Nie ma pytań pilniejszych od pytań naiwnych

Wśród naszych filmowych rekomendacji nie znalazł się jeszcze ani jeden dokument. A przecież w żadnym wypadku nie należy tej formy pomijać. Zwłaszcza że polscy dokumentaliści mają oko do subtelnego podglądania rodzimej rzeczywistości, które sprawia, że rzeczy codziennie nabierają innego znaczenia. Taki jest dokument Marcela Łozińskiego Wszystko może się przytrafić, a nie jest to nawet pełen metraż.

Pociąg opóźniony jest około 40 minut od planowanego przyjazdu – padł komunikat z trzeszczących głośników na dworcu. Zdenerwowana usiadłam w poczekalni i włączyłam laptopa. Nie wiedziałam wtedy, że 40 minut można tak dobrze wykorzystać. Przypadkiem trafiłam na Wszystko może się przytrafić. Zaczął się naprawdę sielankowo – sześcioletni Tomek jeździ po parku na hulajnodze. Zapowiadał się przyjemny film, który zabije mi czas oczekiwania, jednak po kilku minutach całkowicie zapomniałam o spóźnionym pociągu.

Skąpany w słońcu, zielony park, mały chłopiec uganiający się za motylkami, starsi ludzie odpoczywający na ławkach. Czy nie brzmi to jak doprawdy idylliczne, letnie popołudnie? Oczywiście dopóki nie zacznie się szukać, dopytywać, wiercić, odkrywać rysy i zadrapania. Ale przecież nie będziemy tak robić, bo to nie wypada. Całe szczęście dzieci nie wiedzą, co wypada, a co nie. Przynajmniej nieszczególnie się tym przejmują. Są szczere i otwarte, bo dla nich życie jest jeszcze jasne i proste, nieskrępowane konwenansami.

Prostota właśnie jest największą siłą tego niby-dokumentu. Wszystko opiera się na jednym, genialnie nieskomplikowanym pomyśle. Życie samo dopisuje resztę. Tym pomysłem jest kontrast – konfrontacja dwóch światów: młodość i starość, niewinność i doświadczenie, wyobraźnia i rozsądek. I oto ten mały chłopiec podchodzi do starszych ludzi siedzących na ławkach i najzwyczajniej w świecie zaczyna z nimi rozmowę. I nagle okazuje się, że chociaż obie strony dzieli praktycznie wszystko, to natychmiast nawiązuje się porozumienie. Co więcej przed dzieckiem starsi ludzie naprawdę się otwierają, choć nie od razu przychodzi im to łatwo.

Tomek zadaje im pytania – czasami fundamentalne i życiowe, a czasami zupełnie błahe, ale trafiające w sedno. Śmiejemy się, gdy chłopiec komplementuje eleganckie panie i wstydzimy, gdy wprost pyta – czy jest pani samotna?, bo wiemy, że nie powinien. Film wzrusza, a zarazem szturcha delikatnym poczuciem winy. Obnaża on sytuację tych starszych ludzi, których codziennie widujemy na ławkach i w tramwajach. A powstał przecież w 1995r. Od tego czasu tempo życia znacznie wzrosło, a kto za nim nie nadąża – zostaje wykluczony. Mimo to przebrzmiewa w tym jakaś nutka nadziei. Widać, że ta kilkuminutowa rozmowa z małym dzieckiem niektórym niesie otuchę – wreszcie ktoś się nimi zainteresował. A i dla tego małego chłopca jest to cenna lekcja życia.

Mimo sentymentalnego wydźwięku Marcelowi Łozińskiemu udało się uniknąć patosu. Mały Tomek, będący notabene synem reżysera niczym, nie różni się od innych dzieci. No może jest trochę bardziej rezolutny niż jego rówieśnicy. Mimo to nie jest przesadnie wrażliwy ani elokwentny. Mówi o swoich dziecięcych głupotkach: grach komputerowych i małych dinozaurach. Obdarzony nieograniczoną dziecięcą wyobraźnią nie zawsze rozumie reguły rządzące światem. On nadal wierzy, że wszystko może się przytrafić i chyba my też powinniśmy.

Anna Ślusareńka

Wszystko może się przytrafić

reżyseria: Marcel Łoziński

premiera: 1995

produkcja: Polska

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.