto też wspomnieć o genialnej okładce, którą zaprojektował Maciej Kamuda. To naprawdę oryginalny art, który dobrze oddaje muzyczną zawartość krążka. Spowite w żółtej poświacie żywe wzgórza i rzeka, która płynie gdzieś w dal. Po prostu w punkt.

Dwójka Weedpecker to świetne wydawnictwo, które zyskuje z każdym kolejnym odsłuchem. Po kilkunastu podejściach nadal nie potrafię się nim znudzić i co więcej – sprawia mi coraz więcej radości. Nadszedł czas krótkich dni i deszczowych nocy, więc apeluję – wybierzcie Weedpecker. Promienie Słońca w każdym domu.

Patryk Pomichowski

Serdecznie zapraszamy do zapoznania się z modlitwą Ojcze Nasz i jej interpretacją.

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.