Ocieplanie wizerunku wampira

Podobno nie ma tak fatalnego, budzącego lęk wizerunku, którego nie dałoby się pozytywnie skorygować. Prawdziwość tej tezy najwyraźniej postanowili sprawdzić Jemaine Clement i Taika Waititi, autorzy filmu o wampirach zatytułowanego Co robimy w ukryciu. Od razu należy przyznać, że zadanie, jakiego się podjęli, było doprawdy karkołomne…

 

Już na poziomie semantycznym można się wspomianych potworów wystraszyć. Słownik Języka Polskiego (PWN, 2010) podaje trzy definicje pojęcia wampir: (1) według wierzeń ludowych: upiór wstający z grobu i wysysający krew z ludzi; (2) seryjny morderca napadający zwłaszcza na kobiety i zabijający je w okrutny sposób; (3) nietoperz o ostrych zębach, żywiący się krwią ssaków i ptaków, żyjący w Ameryce Południowej. Obraz wampira przejawiający się w języku potocznym też do najcieplejszych nie należy. Dość przypomnieć kilka określeń: krwiopijca, emocjonalny wampir czy wampir z Bytowa. Z kolei pamiętna kobieta-spychacz z Dnia świra wymyślne ciosy retoryczne Adasia odparowuje jednym słowem – wampir. Na nic młodość w bibliotekach, na nic studia polonistyczne, na nic wykuwana w pocie czoła erudycja – to prostacko zachowująca się kobieta dwoma sylabami zapewnia sobie zwycięstwo w osiedlowej przepychance na słowa.

Wizerunek wampira jest negatywny również wtedy, gdy ów czarny charakter pojawia się na ekranie. Jego obraz nie jest jednak aż tak fatalny jak ten, który odmalowuje się w języku. Początkowo, owszem, upiór wysysający ludzką krew był flagową postacią kina grozy i z pewnością budził powszechny lęk. Także i dziś seans Nosferatu – symfonia grozy potrafi wywołać dreszcz u niejednego widza. Tytułowy bohater filmu Friedricha Wilhelma Murnau stał się zresztą jednym z najbardziej znanych wcieleń demonicznego krwiopijcy. Wystarczy wspomnieć, że książkę Marii Janion poświęconą motywowi wampira w kulturze zdobi okładka, na której umieszczono dwa zdjęcia przedstawiające postać wykreowaną przez Maxa Schrecka.

Nosferatu – symfonia grozy

Pierwsze filmowe wampiry były więc postaciami przerażającymi i wyraźnie negatywnymi. Jednakże powolna, acz systematyczna ewolucja nadkruszyła ten wizerunek. Werner Herzog w swoim Nosferatu wampir nadał tytułowej postaci, zagranej przez diabolicznego – także w życiu prywatnym – Klausa Kinskiego, subtelnych rysów męczennika. Z kolei w Wywiadzie z wampirem oglądaliśmy krwiopijcę ambiwalentnego moralnie, potrafiącego budzić współczucie. Dodatkowo fakt, że bohater początkowo odmawiał picia ludzkiej krwi, ograniczając się jedynie do zwierzęcej, czynił zeń swoistego wege-wampira o gołębim sercu. Wielu widzów sympatią darzy też Adama i Evę, parę upiorów z Tylko kochankowie przeżyją. Można w nich zobaczyć romantycznych outsiderów, choć, moim zdaniem, bliżej im jednak do zblazowanych snobów. Tak czy inaczej postaci te dają się lubić – podobnie zresztą jak niemal wszystkie przywołane wyżej. W żadnym razie nie da się jednak o nich powiedzieć, że są ciepłe i miłe, tryskają humorem czy że chciałoby się z nimi wyjść na plenerowe piwo. O trupich bohaterach Co robimy w ukryciu zaś – o zgrozo! – wprost przeciwnie!

Początkowo jest ich czterech: Viago (379 l.), Deacon (183 l.), Vladislav (862 l.) i Petyr (8000 l.). Mieszkają pod jednym dachem, w dużym domu na przedmieściach Wellington. Śpią całymi dniami, ale gdy nad stolicą Nowej Zelandii zapada zmrok, budzą się do życia. Towarzyszą im dokumentaliści, dzięki odpowiednim atrybutom zabezpieczeni przed wampirzą agresją. Filmowcy portretują codzienne perypetie krwiopijców oraz ich przygotowania do Przeklętego balu, imprezy, na której spotykają się upiory, zombie i czarownice. Co robimy w ukryciu jest więc mockumentem, o czym regularnie i z pożytkiem dla komediowego wydźwięku filmu przypominają autorzy. Taki opis gatunku byłby jednak rażąco niepełny. Mamy tu bowiem także przebojową komedię charakterów, rasowe kino grozy (a jakże!), dramat psychologiczny (wygląda na to, że mało kto tak jak wampiry potrzebuje przyjacielskiego wsparcia), jest też świetne wyśmianie stylistyki gadających głów.

Co robimy w ukryciu

Co robimy w ukryciu to także kino erudycyjne, wprost naszpikowane odniesieniami do znanych tytułów – od wspomnianego już Nosferatu – symfonii grozy (Petyr to wykapany Nosferatu) po Blade’a – Wiecznego łowcę, którego kostium jednemu z bohaterów wydaje się atrakcyjny w kontekście zbliżającego się balu. W filmie Clementa i Waititiego nie ma chyba takiego motywu właściwego opowieściom o upiorach, jaki nie zostałby przerobiony na komediową nutę. Jest tu dosłownie wszystko: od przedmiotów (trumny i krzyże), przez słabe punkty wampirów (alergia na promienie słoneczne, sól czy srebro), aż po ich zdolności (unoszenie się nad ziemią, hipnoza). Poza ilością żartów zdumiewa także ich gatunkowe zróżnicowanie. Dominuje oczywiście groteskowa przesada i czarny humor. Są też żarty bazujące na absurdach, jest humor sytuacyjny, a nawet ten wizualny, oparty na znaczących spojrzeniach. Aha, są także, rzecz jasna, niezastąpione suchary. Co jednak najważniejsze, niemal wszystkie te żarty są pierwszorzędnej jakości.

Poza biegłą znajomością swoistej typologii dowcipu, pomysłowym zestawieniem pozornie nieprzystających do siebie gatunków kina oraz udanym parafrazowaniem wampirycznych motywów komizm filmu ma jeszcze dwie solidne podstawy. Po pierwsze – zderzenie wyraziście zróżnicowanych temperamentów bohaterów, które prowadzi do wielu zabawnych sytuacji. Sam zresztą kontrast między uprzejmym i towarzyskim dandysem Viago (w tej roli wystąpił Taika Waititi), a pamiętającym surowe czasy średniowiecza brutalnym Vladislavem (zagranym przez Jemaine’a Clementa) może wzbudzać śmiech. Dodam jeszcze, że pozostali towarzysze nocnych wypraw to postacie nie mniej spektakularne od swoich kolegów. Poza tym komizm opiera się jeszcze na zderzeniu starego z nowym, chociaż ten akurat kontrast jest źródłem głównie sucharów. Czterej lokatorzy wellingtońskiego domu to przecież wampiry starej daty. Nie znają nowych technologii, nie orientują się też we współczesnej obyczajowości czy w obowiązujących trendach mody. Sytuacja nieco zmienia się, gdy do bohaterów dołącza Nick, młody chłopak, którego Petyr obdarzył naturą wampira. Świeżak oraz jego znajomy, powściągliwy analityk Stu, wprowadzają starszych kolegów w świat Facebooka, selifies i aukcji internetowych, co staje się motorem kilku niezłych gagów.

Co robimy w ukryciu

Tu warto też wspomnieć, że poza Nickiem i Stu autorzy filmu systematycznie wprowadzają na scenę wielu innych bohaterów, m.in. wścibskich policjantów, wiedzione instynktem stadnym wilkołaki czy… ludzi żywo zainteresowanych uzyskaniem statusu wampira. Nowe postaci regularnie dostarczają tworzywa do świeżych żartów, dzięki czemu akcja nie traci tempa, a komizm swojej mocy. Nie taki wampir straszny, jak go malują. Ba! Przedni z niego żartowniś!

5kilo kultury jest patronem medialnym filmu.

Bartosz Marzec

Co robimy w ukryciu

reżyseria: Jemaine Clement, Taika Waititi

premiera: 19 stycznia 2014 (świat), 27 lutego 2015 (Polska)

produkcja: Nowa Zelandia

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.