NAJLEPSZE ALBUMY POLSKIE 2013

Skoro już zepchnęliśmy w głąb niemiłe wspomnienie o płytach, które rozczarowały nas w 2013 roku, czas docenić rodzimy rynek muzyczny. Lista (jak w większości tegorocznych zestawień) mogłaby być zdecydowanie dłuższa, bo dobrych wydawnictw w Polsce nie brakowało. Proponujemy Wam jednak zestawienie przekrojowe przede wszystkim gatunkowo — nie ograniczaliśmy się bowiem jedynie do rzeczy najbardziej znanych, z odmętów wyławiając interesujące debiuty i frapujące projekty.

 

10. Blindead – Absence

Głupio byłoby powiedzieć, że Blindead przewodzi rodzimej stawce zespołów postmetalowych. O przewodzeniu może być bowiem sensownie mowa tylko wtedy, gdy istnieje jakaś realna konkurencja. […] Szkieletem brzmienia Polaków wciąż jest post metal, ale sludge’u na Absence nie uświadczymy. […] Krzyku [charakterystycznego dla sludge’u — przyp.red.] tu niewiele. [….] Dominuje czysty śpiew [Patryka Zwolińskiego — przyp.red.], dzięki czemu muzyka Blindead otwiera przed słuchaczem całe nowe spektrum emocji i możliwości interpretacyjnych. […] W parze z wokalnym wyciszeniem idzie wyciszenie wzmacniaczy. […] Można by z trwogą zapytać: czy zostało tu cokolwiek z dawnego Blindead? Uspokajam: to, że muzyka stała się lżejsza i mniej hałaśliwa, nie znaczy, że jest mniej intensywna. […] Bo też i w muzyce Blindead zawsze chodziło o mroczne, ciężkie emocje, a Absence pozwala odczuć je w inny niż dotychczas sposób. […] Każdy kawałek zawiera jakąś niespodziankę, poczynając od akustycznych pasaży, przez […] użycie bogatego spektrum elektronicznych efektów i sampli, po fragmenty zdradzające nieoczywiste inspiracje. […] To, co zrobili na Absence, a wcześniej na Affliction, sytuuje ich w ścisłej czołówce nie lokalnej, ale światowej. Robert Mróz

9. Milcz Serce – Nawyki/Kolizje

Milcz Serce to kolejny polski zespół, który udowadnia, że da się pisać inteligentne teksty w ojczystym języku. Ich przesycone melancholią piosenki pełne są emocjonalnej liryki, nierzadko ujętej w nieco przekombinowane metafory. Pełne ciekawych rozwiązań aranżacje uwypuklają poszczególne historie złamanych serc i zawiedzionych nadziei, jednak trudno oprzeć się ich nieodpartemu, choć smutnemu urokowi. W połączeniu z zapadającymi w pamieć liniami melodycznymi gitar i bogatym wachlarzem inspiracji, Nawyki/Kolizje to płyta do odkrywania wciąż na nowo. Na pewno będziemy do niej wracać. Monika Pomijan

8. Krzysztof Zalewski – Zelig

Zelig to kwintesencja eklektyzmu. Krzysztof Zalewski z powodzeniem połączył gatunki (od retro, przez elektronikę, do progresywnego rocka) i klimaty (od Nosowskiej po Bowie’ego). […] Zalef proponuje muzykę różnorodną, stworzoną nie na jedną modłę, eksperymentuje z gatunkami i emocjami, a prawdziwą radość na krążku przynosi czające się na każdym kroku zaskoczenie rytmiczne, tekstowe, instrumentalne i melodyczne. […] Zalewski spina jednak album klamrą swojego talentu. Bez spojenia utworów charakterystycznym głosem i szaleństwem w pomysłach, płyta byłaby po prostu chaotyczna i ciężkostrawna. Pełnia umiejętności Zalewskiego wybrzmiewa zwłaszcza w niemenowsko niespokojnych i nosowsko intrygujących Zbożach. […] [Zelig] to album, który tak bardzo wystaje z szeregu, że będzie się o nim mówić jeszcze długo. (Pełna recenzja) Marta Kubacka

7. Patrick the Pan – Something of an End

Odwaga, z jaką Piotrek Madej wkracza na polską scenę muzyczną tym bardziej robi wrażenie, że debiutancki album w całości nagrał w zaciszu własnego pokoju. Something of an End kipi pomysłami. Artysta nie ogranicza się do sprawdzonych schematów melodycznych i motywów instrumentalnych (chętnie korzysta z elektroniki i instrumentów perkusyjnych), swobodnie mieszając gatunki i stylistyki (posłuchajcie choćby Men Behind The Sun czy POV). Druga część płyty (sentymentalne Remains i niesamowite, najlepsze na płycie Exiles Always Come Back) to przede wszystkim muzyczne krajobrazy, budowane z ogromnym wyczuciem i wrażliwością, wyraźnie inspirowane muzyką Pink Floyd (co artysta przyznaje w wywiadzie. Something of an End jest popisem niekwestionowanego geniuszu. I choć nasuwające się porównania do Thoma Yorke’a i twórczości Radiohead, wydają się odrobinę za duże, mocniejsze i bardziej mroczne Lunatique zapowiada album, który być może już takich zestawień nie uniknie, czego Piotrkowi bardzo życzymy! Marta Kubacka

6. Waglewski Fisz Emade – Matka, Syn, Bóg

Kiedy w 2008 roku Waglewscy wydali swoją pierwszą wspólną płytę, rynek dosłownie wrzał w reakcji na świetny materiał. Okazuje się jednak, że Wojciech Waglewski, Fisz i Emade mają do powiedzenia znacznie więcej. Na Matka, Syn, Bóg dochodzi do wielu metamorfoz. Rozkręcający się kilka lat temu Fisz, teraz już naprawdę śpiewa – i to w większości kompozycji. Poza tym utwory mają o wiele wyraźniejszy wspólny mianownik – jest bardzo rockowo, z długimi momentami bluesa i country urozmaicanymi jedynie delikatnym bitem i stopą. Ujednolicenie muzyki sprawia, że materiał zaproponowany przez muzyków jest dużo dojrzalszy. W tekstach dwa pokolenia Waglewskich w inteligentny sposób dotykają spraw niezwykle kruchych i trudnych. Jest tu przede wszystkim motyw ojcostwa czy też rodzicielstwa w ogóle, pojawiająca się – całkiem serio w Ojcu i prawie prześmiewczo w Trupku czy Komecie – śmierć. Jest gęsto-męsko. Ciężkie gitary wspomagają klimatyczny, niemal filmowy i pieczołowicie budowany nastrój, słuchaczowi trzeba jednak wiedzieć, że pomimo świetnej warstwy muzycznej to właśnie teksty stanowią najważniejszy budulec tej płyty. Tak dojrzałego i wyrafinowanego materiału na polskim rynku nie było chyba jeszcze nigdy. Alicja Cieloch

5. W.E.N.A. – Nowa Ziemia

Polecam Nową Ziemię nie tylko zwolennikom wysmakowanych rapsów, ale i tym, którzy o hip-hop się jedynie ocierają. […] Zawartość tekstów na krążku to luźny zbiór przemyśleń W.E.N.Y. na temat drogi, którą przeszedł od wydania swojej poprzedniej płyty, Dalekie Zbliżenia, i zmian, jakie zaszły w nim podczas tej duchowej podróży. Nowa Ziemia to świat zbudowany z pasji, niepohamowanej chęci rozwoju i wiary w stawiane przed sobą cele. Na płycie W.E.N.A. kontrastuje ją m. in. z brutalną rzeczywistością, która nas otacza. […] Nie da się jednak opisać płyty, nie wspominając o tym, czego dokonał na niej zajmujący się muzyką Stona. Producent tak samo sprawnie radzi sobie z samplowanymi, żywymi bitami, jak i z tymi bardziej elektronicznymi. […] A to ni stąd, ni zowąd wyłania się spod elektroniki przetworzony dęciak, gitara w klimacie quasi-reggae, smyczki czy orientalne instrumentalizacje w tle. […] Muzyka to największy atut płyty, a tematy poruszane przez W.E.N.Ę. niejednego mogą zainspirować. (Pełna recenzja) Tomasz Spiegolski

4. Dawid Podsiadło – Comfort And Happiness

Na Comfort and Happiness warto było czekać. […] Przede wszystkim Dawid ujmuje wrażliwością. Subtelność, którą przemyca w klimacie swoich utworów, zwłaszcza spokojniejszych, przywodzi na myśl niezapomnianego Jeffa Buckleya — mistrza emocjonalnych opowieści. Kompozycje pełne są przestrzeni i jednocześnie znakomicie współgrają z bardzo kameralnym, ciepłym głosem Dawida. Podobnie zresztą jak u Buckleya, to właśnie wokal jest podstawowym narzędziem rozmowy ze słuchaczem. Sposób, w jaki młody artysta podkreśla swój największy atut świadczy też o ogromnej dojrzałości i świadomości muzycznej. Utwory rzadko kiedy uciekają w oklepane schematy, również rozwijając się w ciekawy sposób. […] [Album], oscylując, zgodnie z tytułem, między weselszymi i spokojniejszymi kompozycjami odzwierciedla to wszystko, co o artyście już wiemy. Comfort and Happiness jest dokładnie taką płytą, jaką chciał stworzyć Dawid. (Pełna recenzja) Marta Kubacka

3. Ampacity – Encounter One

31 marca nakładem Nasiono Records ukazał się fenomenalny debiut formacji Ampacity zatytułowany „Encounter One”. […] Muzyka [zespołu] ma swoje mocne, brudne, stoner rockowe podłoże, od którego delikatnie i z gracją odbija się w space- i art-rockowe przestrzenie. […] Muzycy za pomocą instrumentów prowadzą ze sobą swobodny dialog, pozwalając każdemu na realizowanie tego, co chce przekazać. Nie od dziś jednak wiadomo, że to komunikaty niewerbalne stanowią 70% przekazywanych treści. Członkowie Ampacity osiągnęli w tej dziedzinie mistrzostwo. Wszystko im się zgadza – kiedy ma być solówka, kiedy ma być zwolnienie i delikatność godna Davida Gilmoura. […] Ludzie takie umiejętności i feeling osiągają latami, a twórcy „Encounter…” to jeszcze młodzi muzycy. Aż ślinka cieknie, gdy pomyśli się o tym, co mogą zmajstrować za kilka lat. (Pełna recenzja) Tomasz Spiegolski

Polska nigdy spacerockowym Edenem nie była. O ile w konkurencji bardzo ciężkie brzmienia mamy się czym pochwalić, o tyle krzyżówkami Pink Floyd z Earthless jakoś nie obrodziło, a te, które istnieją, pozostają w głębokim podziemiu. Na szczęście od niedawna mamy Ampacity, czyli kilku chłopaków potrafiących nagrać dwudziestominutowy jam ani przez chwilę, nawet w spokojnych fragmentach, nie tracący na intensywności. O ile nie jestem wielkim miłośnikiem rockowych albumów instrumentalnych, o tyle momenty takie, jak ostatnie dwie minuty Asimov’s Sideburns, w których spod eterycznego plumkania niespodziewanie wyłania się mocarny riff, utwierdzają mnie w przekonaniu, że kwintet żadnych dodatków w swojej muzyce nie potrzebuje. Wystarczy klasyczne rockowe instrumentarium, całe pokłady inwencji i voila — kapitalna płyta. Robert Mróz

2. Trupa Trupa – ++

Już w chwili debiutu (po prostu LP) wiadomo było, że zespół Trupa Trupa nie przejdzie bez echa. […] Druga płyta przewyższa [go] pod niemal każdym względem – od kompozycji po zamysł producencki. Najwięcej właściwego sobie, przykrego piękna Trupa Trupa przekazuje w delikatnych piosenkach oscylujących na krawędzi odrętwienia i goryczy, oprawiając teksty z pogranicza życia i śmierci w proste, ale dokładnie zaplanowane kompozycje. […] Zabawa emocjami jest możliwa dzięki ciągłym repetycjom, nie tylko na poziomie powtarzanych akordów, ale też poszczególnych fraz w warstwie lirycznej, co jest już przesądzonym znakiem rozpoznawczym zespołu. Dokładając do tego specyficzną, niewymuszoną atmosferę lo-fi i pływające klawisze w stylu Manzarka otrzymujemy niezwykłą mieszankę, pełną gniewu i miejscami przykrości, za to tak intensywną w odbiorze, że nie da się przejść obok niej obojętnie. (Pełna recenzja) Natalia Jankowska

1. STARA RZEKA – CIEŃ CHMURY NAD UKRYTYM POLEM

Kuba Ziołek wyskoczył w 2013 roku jak Filip z konopi i zaszokował wszystkich niezliczoną liczbą projektów (na oko jest ich mniej więcej 347,5). Co więcej — każdy z tych zespołów proponuje nieco inne brzmienie i żaden nie nagrał słabej płyty! Czy mówimy o progresywnym/noiserockowym Alameda 3, czy o drone’owym T’ien Lai (mój prywatny faworyt), zawsze czekają na nas dzwięki dopracowane, niełatwe w odbiorze, ale warte zachodu. Nie inaczej jest ze Starą Rzeką, która zdobyła sobie największą popularność, zajmując najwyższe miejsca nie tylko w rodzimych podsumowaniach roku 2013. Sześć kawałków i niemal godzina muzyki, której najbliżej do drone’u, lecz która śmiało obnosi się z mnóstwem inspiracji folkowych, industrialnych, a nawet blackmetalowych. Nie ma potrzeby rozczłonkowywać tej płyty i grzebać w poszczególnych utworach (choć samo w sobie stanowi to przednią zabawę) — największym zwycięstwem Starej Rzeki jest jednorodny, upojny klimat, prowadzący nas właśnie gdzieś nad zapomniane rozlewiska obok ukrytych pól. Ku naturze i przeszłości oraz — nawet w bardziej hałaśliwych momentach, których zresztą nie ma tu przesadnie wiele – z dala od ultraszybkiego pulsu nowoczesnego miasta. Załóżcie słuchawki Tilde i odpłyńcie. Robert Mróz

W głosowaniu na najlepsze płyty polskie brali udział: Monika Pomijan, Natalia Jankowska, Marta Kubacka, Anna Ślusareńka, Justyna Czarna, Alicja Cieloch, Daniel Kiełbasa, Robert Mróz oraz Tomasz Spiegolski.

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.