Pogodo, wyjdź

Raz zimno, raz gorąco; rano słońce wkradające się przez szyby, wieczorem znów burza z piorunami. Gdy pogoda sama nie wie, jaka chce być, a zmieniająca się aura, zamiast urozmaicać, wywołuje lawinę przeziębień i nawet moda dla powodzian znika z ulic, nietrudno o rozchwianie psychiczne. Są jednak sposoby, by sobie z nim radzić. Oczywiście najlepsze – te muzyczne.

 

Złość. Jak na Polaków przystało, możemy denerwować się i stroić groźne miny do woli czekając bez parasola na przejściu dla pieszych podczas ulewy. A po powrocie do domu, susząc przemoczone do suchej nitki ubrania, kląć soczyście. Warto jednak zapewnić sobie odpowiedni akompaniament. Nie ma bowiem nic gorszego niż nierozładowana do końca złość.

Ignorancja. Udawanie, że nic się nie stało i próby osiągnięcia strefy zen wcale nie muszą być przepełnione smutkiem i rezygnacją. Zamiast akceptować szare, bezpłciowe dni, można nadać im koloru włączając abstrakcyjne kubańskie rytmy lub playlistę skomponowaną wyłącznie z wesołych piosenek. Spróbujcie poobserwować smutnych, przygnębionych i zmęczonych ludzi w autobusie, mając w słuchawkach słoneczne melodie. Będzie zabawnie, gwarantuję.

Szaleństwo. Rozchwianie zmiennymi warunkami atmosferycznymi potrafi otworzyć na nowe doznania. Spróbujcie posłuchać czegoś, co wydaje wam się niejadalne w każdych innych warunkach. A nuż okaże się, że wcześniej amuzyczne, pojechane kompozycje są waszymi nowymi ulubionymi.

Akceptacja. Gdy okres beznadziejnej pogody przedłuża się w nieskończoność, musi nadejść taki moment, że odrzucicie wszelki sprzeciw i po prostu wtopicie się w rzeczywistość, słuchając smętów. Zamiast narzekać, wykorzystajcie ten moment dobrze. W końcu to doskonała okazja to tego, by po raz pierwszy nie wyjść na aspołecznych nudziarzy i czuć się w pełni usprawiedliwionym słuchając swoich ulubionych smutnych piosenek.

Ironia. Najwyższy poziom w wyliczance osiągniecie wykazując się dystansem. Najlepiej sprawdzi się tutaj jazz. Wewnętrzny chłód doskonale podkreślą wyraziste brzmienia saksofonów tenorowych Wayne Shortera lub Johna Coltrane’a. Także lekko ambientowe, pojechane brzmienia w zderzeniu ze starymi, szarymi kamienicami pogrążonymi w deszczu zadziałają wyjątkowo. Przesiewając rzeczywistość przez odpowiedni filtr, można bowiem poczynić wiele ciekawych spostrzeżeń i dojść do interesujących wniosków. W końcu na górnym Mokotowie nie pada ponoć nigdy.

Alicja Cieloch

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.