Piksele miarą konsumpcji

Julia Marcell – Proxy (2016) Mystic

Tak bardzo jak czekam na nowy, w pełni anglojęzyczny album Brodki, tak ogromną radość sprawiła mi Julia Marcell, która postanowiła zadebiutować po raz kolejny, nagrywając płytę w całości po polsku. Po trzech albumach napisanych w języku angielskim i przy wypracowanej wyrazistości twórczej, spokojnie mogłaby pozostać przy zadziornym wizerunku z Sentiments i co najwyżej pokusić się o jednorazowy wyskok w stylu Cinciny. Olsztynianka postanowiła jednak na przekór wszystkiemu, spróbować swoich sił w mniej plastycznym języku ojczystym i stworzyć dzieło koncepcyjne.

 

Proxy to próba opisania współczesnej generacji ludzi z ogromnymi aspiracjami, którzy jednak w otoczeniu wymuszającym skrajnie skrócone i oszczędne formy komunikacji czują się anonimowi i wyobcowani. Codzienność, którą – łatwiej niż złożone przemyślenia – wyrażają marketingowe slogany i hashtagi z serwisów społecznościowych, wymusza postawę ukrycia się za fałszywym wizerunkiem. Tak pośrednio – korzystając z nomenklatury informatycznej – można odczytywać tytuł krążka, który oznacza serwer pozwalający ukrywać prawdziwy adres IP w przestrzeni internetowej. Marcell nie do końca tę zastaną rzeczywistość ocenia – opisuje ją, jak zawsze jest wrażliwa i zdystansowana. Co prawda śpiewa w pierwszej osobie, ale często ironizuje, bawi się formą i pozostawia swoich bohaterów w nieświadomości.

Język, jakim wokalistka posługuje się na Proxy, jest bardzo bliski współczesnemu, wielkomiejskiemu konsumentowi. Jestem przekonany, że wielu odbiorców w bardzo bezpośredni sposób może odnaleźć w tych tekstach swoje historie, dla wielu podjęte przez Marcell wątki będą stanowiły punkt zaczepny dla codziennych rozmyślań. Album rozpoczyna się wymarzonym starterem dla tak wyrazistego i koncepcyjnego materiału. Kompozycja Tarantino udowadnia, że podobnie jak u słynnego reżysera możemy spodziewać się wielu zapożyczeń i rozbudowanych wersów: Dmuchawce, latawce wiatr/ Pode mną z Ikei świat/ Szyby niebieskie od telewizorów/ Cellulit, celuloid. Najcenniejsza jest jednak wielowymiarowość znaczeń i zapożyczeń, bez względu na to, czy autorka osobiste relacje odnosi do przestrzeni internetowej (Więcej niż Google), czy do języka polityki (Ministerstwo mojej głowy – mój zdecydowany faworyt na tym albumie), to zawsze trafia w sedno. Czasem ironicznie jak Nosowska (Tetris), czasem stosując słowne reakcje z cudownym opóźnionym zapłonem (Marek) przypomina bardziej Basię Wrońską.

Środek ciężkości na Proxy został w stosunku do Sentiments niemal całkowicie przeniesiony na warstwę tekstową, co nie oznacza, że muzyka zawodzi. Kompozycje spełniają najwyższe standardy alternatywno-popowe, a więc zarówno taneczne, jak i melancholijne. Dominuje przekaz oparty o pulsujący bas i bardzo wyrazistą, rytmiczną perkusję. Gitary zostały ugłaskane, nie ma już tej surowości z poprzedniego albumu , nie ma także kombinatoryki z June, jest za to zdecydowanie bardziej charakterystycznie. Dobrze wyważona przebojowość, która wiąże się z przywilejem całkowitej swobody w zakresie wyboru kolejnego singla (w zasadzie każda z kompozycji spełnia tu kryteria radiowe), pozwoliła zawrzeć w tym krótkim materiale masę smaczków, począwszy od delikatnych funkowych melodii, a na ciężkich, niemal nowofalowych klawiszach kończąc.

Zwrot, jaki dokonała Julia Marcell w swojej muzycznej karierze, zasługuje na wyrazy uznania. Dla artystki to z pewnością bardzo osobista przemiana, dla słuchacza szansa na odkrycie tej niezwykłej muzycznej osobowości na nowo. Okazuje się bowiem, że zdumienie wywołane obserwacją rzeczywistości można przekazać bez uciekania się do bezpośrednich i mało wyrafinowanych fraz. Można przy tym zachować wyrazistość i bardzo celnie strzelać polszczyzną, nie używając karabinu. 

Adam Mańkowski

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *