Po drugiej stronie lustra

Większość ludzi nie myśli pewnie o tym zbyt intensywnie, ale każdy z nas żyje wewnątrz symulacji komputerowej. Każdy posiada własną symulację, generowaną przez najbardziej fascynującą maszynę świata – mózg. Ze względów ewolucyjnych z reguły dość wiernie odtwarzają one świat rzeczywisty, ale co jeżeli akurat twoja nie działa wcale tak dobrze, jak ci się zdaje? Pewnego dnia golisz wąsy, które nosiłeś całe życie, ale twoja żona, zamiast potraktować cię komplementem, z trwogą oznajmia, że nigdy ich nie miałeś.

 

La Moustache to film, który – tak jak tytułowy wąs – może nawet nigdy nie istniał. W 2005 roku przemknął bez większego odzewu przez francuskie kina, by szybko zostać niesłusznie zapomnianym. Czy absurdalna fabuła mogła przyczynić się do tej obojętności? Bądźmy szczerzy – pomysł na La Moustache może z początku wydać się płytki i nieatrakcyjny. Trudno przed seansem zrozumieć, jak można taki koncept przekuć w obraz z przekonującymi bohaterami i solidną dramaturgią. Czy można z tego krótkiego opisu wycisnąć pełnometrażowy film? W najlepszym wypadku ten pomysł brzmi jak materiał na skecz, tymczasem reżyserowi, Emmanuelowi Carrère, udało się na tej podstawie skonstruować wciągający psychologiczny thriller, poruszający ważne i aktualne problemy nauki i filozofii.

Sytuacja, w jakiej znalazł się Marc Thiriez, jest bowiem dopiero początkiem wydarzeń, które sprawią, że jego świat zacznie ulegać stopniowemu rozpadowi. W końcu zmieni się nie do poznania, zmuszając bohatera granego przez Vincenta Lindona do nabrania zupełnie nowych nawyków odnośnie rzeczywistości, która zostaje krok po kroku odarta z wszelkiego sensu. Marc nie może polegać na absolutnie niczym: swojej pamięci, wspomnieniach bliskich i znajomych, nawet na zdjęciach, które każdemu okazują się mówić co innego. Lindon idealnie pokazuje zagubienie i konsternację swojej postaci, które szybko przeradza się w paranoję i podejrzliwość.

Te wątki to oczywiście klasyka zarówno filozofii, jak i nauk takich jak psychologia czy neurobiologia. Jednak La Moustache nie jest akademickim wykładem i nie pretenduje do tego miana. Bogactwo tematyki tkwi bowiem u podstaw samej historii, nie zaś na zewnątrz. Subtelność sprawia, że film jest w ogóle zjadliwy, a ponadto znacznie poszerza spektrum możliwych odczytań, dzięki czemu można go atakować jednocześnie Sartre’em, jak i Dennettem. O ile bowiem jestem przeciwnikiem mordowania filmów nadętymi interpretacjami, ten nadaje się do tego idealnie, zapewniając tematy do amatorskiego filozofowania w gronie znajomych przez wiele długich nocy.

La Moustache to jednak równie dobry thriller, co traktat o umyśle i trzeba przyznać, że jest naprawdę niepokojący. Twórcy nie starają się jednak tworzyć filmu, który straszy. To raczej sam pomysł, umiejętnie zaprezentowany, odbija się w umyśle widza, zmieniając jego sposób patrzenia na świat. W konsekwencji to nie film trzyma w napięciu, ale ta nowa perspektywa. Warto pamiętać, że La Moustache to raczej swobodna wariacja na temat gatunkowych chwytów, niż pobożna realizacja schematów. Rozmycie granic między iluzją a rzeczywistością, sztandarowy wątek zostają sprowadzone do ekstremum i podczas gdy tradycyjnie służą jako narzędzie, tutaj stają się tematem samym w sobie.

Całości dopełnia zupełnie niespodziewana końcówka wraz z fenomenalnie paradoksalnym para-pseudo-quasi-happy endem (sic!). Ostatni akt może wprawić z początku w konsternację, a niektórych nawet rozeźlić, ale jest to znak odwagi ze strony twórców, którzy nie boją się niespodziewanie zmienić o sto osiemdziesiąt stopni rytmu i kierunku, w jakim zdawał się zmierzać film. Zagadkowy zabieg uzyskuje w dwójnasób satysfakcjonującą konkluzję, gdy znane już wątki powracają w przewrotnym kontekście, stanowiąc nieoczywistą puentę, która będzie tkwiła w waszym umyśle jeszcze na długo po zakończeniu seansu.

Dla pasjonatów zagadek funkcjonowania umysłu jest to pozycja obowiązkowa. Warto jednak polecić ten film także wszystkim malkontentom, którzy uważają, że w kinie już wszystko zostało pokazane. Obraz Emmanuella Carrère dowodzi, że film to medium o wiele bardziej elastyczne, niż nam się zdawało. Jedyna rzecz, która nas ogranicza, to wyobraźnia twórców i potoczne przeświadczenia o tym, co można zaprezentować w fabularnej formie, a co nie. W zalewie kolejnych sequeli i remake’ów coraz wyraźniejsze staje się zapotrzebowanie na kino odważniejsze niż kiedykolwiek. Chciałbym widzieć w kinie więcej absurdalnych pomysłów traktowanych z równą powagą i starannością co tradycyjne wątki. La Moustache to sztandarowy przykład takiego filmu i lekcja zarówno dla widzów, jak i twórców, by wymagać od kina trochę więcej.

Mateusz Podlasin

La Moustache

reżyseria: Emmanuel Carrère

premiera: 6 lipca 2005

produkcja: Francja

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.