Nie odchodź, Tom

Jak twierdził Edgar Allan Poe, nie ma nic piękniejszego niż śmierć pięknej kobiety. Wyraźnie odbiło się to w jego niepokojącej prozie. W swoim najnowszym filmie Xavier Dolan idzie podobnym tropem, zmieniając jednak płeć trupa i czyniąc z niego swoisty fantom, któremu nie sposób odmówić hipnotycznej siły. Tym bardziej, że popycha ona bohaterów do odkrycia sekretów, których być może będą żałować.

 

Tytułowy bohater filmu Tom at the Farm przyjeżdża z Montrealu na kompletne odludzie na pogrzeb swojego chłopaka, jednak już od początku nic nie przebiega tak, jak sobie wyobrażał. To miała być krótka, raczej powściągliwa wizyta bez niepotrzebnego rozdrapywania ran. Tymczasem zastaje zamknięty na głucho dom oraz puste, nie licząc krów w oborze, budynki gospodarcze, a pochmurna aura nie zwiastuje niczego dobrego. Wtedy pierwszy raz pojawia się tak charakterystyczny dla Dolana sposób kręcenia protagonisty od tyłu, tak, aby widz miał pewność, czyimi oczami przedstawione zostaną kolejne wydarzenia. Kamera nie odstępuje reżysera i jednoczenie odtwórcy tytułowej roli nawet na krok, śledząc jego ruchy z niemal perwersyjną ciekawością, tym samym wzbudzając w odbiorcy niepokój. To pośrednio nowość, jeśli chodzi o kino młodego Kanadyjczyka, w którym dotąd dominowały zmysłowość i przeestetyzowane, piękne zdjęcia. Jednak gdy wrócimy pamięcią do debiutanckiego Zabiłem moją matkę, estetyka najnowszego obrazu twórcy przestanie być aż tak zdumiewająca. Formalnie bowiem, tak jak tamten film, Tom at the Farm jest dziełem na wskroś realistycznym i ascetycznym, zręcznie operującym niemalże pierwotnymi namiętnościami, które Dolan przemyca jakby mimochodem. Uwidacznia się tu coraz dojrzalsza świadomość twórcza złotego dziecka, jak już zdążono go nazwać przy okazji wspaniałych Wyśnionych miłości, a wraz z nią kierunek, w jakim prawdopodobnie reżyser podąży, łącząc zmysłowość z realizmem.

Ten drugi jest tutaj zasnuty mgłą niepokojącej tajemnicy, która okrywa zarówno śmierć Guillaume’a, jak i życie na odciętej od świata farmie rodziny Longchamp. Nagle Tom zostaje postawiony w sytuacji bez wyjścia – musi perfekcyjnie odegrać narzuconą mu rolę przyjaciela zmarłego, w przeciwnym razie gorzko pożałuje, że w ogóle wyściubił nos z Montrealu. Tym, który rzuca mu osobliwe wyzwanie, jest starszy brat Guillaume’a, Francis, grany brawurowo przez Pierre-Yvesa Cardinala. Dolan nie bawi się w przesadne tłumaczenie powodów zachowania farmera, konfrontację mężczyzn od razu przyozdabia w napięcie seksualne, które nada ton dalszym wydarzeniom. Szalenie sugestywnie wypada tutaj scena w kabinie toalety kościelnej, gdzie Francis wpycha Toma, by ukryć ich kłótnię przed niechcianymi spojrzeniami. Bardzo ciasny kadr, zbliżenia na pełne emocji twarze obu bohaterów oraz dynamiczny montaż, gdzie kamera raz pokazuje Dolana, raz Cardinala, potęgują wrażenie klaustrofobicznej atmosfery, tak jakby Tom był myszką złapaną w klatkę. Druga warstwa tej sceny to oczywiście erotyzm, intensyfikowany jeszcze przez przyspieszony oddech i mimikę aktorów. Takie sceny Kanadyjczyk budował już w Wyśnionych miłościach, by wspomnieć kolorowe, duszne sekwencje łóżkowe z przypadkowymi kochankami obojga przyjaciół. Tamte jednak miały w sobie dużą dozę melancholii, zaś scena z Tom at the Farm to przykład niemalże brutalnego podania nagich emocji.

Przemoc to zresztą kolejna rzecz, która wyróżnia ten obraz na tle wcześniejszych dokonań Xaviera Dolana. Pierre-Yves Cardinal nie ma w sobie nic z ujmującego François Arnauda (Zabiłem moją matkę) ani kędzierzawego, anielskiego Nielsa Schneidera (Wyśnione miłości). Zdecydowanie bliżej mu do Melvila Poupauda (Na zawsze Laurence), grającego już nie fantazmat, lecz bohatera z krwi i kości, który kryje w sobie dwie natury. Francis, podobnie jak Laurence, próbuje ułożyć się z irracjonalnymi namiętnościami, jakie nim targają i również znajduje sposób na ich wyładowanie w brutalności. Przy tym tutaj to przede wszystkim on zadaje ciosy, a ciałem, które je przyjmuje, jest Tom. Najbardziej klarownym przykładem jest scena na polu kukurydzy, kiedy tytułowy bohater próbuje uciec przed Francisem, oczywiście na próżno. Zamierzam powiedzieć twojej matce całą prawdę i jutro wyjechać – przecież za takie słowa farmer nie mógłby puścić go wolno. Mężczyzna jest jak okrutny i piękny strażnik wielu osobliwych więzień, w których trzyma różne sekrety, a także mniej lub bardziej bezpośrednio związanych z nimi ludzi, również swoją matkę Agathe. Tom staje się dla niego kimś w rodzaju gwaranta pieczołowicie budowanych kłamstw i przemilczeń, a także ujściem dla mrocznych namiętności, jakie w sobie od zawsze krył i które wcześniej dzielił z młodszym bratem. Bohater Dolana z dnia na dzień zajmuje miejsce Guillaume’a i czasem trudno oprzeć się wrażeniu, że było to precyzyjnie zaplanowane. Jest tu bowiem taka scena, w której narodziny nowego cielaka nabierają zupełnie nowego, zdumiewającego wręcz znaczenia, a wraz z nimi spisane na chusteczce słowa pożegnania ukochanego, pokazane na samym początku filmu. Nie pamiętam już, co znaczy pojęcie smutek, tłumaczy sobie Tom.

O ten smutek walczy już wyłącznie matka zmarłego, przepełniona rozpaczą i nie mogąca zrozumieć tej bezsensownej śmierci. Przerażająco i szalenie wiarygodnie wypada kręcona też w ciasnym kadrze Lise Roy, której wykrzywiona bólem, zapłakana twarz na tak dużym zbliżeniu wypada karykaturalnie, przypominając gęby dziwacznego towarzystwa z Na zawsze Laurence. Jednak właśnie dzięki tej odwróconej płaszczyźnie Dolan osiąga zamierzony efekt – żałoba Agathe, tak jak i cała jej postać, są autentyczne, natomiast Francis jest zamknięty w świecie wyobrażeń, niepogodzony z rzeczywistością. W kontrze do wspomnianej sceny stoi bowiem ta, gdzie razem z Tomem tańczą wśród słomy tango do nieśmiertelnej Santa Maria Gotan Project. Pokazani na planie ogólnym i skąpani w zmysłowym, złocistym świetle, przypominają bardziej piękne zjawy niż ludzi. Jak się okazuje, piękno śmierci nie odbija się w postaci Guillaume’a, ale właśnie w podszytym erotyzmem napięciu, jakie pojawia się między Francisem a Tomem. Pozostaje jeszcze tylko pytanie, czy główny bohater pozwoli się farmerowi zamknąć w osobliwym więzieniu, jakim jest jego natura, czy może jednak odsunął od siebie widmo zmarłego chłopaka. Nie odchodź, Tom, potrzebuję cię. A może raczej: potrzebujesz mnie?

Film pokazywany był na 1. Black Bear Filmfest Warszawa.

5kilo kultury jest patronem medialnym festiwalu oraz tego filmu.

Monika Pomijan

Tom at the Farm

reżyseria: Xavier Dolan

premiera: 2 września 2013 (świat), 16 maja 2014 (Polska)

produkcja: Kanada, Francja

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.