Nasze patologie

O.D.R.A – Sexnarkoman (2015) Bat Skull Fuck Dick Records

Świat dookoła to nie tylko szczęśliwe rodziny, różowe baloniki i kwitnące kwiaty. To także brud, patologie, wóda i krew. O.D.R.A, odkąd po raz pierwszy wylała w 2009 roku, kultywuje muzycznie i tekstowo tę ciemniejszą, bardziej plugawą stronę życia współczesnego człowieka. Ich najnowszy album Sexnarkoman to z jednej strony kontynuacja ścieżki obranej na Karl Denke Blues, a z drugiej – bardziej przystępne spojrzenie na sludge, czyli zabłoconą i perwersyjną odmianę bluesa.

 

Nie będę ściemniał. Jestem ich fanem od samego początku. Mam wszystkie albumy na półce, t-shirt na sobie, czapka wisi dumnie na haczyku przy drzwiach. Tak, prawdziwy ze mnie fanboy. Dlaczego? Bo od paru lat wrocławski zespół oferuje publice coś, czego nikt inny w tym smutnym kraju nie robi. Serwuje nam masochistyczną przyjemność, opowiadając o tym, o czym większość boi się nawet pomyśleć. Każdy ich album to droga przez mękę, ale kiedy krążek już zatrzyma się w odtwarzaczu, robi się lżej. Bo przecież to tylko muzyka, tak nie jest naprawdę.

Muzycznie Sexnarkoman nie odbiega od tego, co O.D.R.A serwowała na poprzednich wydawnictwach. Dostajemy prawdziwą kopalnię nowoorleańskich riffów okraszonych niemożliwym do odszyfrowania krzykiem Chudego Byka. Z nowości zaś otrzymujemy gościnną harmonijkę w utworze otwierającym (którego nazwy podać nie wypada) oraz przytłaczający walec, czyli zamykający album Imperator w lateksowych rękawiczkach.

A w środku? Świetny Kompot/Butapren napędzany wybornym riffem, podobnie zresztą jak poprzedzający go Weneryczny taniec. To numery, które, mimo całego swego plugastwa, wywołują też olbrzymią chęć do hardego machania łbem. Na tym właśnie O.D.R.A od początku opierała swą siłę. Jednak tym razem stosunek riffów i melodii do ciężkich, przytłaczających kompozycji jest zdecydowanie na korzyść tych pierwszych. To zdecydowanie najbardziej przyjazna słuchaczowi płyta. Choć cudzysłów powinien być tu podwójny, bo to nadal najbardziej chamski i brzydki album roku.

Świetna jest też produkcja. Gdyby przyrównać ją do ich debiutu, byłoby to zestawienie kibla z Trainspotting z uroczą wygódką ze złotymi klamkami. W sludge niby im gorzej coś brzmi, tym lepiej. Można też jednak trochę zamieszać, by wszystko, co muzycy chcą przekazać, było słyszalne. Tak jest na Sexnarkoman. Dostajemy bardzo brudne brzmienie gitar, szeleszczące talerze i charczące wokalizy, ale jednocześnie odsłuch tego materiału jest – z braku innego słowa – przyjemny.

Podsumowując, O.D.R.A niczym specjalnie nie zaskakuje, bo i po co? Panowie grają swoje, mordują riffem, tekstem i rytmem. Mają jednak coś, co robi wrażenie i za co należy się szacunek. Kojarzycie te wpisy w książeczkach do płyt w stylu Recorded and mixed between February-May 2014 albo Nagrywano latem 2010? W książeczce Sexnarkomana ten opis brzmi Recorded 06.12.2014. Ile zespołów, nawet tych podziemnych, nagrywa płytę w jeden dzień? O to właśnie chodzi. Włącz wzmacniacz, rozłóż bębny, ustaw mikrofon, wciśnij REC i jazda. Piękna sprawa. Sexnarkoman to nie rewolucja. To po prostu kolejna chamska chłosta. I zarazem najprzyjemniejsza z dotychczasowych.

Patryk Pomichowski

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.