Ignorance is bliss

Krytyka mieszkańców amerykańskiego przedmieścia jest chyba jednym z ulubionych tematów społecznych podejmowanych przez filmowców. I niestety zazwyczaj są to filmy szablonowe, które powtarzają utarte stereotypy. Miłego dnia? raczej nie jest tu wyjątkiem. Ale mimo że porusza stare, znane problemy, to jednak w sposób odbiegający od normy, bawiąc się zarówno konwencjami, jak i relacjami między bohaterami. To jeden z tych filmów, o których zwykłam mawiać dziwny ale w pozytywnym sensie. Niektórzy będą zachwyceni, ale tylko niektórzy. Żeby nie było, że nie ostrzegałam.

Witajcie w Hillside, najlepszym z możliwych miejsc na ziemi. Tu trawniki są równo przystrzyżone, samochody na podjazdach czyste, dzieci mieszają narkotyki w salonie, dorośli ciągle kłamią i nikt się nie przejmuje. Dean też mógłby przejmować się mniej, a na pewno tego właśnie by chciał. Kiedyś zapewne był wrażliwy. To otoczenie zmieniło go w cynika unikającego towarzystwa. Ale odkąd znalazł swojego przyjaciela Troya (miejscowego dealera) zwisającego z sufitu, nie może dać sobie z tym wszystkim spokoju. Sprawę komplikuje fakt, że nieżyjący kumpel nawiedza go pod postacią z gry komputerowej niczym upiorny królik znany z Donnie Darko. Do tego miejscowe trio rozrabiaków wbrew jego woli wciąga go w intrygę mającą na celu odzyskanie narkotyków Troya. Szybko okazuje się, że są zdeterminowani i gotowi na wszystko. Chodzi przecież o pigułki szczęścia, prawda? Tak więc Dean, czy tego chce, czy nie, musi odegrać rolę wybawcy.

To chory świat pełen chorych relacji. Chociaż na pierwszy plan w filmie zdają się wysuwać narkotyki, nie jest to główny problem społeczności. Raczej sposób łatania dziur. Mieszkańcy nie potrafią zagłębić się w swoje relacje, przejmują się tylko tym, co powierzchowne i widoczne. To zupełnie jak siedzenie na tykającej bombie. Rodzice nie wiedzą jak kochać swoje dzieci, a te z kolei miłość zastępują niebezpiecznymi substytutami. Wszystko wygląda dobrze, dopóki widz nie zajrzy za zamknięte drzwi. Brak uczuć, rozbite domy, znieczulica, zazdrość, egoizm – znajdziecie tam wszystko. Samobójcza śmierć nastolatka staje się katalizatorem, który sprawia, że tuszowane dotąd problemy zaczynają wychodzić na jaw. Pękają szwy w przyszywanych uśmiechach i rozpadają się maski. Zachowanie bohaterów coraz bardziej zaczyna odbiegać od normy, a w ich życie wkrada się paranoja. I wreszcie w finale wszyscy będą musieli stanąć twarzą w twarz z tym, kim się stali.

A tu każdy ma coś na sumieniu. Populacja osiedla to całe spektrum grzechów z przedmieścia. Mamy psychoanalityka, który nie potrafi pomóc własnym dzieciom i jego żonę – panią domu niczym z Żon ze Stepford, która myśli, że wspólny posiłek oznacza szczęśliwą rodzinę. Jest też osiedlowa seksbomba polująca na męża, zazdrosny policjant nadużywający władzy czy do granic egoistyczna pracoholiczka, tak pochłonięta własnymi sprawami, że nie zauważa zaginięcia syna. Wszyscy tu są przerysowani i sztuczni a przez to tragikomiczni. Udają już tak długo, że już sami nie wiedzą jak naturalnie reagować. Są po prostu zagubieni.

Twórcy filmu bawią się nimi jak żywymi kukiełkami, wplątując ich w niesamowitą sieć powiązań i relacji. Scenariusz zbudowany jest tak, że nie ma tu niepotrzebnych elementów i nawet najmniejsze zdarzenia mają znaczenie. Każdy z bohaterów jest nieodzownym elementem krajobrazu, a każde działanie ma swoje konsekwencje. Fabuła jest bardzo rozbudowana, a jednak poszczególne wątki łączą się ze sobą, jak w nieco surrealistycznej układance. Tworzy się tu również zaskakująca mieszanka gatunków. To, co z początku wydaje się zwykłym teenage movie, powoli przechodzi w mroczny kryminał z elementami dramatu, czarnej komedii i absurdalnej fikcji. I to właśnie miałam na myśli pisząc, że mimo papierowych, stereotypowych postaci film wymyka się schematom.

Chociaż to debiut kinowy Arie’a Posina, w Miłego dnia? pojawia się kilka znanych nazwisk. Nie sposób przeoczyć chociażby Ralpha Fiennesa, który doskonale odgrywa rolę burmistrza przechodzącego właśnie duchowe oświecenie. Natomiast Glenn Close wciela się w postać, która zachowuje się jak w transie, jednak o dziwo nie przypomina idealnej żony ze Stepford. Jednak najlepiej widać tu młodych aktorów. Jamie Bell grający Deana ma do perfekcji opanowaną rolę inteligentnego outsidera. Również Camilla Belle to nie tylko ładna buzia. Bywa irytująca, a jej postać jest naiwna i niekonsekwentna, ale zwraca uwagę.

The Chumscrubber to nie jest film dla wszystkich. Wielu może zniechęcić dosłownie wisielczy humor i wszechobecna aura absurdu. Z drugiej strony pokazuje przez to, że świat, który nas otacza oszalał i zmierza w złym kierunku. Niemniej jednak zanim sięgniecie po Miłego dnia? zastanówcie się, czy konwencja mrocznej satyry na pewno wam odpowiada.

Anna Ślusareńka

Miłego dnia?

reżyseria: Arie Posin

premiera: 25 stycznia 2005 (świat), 10 sierpnia 2006 (DVD)

produkcja: Niemcy, USA

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.