Mowa ciała

Można byłoby nazwać Plemię dziełem eksperymentalnym – wszak jego bohaterami są głuchoniemi, których gesty w języku migowym nie są w żaden sposób tłumaczone, wobec czego nie pada tu ani jedno słowo – gdyby nie fakt, że pomimo tak odważnej formy jest to kino absolutnie spełnione. Chociaż oryginalność filmu Słaboszpyckiego niewątpliwie wynika właśnie z decyzji o pominięciu konwencjonalnych dialogów, to jest to przede wszystkim niezwykle sprawnie opowiedziana historia, głęboko zanurzona w gatunkowych schematach.

 

Głównym miejscem akcji Plemienia jest ośrodek dla osób niesłyszących, jednak jego podopiecznym daleko do stereotypowych, bezwolnych postaci, jakie znamy z telewizyjnych reportaży poświęconych tego typu placówkom. Tworzą oni specyficzną, samowystarczalną strukturę społeczną, na czele której stoi gang parający się takimi niecnymi czynami, jak prostytucja czy wymuszenia. Wydarzenia obserwujemy z punktu widzenia nowego mieszkańca internatu, Sergieja – nieświadom panujących w nim patologii chłopak początkowo z trudem odnajduje się w nowym środowisku, ale dość szybko nabiera odruchów i przyzwyczajeń, które zapewnią mu przetrwanie w tych trudnych warunkach, a nawet szacunek ze strony współlokatorów. Powoli wypracowuje sobie coraz ważniejszą pozycję, pnąc się w górę po drabinie owego osobliwego przestępczego półświatka.


Plemię odczytywane jest niekiedy jako bezprecedensowe połączenie kina społecznego z hołdem dla spuścizny filmu niemego. W kontekście postrzegania problemów głuchoniemych rzeczywiście jest to dzieło rewolucyjne: oto osoby, które na co dzień uznajemy za niepełnosprawne (a więc w jakiś sposób niepełnowartościowe), są tu całkowicie upodmiotowione: nie tylko biorą życie w swoje ręce, ale wręcz konstruują alternatywny, zamknięty świat, posługujący się własnym zbiorem zasad i reguł działania. A ponieważ na ekranie nie widzimy właściwie nikogo poza nimi (a już na pewno nie słyszymy żadnych rozmów), więc zmuszeni jesteśmy do przyjęcia ich punktu widzenia i postawienia się niejako w roli wykluczonego – czyli w takiej, w jakiej głuchoniemi żyją na co dzień. Jeszcze ciekawszy jest jednak sposób, w jaki fabuła wpływa na warstwę formalną filmu (przy okazji przypominając, jak ułomny jest niejasny w gruncie rzeczy podział dzieła na formę i treść), twórcy nie zdecydowali się bowiem na wyjaśnianie dialogów za pomocą napisów – co jest zresztą o tyle naturalne, że taki zabieg postawiłby pod znakiem zapytania sens całego przedsięwzięcia. Wydaje się, że celem reżysera było przede wszystkim podkreślenie siły kina jako takiego, skoncentrowanie się na opowiadaniu obrazem, a nie słowem. Paradoksalnie nie oznacza to wcale, że punktem odniesienia było dla niego kino nieme – wręcz przeciwnie, o ile autorzy kina bezdźwiękowego nadrabiali ów brak albo ekspresyjną grą aktorską, albo właśnie napisami, o tyle Słaboszpyckyj nie posługuje się takimi atrapami. Ukrainiec pokazuje raczej, że możliwą (czy nawet pożądaną) jest sytuacja, w której rola dialogów w filmie jest absolutnie pomijalna – Plemię, mimo że opowiedziane jest językiem nieznanym dla większości widzów, to na poziomie obrazów czy samego zachowania bohaterów nie sprawia żadnych problemów z jego zrozumieniem czy interpretacją.

Taka przejrzystość wynika z zastosowania reguł charakterystycznych dla kina gatunkowego – w tym wypadku filmu gangsterskiego. O tym, że Plemię można zaliczyć do tego nurtu, świadczy wspomniana oś fabularna – Sergiej przechodzi tu przez wszystkie etapy przestępczego wtajemniczenia: najpierw zmuszony jest do udowodnienia swojej siły w bójce, potem zyskuje zaufanie szefostwa, uczestnicząc w coraz ważniejszych akcjach, aż w końcu wyrabia sobie silną pozycję w gangu, pozwalającą na konkurowanie z innymi jego członkami, co musi doprowadzić do finałowej konfrontacji (zgodnie z obietnicą złożoną na rozbieranym plakacie nie zabraknie tu również wątku miłosnego). Słaboszpyckyj korzysta ze sprawdzonych rozwiązań, ale w tym wypadku jest to całkowicie uzasadnione: skoro postaci mówią w nieznanym języku, to sama narracja powinna być jak najbardziej czytelna. Nawet wysmakowane i niezwykle sprawne zdjęcia Walentyna Wasjanowicza, wyraźnie kontrastujące z brutalnością ukazywanych wydarzeń, mają na celu jeszcze pełniejsze i jak najbardziej naturalne zanurzenie odbiorcy w świecie przedstawionym, a nie wywołanie szoku czy zaskoczenia. Ostatecznie największym osiągnięciem twórców jest to, że Plemię trzyma w napięciu do samego końca, a historia bohaterów angażuje autentyczne emocje – czego najlepszym dowodem są reakcje widzów na scenę zamykającą film.

Marcin Sarna

Plemię

reżyseria: Myrosław Słaboszpyckyj

premiera: 29 maja 2015 (Polska), 21 maja 2014 (świat)

produkcja: Holandia, Ukraina

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.