Na dwa fronty

Teatr Nowy sięga po nowe. Nowe gatunki, nowe sztuki, nowych, debiutujących reżyserów czy nowe rodzaje teatru. Tak też była zapowiadana ostatnia premiera. Sophie w reżyserii Kamili Michalak miało być krokiem Nowego w stronę nurtu fizycznego.

 

Z tym większą ciekawością wybrałam się – zachęcona dodatkowo historią powstawania spektaklu, bowiem pomysł na zorganizowanie takiej premiery zrodził się w trakcie warsztatów fizycznych dla aktorów Teatru Nowego. Później te elementy i metody pracy były rozwijane przez reżysera i aktorów, by – najczęściej uzupełniane improwizacjami – stworzyć całość spektaklu. Koniec końców możemy podziwiać wysiłki aktorów – Martyny Zaremby, Mateusza Ławrynowicza i Andrzej Niemyta.fot. Jakub Wittchen

Spektakl Sophie to historia trudnej relacji między trojgiem ludzi, a w zasadzie trudnej relacji kobiety z dwoma mężczyznami. Historia ta opowiedziana jest na dwa sposoby – ruchowo oraz słowami, w czym pomógł Michał Pabian, dramaturg spektaklu. Fizyczna partia zaczyna się spektakularnie – to kilkunastominutowy pokaz umiejętności i wrażliwości na ruch w wykonaniu Martyny Zaremby i Mateusza Ławrynowicza. Choć nic nie mówią, zrozumiałe jest wszystko – skomplikowana relacja, wzajemne uzależnienie, agresja mieszająca się z pożądaniem. Każdy ruch znajduje tu swoje wytłumaczenie i wypełniony jest absolutnie odczuwalną emocją. Zasługuje to na tym większy szacunek, że ta początkowa scena jest improwizowana. Wiele pracy musieli więc włożyć aktorzy, by wyrobić w sobie świadomość ciała, poruszania się na scenie w taki sposób, aby nie było to techniczne, lecz estetyczne, zrozumiałe i aby zachwycało.fot. Jakub Wittchen

Niestety po pierwszej scenie magia znika. Pojawiają się słowa, które wydają się w tym spektaklu zupełnie niepotrzebne. Metafora ulatuje, tajemnica ustępuje miejsca naiwności i dosłowności. Dialogi banalizują i tłumaczą coś, co jest doskonale widoczne i wiadome po ruchowym wstępie. Dobre wrażenie nie powraca także w kolejnej fizycznej scenie – duecie Martyny Zaremby i Andrzeja Niemyta – ani w dialogowym finale – tu szokuje jedynie tytułowa Sophie zakryta folią tak szczelnie, że widz zastanawia się, czy aktorka aby na pewno przeżyje ten spektakl. Spektakularny początek oddaje więc miejsce trywialnemu rozwinięciu – szkoda, po pierwszych kilkunastu minutach ma się ochotę na więcej. Sophie to spektakl na dwa fronty – z jednej strony mamy tu poszukiwanie nowego, czerpanie z nurtu fizycznego, z drugiej jednak powrót do dobrze znanej, słownej formuły, która sama w sobie nie prezentuje najwyższego poziomu, a zestawiona z rozwiązaniami ruchowymi tym bardziej traci na mocy.

Na uwagę zasługuje jednak Martyna Zaremba – cały czas obecna na scenie, wykazuje się niespotykaną sprawnością fizyczną, wrażliwością, skupieniem, emocjonalnością. Przede wszystkim dla niej warto zobaczyć ten spektakl, mężczyźni jedynie jej partnerują, tworząc tło do całej historii. Jak zapowiadała reżyser spektaklu Kamila Michalak, ta praca jest procesem, który nie znajduje swojego finału na premierze. Być może więc za jakiś czas będzie można zobaczyć Sophie ze zredukowanymi dialogami, które ustąpią miejsca kolejnym improwizacjom i partnerowaniom.

Joanna Sobocińska

Sophie
Reżyseria: Kamila Michalak
Dramaturgia: Michał Pabian
Scenografia: Karolina Fandrejewska
Muzyka: Cezary Kołodziej
Ruch sceniczny: Allisa Makarenko
Obsada: Martyna Zaremba, Mateusz Ławrynowicz, Andrzej Niemyt

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.